3 x debiut

Jakiś czas temu kupiłam na Aliexpressie nowego recasta. Wykazałam się naiwnością tym razem – ponieważ zwykle żywiczaki na Ali zawierają wskazanie, komu został zajumany model, a ten nie miał takiego wskazania, uznałam, że… Chińczyk tym razem sam wymyślił. Zresztą lalka była tania jak barszcz nawet w porównaniu do pozostałych recastów. Przyszła szybko, troskliwie zapakowana, nie obyło się jednak bez pewnych problemów natury językowo-okulistycznej.

Oczywiście zdjęcia promo przedstawiały oryginalną Coco Luts, gdyż to właśnie tejże podróbka. Ujęła mnie jej mangowa twarz oraz, przede wszystkim, mangowe oczy. Sprzedawca nadmienił, że mogą być innego koloru niż na fotce, ale nie przeszkadzało mi to. Niestety lalka została przysłana ze zwykłymi oczami i trzeba przyznać, że mangowa twarz z normalną gałką oczną wygląda po prostu źle. Zaczęłam się więc wykłócać ze sprzedawcą. Koniec końców wyszło na to, że chodziło mu o „random eyes”, a nie „different colour”. Według mnie to dwie różne rzeczy, według niego jedno i to samo.

Brałam pod uwagę kupienie oryginalnych oczu Luts, ale nie mają takich w ofercie. Odpowiadające mi wizualnie gałki zdobyłam w drugiej próbie. Zastanawiam się teraz, czy nie lepiej było wziąć rozmiar większe, żeby w ogóle nie było widać białka. W ten sposób byłoby jeszcze bardziej mangowo 😉

Perukę kupiłam jakiś czas temu na eBayu z myślą o Delilah i Celine, ale jakoś mi podpasowała do tej twarzy. W ten sposób powstał pierwszy wizerunek recasta (bo pewnie będzie nie jeden – zaleta lalek perukowych z wydłubywalnymi oczami), który na pewno nie zostanie imienniczką pierwowzoru. W mojej świadomości został bowiem osadzony dawno temu fakt, że „koko” to jest dźwięk, który wydaje kura, a nie imię 😛

Poza lalką w tym wpisie debiutują także moje uszytki: kimono i balerinki. Zdaję sobie sprawę, że kimono wyszło za krótkie, ale to przede wszystkim miała być próba, czy w ogóle dam radę uszyć coś, co w miarę przypomina tradycyjny ubiór japoński. Wydaje mi się, że idea jest widoczna. Mam piękne tkaniny w orientalne wzorki, niestety kawałki są małe, 20 x 25 cm, więc na nich nie chciałam próbować, bo szkoda psuć.

Chyba najładniejsze zdjęcie 🙂

Buty zrobiłam z tego samego materiału (były zresztą pierwsze i to zanim w ogóle przyszło mi do głowy szycie kimona), ich wewnętrzna warstwa jest satynowa. Wkładki są z tektury od opakowania po Lindorach (zero waste!) oraz podkładki na biurko, która stała się zbędna mojemu znajomemu. Balerinki uszyłam korzystając z tutoriala Beth Alvarez:

Tutorial gorąco polecam, buty robi się naprawdę szybko w ten sposób (nawet szyjąc ręcznie). A do kimono mam ambicję zrobić geta, tylko muszę jakieś cienkie, miękkie drewienko skombinować.

Widać, że kimono?

Zdjęcia robiłam telefonem w ogródku. Kolory wyszły bardzo zimne. Dosyć trudno było też złapać odpowiedni kąt, żeby nie deformować kształtu twarzy lalki. Nie obyło się także bez bólu i rozlewu krwi. Stanęłam na gałązce jakiegoś ciernistego krzaka, która nie wiadomo skąd pojawiła się na ścieżce w naszym ogródku. Kolec przeszedł przez podeszwę kapcia i wlazł mi w stopę. Prawie się wyrżnęłam z lalką i telefonem w objęciach. A miałam jeszcze długi spacer w planach na dziś…

Mimo że kolory nie do końca się zgadzają, lalka kojarzy mi się z Kaoru Kamiyą z mangi Rurouni Kenshin. Pewnie dlatego ta hakama mi się kołacze po głowie.

W sumie można by ją wołać Kaoru…

oDwALiło mi…

Odwaliło mi w tym lockdownie…

Zachciało mi się Dala, a ja przecież nie lubię dyniogłowych… Rety, rety, co to będzie dalej? Poppy Parker? 😛

Miałam już Little Dal, Taeyanga i Tangkou. Wszystkie poszły w ludzi, chociaż ta pierwsza głównie z powodu denerwującego obitsu, ten drugi również głównie przez ciałko, a Tangkou właśnie ze względu na dyńkowaty łeb, który utrudniał upozowanie jej do zdjęć. Sprawienie sobie kolejnego Dala, tym razem pełnowymiarowego, to superpomysł w tych okolicznościach…

Z drugiej jednak strony podobno nie da się dwa razy wejść do rej samej rzeki. Może tym razem będzie inaczej. Poza tym prestiż kolekcji trzeba podnosić, nie? 😛 Chociaż w sumie nie wiem, czy Dal też działa na niego dodatnio, czy tylko Pullip 😉

Dal Fiori wypatrzyłam na eBayu. Stan NRFB. Z informacji znalezionych w necie wynika, że ten model utknął w swoim pudle na długie 14 lat. Ponieważ to w sumie już pewien rarytas kolekcjonerski, potrafią wołać za nią ponad pięćset dolarów. Ja zapłaciłam ułamek tej ceny. Pullipy i Dale były bardzo popularne, kiedy zaczynałam swoją przygodę z lalkowaniem prawie 9 lat temu. Z czasem jakoś o nich ucichło. Kupić je teraz już nie tak łatwo, a ich ceny są znacznie bardziej kosmiczne niż mogę znieść. Jak widać na załączonym obrazku, natychmiast umniejszyłam wartość kolekcjonerską lalki i wydłubałam ją z pudełka.

Pudełka od produktów Jun Planning nie poddają się łatwo. Kiedy w końcu udało mi się wyszarpać kartonik z przyczepioną lalką, stanęły mi przed oczami przeszłe zmagania z rozpdełkowywaniem J-doll. „W mordę”, pomyślałam. „To przecież ten sam producent, łatwo nie będzie. To może kiedy indziej.” I schowałam całość z powrotem do pudełka tylko po to, by za chwilę znów je wyjąć, tym razem uzbrojona w nożyczki i nożyk modelarski. Koniec końców aktu destrukcji stanu NRFB dokonałam palcami. Wydaje mi się (albo pamięć już nie ta, w końcu czterdziestka przekroczona parę miechów temu 😛 ), że J-doll było trudniej wyłuskać z zabezpieczeń. Obie lalki są tak samo zabezpieczone przed ewentualnym odbarwieniem plastiku – pod ubrankiem znajduje się folia.

Ujęła mnie ta malutka laleczka, która wydaje się być miniaturką Dal Fiori. Jak na takie maleństwo jest całkiem porządnie uszyta. Wszystkie dodatki są wykonane dokładnie i dość miłe dla oka. Ubranko obu przypomina mi trochę kreację mojej Mackie Tokyo Pop z dość oczywistych względów.

Prawdopodobnie zrobiłam błąd rozczesując loki, ponieważ lalka bardzo niekoniecznie wygląda tak, jak na zdjęciu promo. Ma łeb jak sklep, nie da się zaprzeczyć, a ciałko jest drobniejsze niż się spodziewałam, tzn. mniejsze nawet od Tangkou. To w ogóle chyba pierwszy Dal (poza tamtą małą na kluskowatym obitsu) jakiego widzę na żywo. Oczy się nie zamykają, ale można je przesuwać za pomocą małej dźwigni pod włosami w prawo i w lewo.

Ta mała lalka lalki trochę mnie prowokuje, żeby sprawdzić, jak mnie by wyszło zrobienie takiej. Może Fiori założy kolekcję?

Na koniec małe porównanie:

Swego czasu napisałam – a w każdym razie wydaje mi się, że wyartykułowałam to na tym blogu – że twarz mojej pierwszej laleczki z Aliexpressu przypomina mi Dal. Teraz można zobaczyć, na ile to skojarzenie było trafne. Dal na pewno ma szerszą twarz – o proporcjach raczej nie muszę wspominać. Nosy obu lalek są wąskie i dość zadarte, obie także mają pełniejszą dolną wargę, co nadaje ich buźkom lekko obrażonego i/lub smutnego wyrazu. Kiedyś „foch” był zresztą popularnym określeniem Dal.

Jak widać, chińskie siwe dziecko ubrane jest do pogody. Czeka na śnieg i chyba się nie doczeka, a chciała się zaprezentować w kilku nowych uszytkach. Możliwe, że znajdę czas na spacerek z nią całkiem niedługo, z powodu nowych obostrzeń mamy kończyć pracę jak najszybciej. Do zobaczenia zatem!

Drugie oblicze Licci

Przegrzebując internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży japońskiej Licci-chan, znalazłam…

No co JA mogłam znaleźć?

Straszne opowieści, oczywiście. Miejskie legendy na temat morderczych skłonności tej słodziutkiej laleczki 😀

I

Pewna młoda Japonka pozbywała się lalek z dzieciństwa – wyrosła z nich, jak to się mówi. Zabawki powędrowały więc na śmietnik. Wśród nich znajdowała się śliczna Licca-chan. Jakiś czas później dziewczyna przeprowadziła się z rodzicami do innego miasta. Któregoś dnia, kiedy wróciła do domu po szkole, zadzwonił telefon. Dziewczyna odebrała, a wtedy cienki głosik przedstawił się jako Licca, jej lalka z dzieciństwa. Jestem na wysypisku, powiedziała. Wracam do domu. Dziewczyna nie przejęła się ani trochę, sądząc, że to tylko głupi dowcip. Jednak chwilę później telefon zadzwonił ponownie. Licca-chan informowała, że jest już na dworcu. Dziewczyna poczuła się trochę niepewnie. Telefon odezwał się trzeci raz. Jestem na twojej ulicy, powiedziała Licca. Tęskniłaś za mną? Dziewczyna zaczęła się bać. Po chwili Licca zadzwoniła z informacją, że czeka pod drzwiami. Przerażona dziewczyna wyjrzała przez okno, ale nikogo nie zobaczyła koło domu. Odetchnęła z ulgą, a wtedy telefon zadzwonił po raz ostatni. To ja, Licca. Stoję za tobą.

Licca-chan to w Japonii bardzo popularna postać, swego czasu istniała nawet linia telefoniczna, na którą dzieci mogły zadzwonić, żeby „porozmawiać” z lalką. Oczywiście wiadomość była odtwarzana z nagrania. Nie wiadomo skąd pojawiły się plotki, że dzwoniące na linię Licci dzieci słyszały czasem od niej groźby w stylu: znajdę cię i zabiję. I pewnie stąd też wzięła się powyższa legenda miejska 🙂

II

Podobno istniała wadliwa partia lalek z trzema nogami, która niezauważona trafiła do sprzedaży. Nie wiem, jak to miałoby być możliwe, w końcu lalkę trzeba jeszcze ubrać i zapakować do pudełka. W każdym razie pogłoski o istnieniu trójnogiej Licci rozmnożyły się w kilku wariantach.

licca-chan

  1. Pewnego wieczora młoda kobieta wracała do domu przez park i tam zaszła za potrzeba do publicznej toalety. Na podłodze znalazła Liccę-chan. Zrobiło jej się żal zguby, więc podniosła ją, taka była śliczna! Dopiero wtedy zauważyła, że lalka ma trzecią nogę – owłosioną i siną. Wystraszyła się i upuściła Liccę z powrotem na podłogę. Wtedy lalka powoli odwróciła głowę i powiedziała:  Przerażona kobieta uciekła z toalety. Wkrótce zadzwonił jej telefon, a kiedy odebrała, lalka kontynuowała swoją litanię: nazywam się Licca-chan i jestem przeklęta! Przeklęta! Przeklęta! Kobieta w końcu oszalała ze strachu i przebiła sobie bębenki w uszach, żeby nie słyszeć więcej tego głosu.
  2. Dziewczynka weszła do szkolnej toalety. Od razu zauważyła napis na ścianie: Jestem Licca-chan. Pobawmy się w chowanego! Zanim mała zdążyła się zastanowić, co to wszystko znaczy, za jej plecami pojawiła się lalka, mówiąc: kryjesz! A potem zadźgała dziewczynkę nożem.
  3. W innej wersji trzecia noga zrobiona jest z ludzkiego ciała, a Licca, po przedstawieniu się, mówi, że szuka jej właściciela.
  4. Trójnoga Licca-chan została znaleziona w toalecie przez małą dziewczynkę. Kiedy mała odkryła trzecią, siną nogę, próbowała spłukać paskudztwo. Po kilku dniach zdarzył się jej wypadek, w którym straciła nogę. Kiedy obudziła się w szpitalu, chcąc spojrzeć na kikut, odkryła, że wyrosła z niego dziwna sina noga. Wkrótce dziwaczny rozrost rozprzestrzenił się na całe ciało dziewczynki, a ta umarła w konsekwencji.
  5. Ostatnia wersja jest o Tobie. Licca-chan pojawia się przy Twoim łóżku, kiedy śpisz. Ma ze sobą nóż rzeźnicki. Czeka spokojnie, aż się przebudzisz i ją zauważysz. A kiedy to się stanie, urżnie Ci tym nożem nogi.

Ach, ta nieskrępowana japońska wyobraźnia! Kocham!!! ❤ ❤ ❤

Bądźcie mili dla swoich lalek. I uważajcie w publicznych toaletach 😉

Legendy miejskie i obrazek za https://www.scaryforkids.com/licca-chan/

Little Apple Doll Irae

Pamięta ktoś moją Little Apple Doll Erro? Pewnie nie, bo nie gościła zbyt często na blogu. Nie mam jej zresztą przy sobie, została w PL. Na facebookowym markecie znalazłam jej siostrę z serii, Irae, za pół darmo. Małe Jabłka niczym się od siebie nie różnią (choć w nowszych seriach miewają inny kolor włosów), można zatem powiedzieć, że posiadanie więcej niż jednej mija się z celem, ale, sami rozumiecie, okazja była 😉 Choć wyglądają japońsko, jest Little Apple Dolls to produkt brytyjski.

irae

Krótko przypomnę, że Little Apple Dolls to lalki-duchy dzieci. Każda z nich posiada maskę stylizowaną na japoński teatr No. Maska. Jakże odpowiednio do okoliczności… Każda lalka ma też jabłko ze szpilkami w zestawie oraz książeczkę, w której opisana jest jej historia.

irae1

Irae najbardziej na świecie lubiła doglądać róż w ogrodzie. Rozmawiała z nimi jak z dobrymi przyjaciółmi i nawet urządzała posiedzenia przy herbatce. Rośliny wydawały się rosnąć bujniej pod jej dotykiem. Irae nigdy nie opuszczała ogrodu otoczonego nieprzebytym żywopłotem – rodzice bardzo się o nią bali. Była długo oczekiwanym dzieckiem i dopiero kiedy jej matka i ojciec przyrzekli część duszy dziewczynki bogom drzew, doczekali się narodzin córki. Wierzyli, że to z tego powodu ma ona tak dobry wpływ na ogród.

irae2

Pewnego dnia Irae usłyszała płacz zza żywopłotu. Po chwili pojawiła się w nim dziura, jakby ktoś ją wypalił, wystarczająco duża, by dziewczynka mogła się przez nią przecisnąć. Po drugiej stronie leżał mały, biały piesek z łapkami pokrytymi krwią. Irae nigdy wcześniej nie widziała psa, więc trochę się go bała. Postanowiła go dotknąć, by sprawdzić, czy jest prawdziwy. Kiedy dotknęła zwierzątka, poczuła podmuch chłodu, a zakrwawione łapki psa odzyskały czysty, biały kolor.

irae3

Pies zaczął skakać wokół Irae, a ona biegła za nim, coraz bardziej oddalając się od żywopłotu. Dobiegli do kamiennej fontanny. W wodzie Irae dostrzegła bladego, starego człowieka. Postanowiła go dotknąć, by sprawdzić, czy jest prawdziwy. Wtedy znów poczuła chłód, a starzec zerwał się gwałtownie, zaczął kaszleć i rozchlapywać wokół wodę. Uratowałaś mnie, powiedział. Irae nie wiedziała, co mu odpowiedzieć.

irae4

Wkrótce wieść o cudownej dziewczynce obiegła okoliczne wioski. Starzec adoptował ją i białego psa. Sądził, że biedne, cudowne dziecko, które wraca życie, jest nieme, bo Irae nigdy się nie odzywała.

irae5

Starzec miał bardzo zaniedbany ogród. Kiedy Irae to zobaczyła, dotknęła dłońmi ziemi i zamieniła dzikie chaszcze w prawdziwy raj. Wieść o jej uzdrawiających mocach przyciągała do ogrodu ludzi, którzy potrzebowali uzdrowienia lub egzorcyzmów. Irae pomagała wszystkim, ale z czasem odkryła, że im dłużej się tym zajmuje, tym mniej potrafi się cieszyć i uśmiechać. Z czasem zaczęła tracić wzrok.

irae6

Ludzie wciąż przychodzili, Irae wciąż pomagała, ale powoli budził się w niej gniew. Nie rozumiała, dlaczego tak źle się czuła. Spędzała wieczory tylko w towarzystwie białego psa. Nic już nie widziała. Pewnego dnia wpadła w szał, zaczęła niszczyć wszystko na swej drodze, po której prowadziła ją dziwna, czarna mgła. Ludzie zaczęli rzucać w nią kamieniami, ale to tylko jeszcze bardziej ją rozgniewało. Tylko biały pies pozostał jej wierny, ale Irae potrafiła tylko obwiniać go o to, co się stało. To przez niego opuściła ogród rodziców.

irae7

Przestraszony pies próbował przed nią uciekać, ale zapędziła go pod ścianę gęstych krzewów. Wtedy stało się coś dziwnego – w żywopłocie zaczęła powstawać dziura, jakby ktoś ją wypalił. Było już jednak za późno. Czarna mgła otaczająca Irae pochłonęła i psa, i żywopłot. Irae zorientowała się, że jest we własnym ogrodzie. Teraz porastały go chwasty i stały w nim dwa ołtarzyki postawione przez jej zasmuconych rodziców, którzy za bardzo starali się ochronić ją przed światem. Irae znów pogrążyła się w mroku i wpadła w szał.

irae8

Otaczały ją czarne płomienie. Umierała. To miejsce jest zaczarowane, wiesz? Ślepa Irae nie wiedziała, że przed nią, na stercie liści, spoczywa Czerwone Jabłuszko. Powiedziało jej, że podróż poza ogród bardzo ją zmieniła. Bezpowrotnie. Spłonęła z gniewu, a jej oczy zamieniły się w dwie czarne dziury. Irae groziła Czerwonemu Jabłuszku śmiercią, ale niejeden już próbował. W końcu podniosła je z ziemi i wtedy poczuła, jak złe emocje opadają. Roześmiała się, pełna radości. Nie pasujesz już tutaj, powiedziało Czerwone Jabłuszko. Ale możesz zamieszkać gdzieś, gdzie znajdziesz przyjaciół – Pomiędzy tutaj i tam.

Irae9

Koniec.

Wesołych i zdrowych świąt, kochani 🙂 Zwłaszcza zdrowych

Sahra Azone

Drugi z sierpniowych nabytków to Sahra z Azone, podobnie jak Miu osadzona na ciałku Pure Neemo – rozmiar większym. Różnica pomiędzy XS a S nie rzuca się specjalnie w oczy. Lalka jest odrobinę wyższa i ma trochę większy biust. Całe szczęście stopa jej nie urosła 😉

sahra

sahra1

Dopiero kiedy zaczęłam ją obszywać, zauważyłam, że jedna dłoń jest większa od drugiej. Tym sposobem dorobiłam się drugiej (po Mei Li Tonnera) lalki z dłońmi nie do pary 😛

sahra2

Tak sobie artykułuję

sahra3

Obie lalki Azone kupiłam używane, wybierałam spomiędzy kilku. U Sahry spodobały mi się te wielkie, niebieskie oczyska. Prawdę mówiąc, już nie pamiętam pozostałych lalek z oferty tej sprzedającej. Gdybym się nie zdecydowała na te dwie, być może ich też bym już nie miała w pamięci…

sahra4sahra6

Gdyby w tych oczach mógł odbić się świat, na pewno byłby przyjemnym miejscem 🙂

sahra7sahra8

Miasto w tym roku obsadzono bratkami, zwłaszcza w odcieniach fioletu, do granic możliwości. Być może ktoś wygrał (ustawił) jakiś przetarg. Może jakiś rekordzik lalkowych foci w bratkach pobiję? 😉

sahra10

Dziś miało się odbyć spotkanie lalkowe, ale w ostatniej chwili nawaliło pół składu. W związku z tym odbyły się jedynie wypicie szybkiego frappe i średnio urozmaicona oraz jeszcze mniej udana sesja. Nic to. Następnym razem nadrobimy 🙂

 

Kwiatki, bratki i Miu Azone

Wspominałam poprzednio, że od sierpnia mam niepokazane lalkowe zakupy. A że ostatnio zrobiło się nieco więcej czasu na lalkowanie z powodów, o których kiedy indziej, a pogoda mobilizuje mnie wielce, ogarnęłam się z połową tych zakupów. W sierpniu naszło mnie bowiem na organoleptyczne przetestowanie używanych, japońskich produktów Azone na ciałku Pure Neemo.

miu

Z eBaya za chińskie guldeny zgarnęłam Majokka Miu Little Witch of Water na ciałku w rozmiarze xs, oczywiście nagą jako ten święty turecki (odziewałam w uszytek własnoręczny dedykowany). Najbardziej obawiałam się trudności z dobraniem butów – stópka PN jest szersza niż Barbiowa – ale jakoś poszło (jakkolwiek na wcisk). Mam kupione te popularne chińskie trampki, ale ze zdziwieniem odkryłam, że obie są na lewą stopę :/ Do tego jakość wykonania w mojej opinii pozostawia co nieco do życzenia, więc czekają na razie na poprawkę.

miu1

Miu, jak widać, jest fanką roślinności i podróży międzygwiezdnych. W przyszłości chciałaby zostać ksenobiologiem i pracować dla Elona Muska w Space-X 😉

miu2

Mangi i anime są moją codziennością od ponad dwudziestu lat, trudno zatem było, żeby nie spodobała mi się twarz lalki utrzymana w tej estetyce. Co do ciałka mam mieszane odczucia, jest trochę dziwne. Niby ma więcej punktów artykulacji niż standardowa lalka czy nawet Tonnerka, a z drugiej brakuje mu, wydawałoby się, oczywistych możliwości jak odchylenie ramienia w bok czy staw w nadgarstku. PN jest masywne i dość ciężkie, z tego, co widać na nogach Miu, łatwo się odbarwia. Włosy lalki są bardzo miękkie i cienkie, ma ich też nieproporcjonalnie dużo, ale to akurat mi nie przeszkadza. Nie będę mówić po imieniu, kto nie lubi zbyt wiele włosów u lalek, bo znowu mnie od żmij wyzwie 😛 😉

A tak słodko wygląda Miu, kiedy nurkuje we fioletowych bratkach 🙂

miu3miu4miu5miu6miu7miu8

A to ostatnie zdjęcie, Miu z Joliną-Śnieżką, kazała mi zrobić Ewa 😛 Ciągle mi coś każe 😉

miu9

Niucon 7

Konwent, konwent i po konwencie. Nie miałam czasu na wyciąganie swoich zabawek i stawianie ich przed obiektywem, taka dola koordynatorki 😉 Mimo to znalazłam całą masę rzeczy co najmniej do pooglądania pod katem zabawkowym:

niucon3 niucon12

Na stoisku wydawnictwa Kotori można było obejrzeć takie żywiczaki. Nie do końca orientuję się, czy lalki przedstawiają bohaterów wydawanych przez tę firmę historii, czy są lalkami prywatnymi, czy jedno i drugie. Jedną z osób prowadzących stoisko widywałam swego czasu na dollsforum, więc ta trzecia opcja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna.

niucon2 niucon10

Konwentowe stoiska to także świat rękodzieła. Można tam kupić wszystko od biżuterii przez maskotki po śpiwory, a wszystko hojnie podlane sosem popkultury. Drugie zdjęcie przedstawia stoisko znanej pisarki, Ewy Białołęckiej.

niucon5 niucon8

Uwielbiam przypinki, jeśli nie wyjdę z konwentu z choćby jedną nową, to chora chodzę 😉 Jak widać było też co nieco dla bronies 🙂

ja

Koordynator Mangusta w stroju typowej uczestniczki konwentu inwigiluje prelekcje w swoim bloku 😛

Para, trójka, czwórka

Maud przysiadła na chwilę na balkonie z ulubioną maskotką w objęciach. Nie czuła się zbyt dobrze. Wciąż wydawało jej się, że ktoś ją obserwuje, ale bała się odwrócić. Nie wiedziała, co by miała zrobić, jeśli rzeczywiście ktoś za nią stał… Tymczasem Chloe wciąż nie straciła nadziei na nawiązanie kontaktu. Wciąż czeka, aż Maud ją dostrzeże, a kiedyś może nawet zaakceptuje. Chloe jest cierpliwa. Może czekać choćby i wieczność.

maudcloe

Chwilę wcześniej balkon okupowały trzy Ellowyny, rozprawiając z ożywieniem na temat łączących je podobieństw i dzielących różnic. Przez chwilę wydawało się, że zrezygnują z obecności blondynki. Ponieważ pośpiech to zły doradca, zdecydowały się przespać z tym pomysłem w zaciszu swoich pudełek.ello1 ello2 ello3 ello

Podczas niedzielnego spotkania j-dolls witały nową koleżankę. Mimo identycznego moldu okazała się ona zdecydowanie odstawać od grupy. Oczy j-doll Rue de Belleville ma brązowe oczy, przez co wydaje się mniej melancholijna, za to weselsza. Wszak powiew świeżości zdarza się nawet na cmentarzu 😉

j-doll

j-doll1

j-doll3

j-doll4

j-doll5

j-doll2

j-doll6

j-doll7

Lalkowanie w plenerze

Dziś, w atmosferze ucieczki przed upałem i tłumem, odbyło się spotkanie lalkowe, na które, poza mną, stawiły się Ewa i Monika. Miało nas być więcej, ale jak zwykłe życie nas zweryfikowało 😉 Miałam dzisiaj pecha do jedzenia – najpierw w mojej ulubionej lodziarni nie było miejsca, a potem zamiast mrożonej latte dostałam cappucino. Pani upierała się, że od latte różni się ono tylko ilością pianki. Na chłopski rozum nie powinno być zatem w takiej samej cenie, ale co ja tam wiem o biznesach…

l

Sielsko-pastersko 😉

l1

Ręce opadają (rerootowana Moniki i Teen Skipper Ewy, obie w ciuszkach self made)

l2

Kuce lubią owce, owce lubią kuce 😛

l3

Monikowe cudeńka

l4

🙂

l5

Wszystkie moje j-dolls, po prawej najnowsza.

l6

l7

Dwie blondynki z dwóch różnych kultur

l8

Jupiiii, jestem artykułowana!

l9

My Little Pony, My Little Pony, aaa mniaaam!

l10

Princess Twilight

l11

Czy panie mają te lalki na sprzedaż? 😀

l12

Mój nowy przyjaciel z jarmarku. Myślicie, że Giggles będzie zazdrosny?

l13

Monikowa Moxie rerootpwana na pomarańczowo

l14

Ghoulia Moniki 🙂

Chociaż spotkanie było tym razem, jak na nas, wybitnie krótkie, było miło i wesoło. Wciąż wybieramy się do Warszawy na wakacyjny meet, może już w lipcu 🙂

Co do Sindy, możecie puścić kciuki – zakochałam się w innej…

Sobota sielska, anielska

Są lalki, które samym staniem na półce tylko cieszą oko, nie powodując wzrostu chcieja. Kiedy jednak wziąć taką do rąk, zrobić kilka zdjęć, chciej natychmiast osiąga rozmiar niebotyczny. Mam tak w przypadku Kurhn i j-dolls. W minioną sobotę zabrałam jedną na sesję w trawie (w te psie gówna, jak mówi Ewa).

j-doll j-doll1 j-doll2 j-doll3 j-doll4 j-doll5 j-doll6 j-doll7 j-doll8 j-doll9 j-doll10 j-doll11 j-doll12 j-doll13 j-doll14

Sunset Blvd to moja druga z trzech posiadanych j-dolls, lalka bardzo mało fotografowana do tej pory, teraz po raz pierwszy aparatem. Patrzę na te zdjęcia i przypomina mi się pieśń Leneruli z Roksolanek Zimorowica, nie wiem dlaczego 🙂

Wracając do chcieja, zajrzałam na eBay, żeby może pocieszyć się po przebojach ze zdrowiem kolejną j-dollką. W pierwszej kolejności przejrzałam ofertę sprzedającej toykrazela, u której do tej pory kupowałam te lalki. Nie wiem, co się takiego wydarzyło w kwestiach lalkowych w USA ani czy może ta kobieta naprawdę zwariowała. Żuchwa opadła mi na kolana, kiedy zobaczyłam, jak bardzo ceny j-doll poszły w górę – dosłownie czterokrotnie. Ostatnie sztuki, czy jak? Ze świeczką szukać tańszych. Zaczynam żałować, że nie nakupiłam ich na kopy, kiedy jeszcze miały ceny akceptowalne przez mojego węża w kieszeni :/ Obecnie za Sunset Blvd musiałabym zapłacić więcej niż za Essential Ellowyne. Lalkowy świat stanął na głowie i majta nogami w powietrzu. I to nie jest śmieszne 😥 Może za chwilę sprawdzę jeszcze raz. Może mi się zdawało. Może cena była w centach 😛