Po-sea Posey – ta, która wyszła z morza

Miniony weekend spędziłam po drugiej strony wyspy, w Weston-super-Mare. Pogoda w miarę dopisała, mimo pętających się po obejściu resztek huraganu Lorenzo. Ponieważ jechałam odwiedzić znajomego, z którym łączy mnie zamiłowanie do horrorów, wzięłam ze sobą Posey, jedną z Living Dead Dolls. Przy okazji odkryłam, że gdzieś wcięło różę, którą rzeczona miała w dłoni. Urok częstych przeprowadzek…

posey

Szczątkowa ruchomość tych lalek nie pozwala na stworzenie oszałamiających efektów, jednak Posey wyjątkowo dobrze odnalazła się na tle odpływu. Nawiasem mówiąc, pierwszy raz mogłam obserwować cofającą się wodę oraz pochodzić po dnie, kiedy była daleko.

posey1posey2posey3

Jestem zadowolona ze zdjęć. Nawet nie musiałam się starać, klimat miejsca zadbał o efekt za mnie – trochę gotycko, trochę tęsknie, trochę lovecraftowsko, a trochę jak z Poego. Powiedzmy, że jakoś tak:

posey4posey5posey6

Nikt nie wiedział, skąd przyszła. Powiadano, że pewnego pochmurnego ranka wyłoniła się z morza i tak już zostało. Ludzie unikali jej, kiedy błąkała się po trawiastych wzgórzach, z niewidzącymi oczyma utkwionymi gdzieś w dali. Bali się jej. Mówili, że jej obecność zwiastuje nieszczęście.

posey7

A ona, nieświadoma nieprzychylnych spojrzeń, szła przed siebie, czasem wyciągając ręce, jakby próbowała coś schwytać. Albo kogoś.

posey8posey9

Czasem siadała na przybrzeżnych skałach, patrząc, jak odchodzi morze. Błąkała się później między osieroconymi kamieniami i kępami obnażonych wodorostów, ani razu się nie potykając, co zdarzało się każdemu, który próbował odkryć sekrety morskiego dna. Wiatr czesał jej długie, jasne włosy – tylko taki dotyk znała.

posey10posey11

W końcu odeszła, skąd przyszła. Zniknęła tak samo, jak się pojawiła. Tych, którzy poszli za nią, można odwiedzać na cmentarzu. Mogiły, w jakie ich złożono, porastają kryształami morskiej soli.

posey12posey13

Koniec. Bez bomby 😉

Delilah i niemożliwe rzęsy

Do Wrocławia, poza Nichelle, poleciała ze mną Delilah, której Ewa miała wstawić nowe rzęsy. Zaczęło się od wyrwania starych. Delilah została ich pozbawiona zaraz na początku mojego pobytu. Nie chciałam jej fotografować z łysymi oczyma, bo nie wyglądała szczególnie dobrze bez rzęs… Nowe wstawiłam w końcu sama. Żartowałam, że są w stylu angielskim – tutaj wiele kobiet przykleja sztuczne na co dzień lub przedłuża własne, co daje czasem efekty wręcz groteskowe. Lalce, wg mnie, przesada pasuje o wiele bardziej niż większości ludzi 😉

del

Oto nowe rzęsiska! Zrobione z ludzkich sztucznych rzęs z chińczyka 🙂

del1del2del3

Rzęsy w warunkach polowych poszłyśmy z Ewą testować do pobliskiego parku. Dla wygody niosłam Delilah w ręku. Mijał nas jakiś kwiat polskości, oczywiście odziany w dres, na który nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie to, że z pewnej odległości zaczął krzyczeć: kup se jeszcze wózek dla lalek! Se kupię, odkrzyknęłam 🙂 Żyj i pozwól żyć to moja dewiza. Na ogół… 😉

del4del5del6

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rzęsy można przyciąć, ale po co? Wyrażenie „oczy ocienione rzęsami” nabiera bardzo konkretnego wydźwięku w tym przypadku 😀

del7del9del8

Na koniec mój uszytek z zeszłego roku, plecak, który zawitał już na blogu w zeszłym roku, ale chyba nie zwrócił na siebie dostatecznej uwagi 😉 Kurtka, szyta niegdyś przez Ewę na Ellowyne, pasuje jak ulał zarówno do rozmiaru, jak i urody Delilah 🙂

Miłej lalkowej jesieni, kochani ❤

Z ręki do ręki, z ręki do ręki… Tonnerka!

Ubiegły tydzień spędziłam we Wrocławiu u Ewy. Dziwnie jest być gościem w miejscu, które tyle lat nazywało się domem… Wyjazd był owocny zarówno w kategoriach lalkowych, jak i z nimi niezwiązanych. I tak jakoś wyszło, że wróciłam do UK z Tyler.

tyler

Znów nie pamiętam, jaki to model. Do niedawna Tyler miała włosy upięte misternie za pomocą gumek i szpilek na czubku głowy. Aż nie wpadłam na wspaniały pomysł, żeby te włosy uwolnić, wiedząc doskonale, że za Chiny Ludowe nie uczeszę tego z powrotem. Ewa kazała mi wobec tego adoptować zbeszczeszczoną Tyler 😛

tyler1tyler2tyler3

Buty i sukienka to oczywiście ręczne wyroby Ewy. Oglądam je już ładnych parę lat i wciąż nie mogę się nadziwić, że tak świetnie jej to wychodzi ❤ ❤ ❤ Włosy po uwolnieniu z ciasnego koka do porządku doprowadziła również Ewa. Lalkowe krawiectwo to po części moja bajka, ale fryzjerstwo to już zdecydowanie nie 🙂 Całe szczęście Ewa umie wszystko!

tyler4

tyler5

Ewa: No gdzie tam leziesz? Ja: Do wody. Ewa: To daj mi plecak, jak się masz zamiar topić 😛

tyler6

Tyler ma ciekawą twarz. Nie nazwałabym jej klasyczną pięknością. Tchnie za to jakimś niewypowiedzianym spokojem i subtelnością. To starszy model – ręka nie ma stawu w nadgarstku, talia się nie skręca. Nie szkodzi. Nobody’s perfect 🙂

tyler7tyler8

Za plener posłużyły stare kąty Ostrowa Tumskiego. Dzięki, Ewa, że ze mną poszłaś, mimo kiepskiego samopoczucia :*

Królowa wróżek

“Had I known but yesterday what I know today,
I’d have taken out your two gray eyes
And put in eyes of clay;
And had I known but yesterday you’d be no more my own
I’d have taken out your heart of flesh
And put in one of stone” – Tam Lin

sydney

Gdybym wczoraj wiedziała to, co dzisiaj wiem / zamieniłabym twoje szare oczy na gliniane kulki dwie / gdybym wczoraj wiedziała, że przestaniesz moim być / zamieniłabym twoje serce na kamień / by nie mogło bić – powiedziała Królowa Wróżek, kiedy porwany przez nią Tam Lin został uratowany przez swoją ukochaną. A potem zniknęła wraz z całym swym orszakiem…

I tak mi się to jakoś skojarzyło z niebieskim i zielonym…

sydney1sydney4sydney5

„Niemiłe zejście przy świetle księżyca, dumna Tytanio (…)

Stój, stój, zuchwała! Czym nie jest twym panem?” – W. Szekspir Sen nocy letniej

sydney6sydney7sydney12

Cholerny Robert Tonner. Zawsze to powtarzam, ale teraz, kiedy przestał produkować lalki, jest nawet gorzej. Te ceny… Nigdy nie należały do szczególnie niskich, ale obecnie to masakra masakr. Tym cenniejsze stają się tonnerki, które się już ma. Tyle lat i nieodmiennie zatyka mnie na widok ich urody. Żeby zrobić złe, absolutnie złe zdjęcie tonnerce, trzeba mieć ogromny antytalent. Sydney to jedna z najpiękniejszych lalek, jakie kiedykolwiek chowałam w szafie 🙂 Moje życie bez tonnerek byłoby zdecydowanie uboższe, nawet ze Star Warsami 😉 Dobrze zatem, że w ogóle są ❤

sydney8sydney9sydney3

Sukienka, jak widać, zdjęta ze Stelli – jeden z moich lepszych uszytków, to korzystam. Mieć więcej lalek z tym samym rozmiarze to wielka wygoda. Mimo tego na każdej ciuch wygląda inaczej, tworzy odmienny klimat. Za to właśnie lubię lalkowanie – niby wszystko to samo, a jednak każda lalka oferuje coś nowego.

Miłego weekendu, kochani :*

Leia – księżniczka Disneya ;)

Star Wars to dziś produkt totalny, gigantyczna machina do robienia pieniędzy, co niektórzy mają za złe tej franczyzie. Abstrahując od tego, czy takie podejście jest słuszne, nie sposób zaprzeczać faktom – to kulturowy fenomen. Z mojego osobistego punktu widzenia to film, bez którego moje życie byłoby zdecydowanie smutniejsze.

leia1

Pamiętam, jakby to było dziś. Miałam jakieś osiem lat. Byliśmy w odwiedzinach u mojej ciotki, jednej z sióstr mojego ojca, w jakiś świąteczny dzień. Wszyscy – dorośli i dzieci – siedzieliśmy w tzw. dużym pokoju. W kineskopowym telewizorze leciał IV epizod Gwiezdnych Wojen. Byłam zauroczona, zwłaszcza X-Wingami i, co tu dużo mówić, Hanem Solo 🙂 Wrażenie robiła też księżniczka inna niż wszystkie – drobna, delikatna i piekielnie odważna. Zupełnie inna niż królewny z bajek, jakimi mnie do tej pory raczono.

leia

pew, pew!

Dziś moja Star Warsowa kolekcja liczy całą masę rozmaitego plastikowego, papierowego i tkaninowego śmiecia, nawet moje lalki noszą nerdowskie koszulki… Trudno zatem było nie dołączyć do kolekcji lalek z serii Star Wars: Forces od Destiny produkcji Hasbro na licencji Diseya, zwłaszcza że w lokalnej sieciówce zabawkowej można dostać je za grosze. Ponieważ ćwiczę silną wolę, na razie kupiłam dwie: Leię w zestawie z Ewokiem Wicketem oraz Amidalę. Leia jest chyba jedyną lalką z tej serii, która nie ma wmoldowanych części odzieży. Posiada za to strój na przebranie: sukienkę i sandały, które nosiła w wiosce Ewoków.

leia2

O ile sama lalka jest artykułowana dość standardowo, pozuje całkiem udatnie i stoi sama. Niestety jakością nie powala – jedna z nóg obluzowała się w stawie po wybitnie krótkiej sesji w lesie udającym Endor. Ewok jest jedynie bryłką flokowanego plastiku, ale trzeba mu oddać, że wizerunkowo zrobiono go bardzo prawilnie.

leia3

Akcesoria są za to wykonane z dbałością o szczegóły, plastik jest ładnie docięty i wyszlifowany. Kask może sobie księżniczka potrzymać w ręku, bo kok się nie mieści. Za to palce prawej dłoni są ułożone do strzału, bardzo ładnie, blaster trzyma się bez kombinowania.

leia4

Lalka powstała w oparciu o kreskówkę, a nie o film, proszę zatem nie marudzić, że niepodobna do Carrie Fisher (R.I.P.)

leia5

Ewa… Ty wiesz co 😉

Niedawno czytałam artykuł, gdzie autor dowodził (bez dowodów), że produkcja zabawek Star Wars nie ma sensu, ponieważ dziewczynki nie interesują się science fiction z zasady, a chłopcy nie będą się bawić np. Rey, też z zasady. Dorosłych kolekcjonerów w ogóle nie wziął pod uwagę – no bo jak to dorosły zabawki?! 😉 Rozbawił mnie gość, polać mu!

leia6

Do premiery ostatniego epizodu zostało trzy miesiące i dwadzieścia dni. Może dożyję 🙂

Zagadkę z poprzedniego postu rozwiązała Ewa, która wypatrzyła pszczółkę. Moje gratulacje, nie było to wcale łatwe. A pszczółka siedziała sobie tu:p

🙂

Stella sierpniowa

stellastella1

„I think of love and let it pass. It feels like fire but it won’t last.”

stella2stella3

„So when you let me in

You let me justify my own reward

You put your hands on me

And I learn the words I didn’t know before”

stella4stella5

„Let’s stay here for a while
Is something gonna happen today?”

stella6stella7stella8

„All the moments when I lose myself”

cytaty by Katatonia, zdjęcia by Mangusta, Stella, body i rajty by Robert Tonner, spódnica by Ewa, okulary by nie wiem

Czy ktoś mnie poratuje poradą co do włosów? Loki zaczynają się mechacić, jak widać :/

Kto widzi pszczółkę? 🙂