Przeklęta lalka

Była sobie mała dziewczynka, która uwielbiała lalki. W swoim pokoju zgromadziła już całkiem dużą kolekcję. Pewnego dnia, będąc w sklepie, zobaczyła przepiękną lalkę. Cóż to by była za gratka dodać ją do swych zbiorów! Miała nadzieję, że nie jest bardzo droga.

– Ile kosztuje ta lalka? – spytała starszą kobietę za ladą.

– Nie jest na sprzedaż – odparła zapytana.

– Śliczna jest – powiedziała dziewczynka. – Bardzo bym chciała ją mieć.

– Przecież mówię, że nie na sprzedaż – zirytowała się staruszka.

– Dlaczego nie?

– Bo jest przeklęta!

– Mi to nie przeszkadza – zadeklarowała dziewczynka.

– Nie sprzedam ci jej, ale… jak tak bardzo chcesz, to weź ją sobie. Jest twoja. Ale jeśli coś się stanie, to nie przychodź tu ze skargami.

– Ach! – ucieszyła się dziewczynka. – Dobrze, dziękuję! – złapała lalkę i wybiegła ze sklepu.

Z radości biegła do domu w podskokach, ściskając w ramionach zdobycz. Kiedy już dotarła do bloku, w którym mieszkała, na dole nie spotkała nikogo. Postanowiła zaczekać na windę.

Kiedy ta przyjechała, weszła do środka. Drzwi zamknęły się za nią, ale winda nie ruszyła.

Dziewczynka wystraszyła się nagle, drżała z lęku.

– Ojej, a co, jeśli lalka naprawdę jest przeklęta? – myślała.

Nagle poczuła, jak lalka w jej ramionach poruszyła się. Bardzo powoli odwróciła głowę. Dziewczynka miała ochotę wrzeszczeć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Powieki lalki zatrzepotały i otwarły się. Gapiła się na swoją nową właścicielkę pustym, szklanym wzrokiem.

Usta lalki otwarły się, gdy przemówiła:

– Chcesz jechać na górę,  to wciśnij guzik, głupolu!

;P 😀

historyjka za scaryforkids.com

Drugie oblicze Licci

Przegrzebując internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży japońskiej Licci-chan, znalazłam…

No co JA mogłam znaleźć?

Straszne opowieści, oczywiście. Miejskie legendy na temat morderczych skłonności tej słodziutkiej laleczki 😀

I

Pewna młoda Japonka pozbywała się lalek z dzieciństwa – wyrosła z nich, jak to się mówi. Zabawki powędrowały więc na śmietnik. Wśród nich znajdowała się śliczna Licca-chan. Jakiś czas później dziewczyna przeprowadziła się z rodzicami do innego miasta. Któregoś dnia, kiedy wróciła do domu po szkole, zadzwonił telefon. Dziewczyna odebrała, a wtedy cienki głosik przedstawił się jako Licca, jej lalka z dzieciństwa. Jestem na wysypisku, powiedziała. Wracam do domu. Dziewczyna nie przejęła się ani trochę, sądząc, że to tylko głupi dowcip. Jednak chwilę później telefon zadzwonił ponownie. Licca-chan informowała, że jest już na dworcu. Dziewczyna poczuła się trochę niepewnie. Telefon odezwał się trzeci raz. Jestem na twojej ulicy, powiedziała Licca. Tęskniłaś za mną? Dziewczyna zaczęła się bać. Po chwili Licca zadzwoniła z informacją, że czeka pod drzwiami. Przerażona dziewczyna wyjrzała przez okno, ale nikogo nie zobaczyła koło domu. Odetchnęła z ulgą, a wtedy telefon zadzwonił po raz ostatni. To ja, Licca. Stoję za tobą.

Licca-chan to w Japonii bardzo popularna postać, swego czasu istniała nawet linia telefoniczna, na którą dzieci mogły zadzwonić, żeby „porozmawiać” z lalką. Oczywiście wiadomość była odtwarzana z nagrania. Nie wiadomo skąd pojawiły się plotki, że dzwoniące na linię Licci dzieci słyszały czasem od niej groźby w stylu: znajdę cię i zabiję. I pewnie stąd też wzięła się powyższa legenda miejska 🙂

II

Podobno istniała wadliwa partia lalek z trzema nogami, która niezauważona trafiła do sprzedaży. Nie wiem, jak to miałoby być możliwe, w końcu lalkę trzeba jeszcze ubrać i zapakować do pudełka. W każdym razie pogłoski o istnieniu trójnogiej Licci rozmnożyły się w kilku wariantach.

licca-chan

  1. Pewnego wieczora młoda kobieta wracała do domu przez park i tam zaszła za potrzeba do publicznej toalety. Na podłodze znalazła Liccę-chan. Zrobiło jej się żal zguby, więc podniosła ją, taka była śliczna! Dopiero wtedy zauważyła, że lalka ma trzecią nogę – owłosioną i siną. Wystraszyła się i upuściła Liccę z powrotem na podłogę. Wtedy lalka powoli odwróciła głowę i powiedziała:  Przerażona kobieta uciekła z toalety. Wkrótce zadzwonił jej telefon, a kiedy odebrała, lalka kontynuowała swoją litanię: nazywam się Licca-chan i jestem przeklęta! Przeklęta! Przeklęta! Kobieta w końcu oszalała ze strachu i przebiła sobie bębenki w uszach, żeby nie słyszeć więcej tego głosu.
  2. Dziewczynka weszła do szkolnej toalety. Od razu zauważyła napis na ścianie: Jestem Licca-chan. Pobawmy się w chowanego! Zanim mała zdążyła się zastanowić, co to wszystko znaczy, za jej plecami pojawiła się lalka, mówiąc: kryjesz! A potem zadźgała dziewczynkę nożem.
  3. W innej wersji trzecia noga zrobiona jest z ludzkiego ciała, a Licca, po przedstawieniu się, mówi, że szuka jej właściciela.
  4. Trójnoga Licca-chan została znaleziona w toalecie przez małą dziewczynkę. Kiedy mała odkryła trzecią, siną nogę, próbowała spłukać paskudztwo. Po kilku dniach zdarzył się jej wypadek, w którym straciła nogę. Kiedy obudziła się w szpitalu, chcąc spojrzeć na kikut, odkryła, że wyrosła z niego dziwna sina noga. Wkrótce dziwaczny rozrost rozprzestrzenił się na całe ciało dziewczynki, a ta umarła w konsekwencji.
  5. Ostatnia wersja jest o Tobie. Licca-chan pojawia się przy Twoim łóżku, kiedy śpisz. Ma ze sobą nóż rzeźnicki. Czeka spokojnie, aż się przebudzisz i ją zauważysz. A kiedy to się stanie, urżnie Ci tym nożem nogi.

Ach, ta nieskrępowana japońska wyobraźnia! Kocham!!! ❤ ❤ ❤

Bądźcie mili dla swoich lalek. I uważajcie w publicznych toaletach 😉

Legendy miejskie i obrazek za https://www.scaryforkids.com/licca-chan/

Little Apple Doll Irae

Pamięta ktoś moją Little Apple Doll Erro? Pewnie nie, bo nie gościła zbyt często na blogu. Nie mam jej zresztą przy sobie, została w PL. Na facebookowym markecie znalazłam jej siostrę z serii, Irae, za pół darmo. Małe Jabłka niczym się od siebie nie różnią (choć w nowszych seriach miewają inny kolor włosów), można zatem powiedzieć, że posiadanie więcej niż jednej mija się z celem, ale, sami rozumiecie, okazja była 😉 Choć wyglądają japońsko, jest Little Apple Dolls to produkt brytyjski.

irae

Krótko przypomnę, że Little Apple Dolls to lalki-duchy dzieci. Każda z nich posiada maskę stylizowaną na japoński teatr No. Maska. Jakże odpowiednio do okoliczności… Każda lalka ma też jabłko ze szpilkami w zestawie oraz książeczkę, w której opisana jest jej historia.

irae1

Irae najbardziej na świecie lubiła doglądać róż w ogrodzie. Rozmawiała z nimi jak z dobrymi przyjaciółmi i nawet urządzała posiedzenia przy herbatce. Rośliny wydawały się rosnąć bujniej pod jej dotykiem. Irae nigdy nie opuszczała ogrodu otoczonego nieprzebytym żywopłotem – rodzice bardzo się o nią bali. Była długo oczekiwanym dzieckiem i dopiero kiedy jej matka i ojciec przyrzekli część duszy dziewczynki bogom drzew, doczekali się narodzin córki. Wierzyli, że to z tego powodu ma ona tak dobry wpływ na ogród.

irae2

Pewnego dnia Irae usłyszała płacz zza żywopłotu. Po chwili pojawiła się w nim dziura, jakby ktoś ją wypalił, wystarczająco duża, by dziewczynka mogła się przez nią przecisnąć. Po drugiej stronie leżał mały, biały piesek z łapkami pokrytymi krwią. Irae nigdy wcześniej nie widziała psa, więc trochę się go bała. Postanowiła go dotknąć, by sprawdzić, czy jest prawdziwy. Kiedy dotknęła zwierzątka, poczuła podmuch chłodu, a zakrwawione łapki psa odzyskały czysty, biały kolor.

irae3

Pies zaczął skakać wokół Irae, a ona biegła za nim, coraz bardziej oddalając się od żywopłotu. Dobiegli do kamiennej fontanny. W wodzie Irae dostrzegła bladego, starego człowieka. Postanowiła go dotknąć, by sprawdzić, czy jest prawdziwy. Wtedy znów poczuła chłód, a starzec zerwał się gwałtownie, zaczął kaszleć i rozchlapywać wokół wodę. Uratowałaś mnie, powiedział. Irae nie wiedziała, co mu odpowiedzieć.

irae4

Wkrótce wieść o cudownej dziewczynce obiegła okoliczne wioski. Starzec adoptował ją i białego psa. Sądził, że biedne, cudowne dziecko, które wraca życie, jest nieme, bo Irae nigdy się nie odzywała.

irae5

Starzec miał bardzo zaniedbany ogród. Kiedy Irae to zobaczyła, dotknęła dłońmi ziemi i zamieniła dzikie chaszcze w prawdziwy raj. Wieść o jej uzdrawiających mocach przyciągała do ogrodu ludzi, którzy potrzebowali uzdrowienia lub egzorcyzmów. Irae pomagała wszystkim, ale z czasem odkryła, że im dłużej się tym zajmuje, tym mniej potrafi się cieszyć i uśmiechać. Z czasem zaczęła tracić wzrok.

irae6

Ludzie wciąż przychodzili, Irae wciąż pomagała, ale powoli budził się w niej gniew. Nie rozumiała, dlaczego tak źle się czuła. Spędzała wieczory tylko w towarzystwie białego psa. Nic już nie widziała. Pewnego dnia wpadła w szał, zaczęła niszczyć wszystko na swej drodze, po której prowadziła ją dziwna, czarna mgła. Ludzie zaczęli rzucać w nią kamieniami, ale to tylko jeszcze bardziej ją rozgniewało. Tylko biały pies pozostał jej wierny, ale Irae potrafiła tylko obwiniać go o to, co się stało. To przez niego opuściła ogród rodziców.

irae7

Przestraszony pies próbował przed nią uciekać, ale zapędziła go pod ścianę gęstych krzewów. Wtedy stało się coś dziwnego – w żywopłocie zaczęła powstawać dziura, jakby ktoś ją wypalił. Było już jednak za późno. Czarna mgła otaczająca Irae pochłonęła i psa, i żywopłot. Irae zorientowała się, że jest we własnym ogrodzie. Teraz porastały go chwasty i stały w nim dwa ołtarzyki postawione przez jej zasmuconych rodziców, którzy za bardzo starali się ochronić ją przed światem. Irae znów pogrążyła się w mroku i wpadła w szał.

irae8

Otaczały ją czarne płomienie. Umierała. To miejsce jest zaczarowane, wiesz? Ślepa Irae nie wiedziała, że przed nią, na stercie liści, spoczywa Czerwone Jabłuszko. Powiedziało jej, że podróż poza ogród bardzo ją zmieniła. Bezpowrotnie. Spłonęła z gniewu, a jej oczy zamieniły się w dwie czarne dziury. Irae groziła Czerwonemu Jabłuszku śmiercią, ale niejeden już próbował. W końcu podniosła je z ziemi i wtedy poczuła, jak złe emocje opadają. Roześmiała się, pełna radości. Nie pasujesz już tutaj, powiedziało Czerwone Jabłuszko. Ale możesz zamieszkać gdzieś, gdzie znajdziesz przyjaciół – Pomiędzy tutaj i tam.

Irae9

Koniec.

Wesołych i zdrowych świąt, kochani 🙂 Zwłaszcza zdrowych

Annabelle (2014)

Piątkowy wieczór przed pracującym weekendem. Obejrzałabym horror, pomyślałam (a kiedy ja tak nie myślę? :P). Annabelle. Obejrzę wreszcie i się wypowiem.

UWAGA! SPOILERY

Na początku na czarnym ekranie pojawia się czerwony napis definiujący lalkę między innymi jako przedmiot kolekcjonerski. Wszyscy kolekcjonerzy w tym miejscu dziękują twórcom Annabelle za uznanie ich istnienia. I tu kończą się zalety tego filmu.

Annabelle_film_poster

Przyznaję, że od początku nie miałam szczególnie wybujałych oczekiwań względem tegoż dzieła, ale nic nie przygotowało mnie na to, co zobaczyłam. Historia rzekomo oparta na faktach (pisałam o tym dawno na tymże blogu), czego pozwolę sobie nie komentować w tym miejscu, bo zwykle, kiedy to robię, ktoś się obraża. Wracając do fabuły i jej konstrukcji, tylu strzelb Czechowa naraz w jednym filmie chyba nigdy nie widziałam, a wszystkie wypaliły w łatwo przewidywalnych okolicznościach. Annabelle skonstruowano z kilku typowych motywów, ogranych do bólu w horrorach o lalkach i horrorach ogólnie. Po filmie z niemałym budżetem chciałabym spodziewać się czegoś więcej. To wszystko już było – dawniej, lepiej i znacznie bardziej autentycznie.

annabelle-pic-13

Akcja filmu toczy się w latach 70. ubiegłego wieku. Główną bohaterką filmu jest ciężarna Mia, żona swojego męża, lekarza-rezydenta, której całe dnie wypełnia głównie właśnie bycie w ciąży. Jak nietrudno się domyślić, ona w tym filmie reprezentuje „czucie i wiarę”, a on „mędrca szkiełko i oko”, że tak pojadę z wieszcza. W każdym razie do czasu. Lalka pojawia się w jednej z pierwszych scen filmu jako prezent dla Mii od męża, który ta entuzjastycznie dodaje do swojej kolekcji. Wkrótce przyszli rodzice zostają napadnięci we własnym domu przez naśladowców rodziny Mansona. Zanim młodzi kultyści zginą z rąk policji tudzież własnych, jedna z nich, nomen omen Annabelle – wyrodna córka sąsiadów – weźmie rzeczoną lalkę w ramiona z łatwo przewidywalnym skutkiem. Tu trudno opędzić się od skojarzeń z pierwszym, oryginalnym Child’s Play.

Screen-Shot-2014-07-17-at-12.05.42-PM

Widz już wie, że kropla krwi skapująca do oka lalki oddała ją na służbę samemu piekłu! Skąd nauka jest dla żuka, mili państwo, nie krwawimy lalkom do oczu, bo skutki tego mogą okazać się opłakane 😛 Nietrudno się domyślić, że od tego momentu w domu głównych bohaterów zaczną dziać się tzw. dziwne rzeczy. Głównie głupie, niestety. Mia nabierze awersji do lalki, którą jej mąż ofiarnie wrzuci do kubła na śmieci. Lalka oczywiście wróci, kiedy rodzina zmieni miejsce zamieszkania, a pani domu, chcąc uporać się ze strachem, jako jej ksiądz dobrodziej z ambony nakazał, posadzi ją na półce w dziecinnym pokoju, nieszczególnie troszcząc się o higienę najwyraźniej.

annabelle

W nowym domu wciąż dzieją się dziwne rzeczy, a Mia wydaje się widywać nie tylko ducha kultystki Annabelle, ale także… rogatego demona. Zwraca się zatem o pomoc do przypadkowo poznanej właścicielki księgarni, Afroamerykanki o tzw. „otwartym umyśle”. W tym momencie widz zaczyna liczyć, ile razy widział w horrorze ciemnoskóre medium płci żeńskiej i wychodzi mu, że sporo, a ostatnim razem w ubiegłą sobotę… Mia zaprasza również znajomego księdza w nadziei, że ten poradzi sobie z nawiedzoną lalką. Tu widz horroru liczy księży… Kapłan tymczasem zachowuje się jak totalny amator (a widz znowu liczy), zabierając lalkę do samochodu bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń, a widz wspomina wszystkie inne razy, kiedy ktoś w horrorze zrobił to samo…

xm5ZXfG4HcjBJELaOBEOFfdSqE4

Trudno powiedzieć, czy lalka została opętana przez ducha kultystki, czy też demona, którego ta chciała przywołać, czy może przez obojga. Momentami wydaje się, że sam rogaty działa za jej pośrednictwem. Uczciwie trzeba przyznać, że radzi sobie z typową skutecznością horrorowego demona: jestem panem ciemności, zanim zeżrę twoją duszę, będę zrzucał z regału ciężkie książki na twoje dziecko siedzące tuż pod nim i nie trafiał. Ha! A potem poprzewracam ci fotele! A masz! I drzwiami będę trzaskał, popiszę sufit jedną kredką i otworzę okno, taki ze mnie mocarz! A ty drżyj! 😛 Dusza oczywiście musi być bardzo konkretna, jakby nie można było szukać gdzie indziej, gdzie będzie łatwiej.

annabelle01-640x390

Mówiąc krócej: kalka na kalce kalką pogania. Największym rozczarowaniem jest jednak sama lalka. Jej jedyna funkcja została sprowadzona do bycia naczyniem na duchy, demony czy co tam jeszcze można wlać w lalkę. Nie ma mimiki twarzy i w ogóle się nie rusza – po prostu jest. I tyle. Nie chodzi, nie gada, nie robi min. NIE STRASZY. Nie wiem, jak to się stało, że taka chała zyskała tak wielką popularność. To dziesiąta woda po kisielu z dziurawym scenariuszem pisanym na kolanie, momentami wywołującym śmiech – w każdym razie u mnie. No ale ja podobno mam specyficzne poczucie humoru 😉

wszystkie zdjęcia z internetu

Charlotte (2017)

Co by nie mówić o lalkowych horrorach, nie jest łatwo o oryginalność i niepowtarzalność w tym temacie. Większość twórców zostaje zatem przy odgrzewaniu kotletów. W niskobudżetowym horrorze z 2017 roku mamy do czynienia z sileniem się na oryginalność celem spięcia kilku mniej lub bardziej udanych shortów horrorowych w klamrze o złej lalce, tytułowej Charlotte.

ch

Film zaczyna się jak jedna z miejskich legend – opiekunka do dziecka przez telefon przyznaje się swojej pracodawczyni do strachu przed lalką, która znajduje się w salonie. Kobieta twierdzi, że żadnej lalki nie ma. Przeciwnie niż w legendzie nie karze opiekunce zabrać dziecka i uciekać, co dla dziewczyny oznacza marny koniec. Lalka terroryzuje ją i zmusza do oglądania horror shortów, część których, nawiasem mówiąc, widziałam szmat czasu temu na youtubie. Po każdym filmie opiekunka zaczyna coraz bardziej przypominać szmaciankę.

char

Jeśli spodziewacie się wyjaśnienia, skąd wzięła się Charlotte i dlaczego zamienia opiekunki w szmacianki, zamiast w szanujący się winyl, podczas seansu horror shortów, srodze się zawiedziecie. Shorty są, co prawda, dość zróżnicowane tematycznie, niektóre całkiem niezłe, daleko im jednak do „rasowego” horroru, a fabuła klamry jest wyłącznie pretekstowa. Widziałam lalkowe produkcje znacznie gorsze, ale tę poleciłabym chyba tylko dzieciom na piżam party 🙂

Po-sea Posey – ta, która wyszła z morza

Miniony weekend spędziłam po drugiej strony wyspy, w Weston-super-Mare. Pogoda w miarę dopisała, mimo pętających się po obejściu resztek huraganu Lorenzo. Ponieważ jechałam odwiedzić znajomego, z którym łączy mnie zamiłowanie do horrorów, wzięłam ze sobą Posey, jedną z Living Dead Dolls. Przy okazji odkryłam, że gdzieś wcięło różę, którą rzeczona miała w dłoni. Urok częstych przeprowadzek…

posey

Szczątkowa ruchomość tych lalek nie pozwala na stworzenie oszałamiających efektów, jednak Posey wyjątkowo dobrze odnalazła się na tle odpływu. Nawiasem mówiąc, pierwszy raz mogłam obserwować cofającą się wodę oraz pochodzić po dnie, kiedy była daleko.

posey1posey2posey3

Jestem zadowolona ze zdjęć. Nawet nie musiałam się starać, klimat miejsca zadbał o efekt za mnie – trochę gotycko, trochę tęsknie, trochę lovecraftowsko, a trochę jak z Poego. Powiedzmy, że jakoś tak:

posey4posey5posey6

Nikt nie wiedział, skąd przyszła. Powiadano, że pewnego pochmurnego ranka wyłoniła się z morza i tak już zostało. Ludzie unikali jej, kiedy błąkała się po trawiastych wzgórzach, z niewidzącymi oczyma utkwionymi gdzieś w dali. Bali się jej. Mówili, że jej obecność zwiastuje nieszczęście.

posey7

A ona, nieświadoma nieprzychylnych spojrzeń, szła przed siebie, czasem wyciągając ręce, jakby próbowała coś schwytać. Albo kogoś.

posey8posey9

Czasem siadała na przybrzeżnych skałach, patrząc, jak odchodzi morze. Błąkała się później między osieroconymi kamieniami i kępami obnażonych wodorostów, ani razu się nie potykając, co zdarzało się każdemu, który próbował odkryć sekrety morskiego dna. Wiatr czesał jej długie, jasne włosy – tylko taki dotyk znała.

posey10posey11

W końcu odeszła, skąd przyszła. Zniknęła tak samo, jak się pojawiła. Tych, którzy poszli za nią, można odwiedzać na cmentarzu. Mogiły, w jakie ich złożono, porastają kryształami morskiej soli.

posey12posey13

Koniec. Bez bomby 😉

Living Dead Dolls – odwiedziny

Między dwiema ostatnimi sobotami odwiedziłam moją mamę w Gdańsku. Przy okazji zajrzałam do schowka, w którym trzymam swoje rzeczy (my preciousss…) w kartonach. Już teraz wiem, że spakowanie ich w ten sposób bez zrobienia żadnej listy co i gdzie się znajduje, było błędem. Ogromnym. Całe szczęście karton z LDD akurat podpisałam. Z ulgą odkryłam, że lalki przetrwały rok w takich warunkach bez szwanku. Zapraszam zatem do galerii 🙂

IMG_20190514_212143

od lewej: Posey (seria 1), Lizzie Borden (seria 2), Chloe (seria 12)

ldd

od lewej: Agrat -Bat-Mahlat (seria 24), Lamenta (seria 26), The Dark (seria 31)

ldd1a

od lewej: Sadie (seria 13th Anniversary), Sospirare (seria 25)

ldd2a

od lewej: Dahlia (seria 5), Goria (seria 22)

ldd3a

od lewej: She Who Can Not Be Named (seria 29), Sadako 3D (Japanese exclusive)

ldd4a

od lewej: Little Bo Creep (seria Scary Tales vol. 5), Jennocide (seria 23)

ldd5a

od lewej: Lou Sapphire (seria 2), Sin (seria 13th Anniversary)

Lalki zostały przeniesione ze schowka do pawlacza w mieszkaniu mamy, a kilka z nich zabrało się ze mną do UK. To dopiero będzie horror 😉

 

Ghostland (2018)

Całkiem sporo miejsca poświęciłam na blogu lalkom w popkulturze – jakoś tak zwykle wychodzi, że najczęściej spotykamy je w horrorze. W swoim najnowszym filmie, Pascal Laugier, twórca głośnych Martyrs z 2008 roku, podszedł do tematu nieco inaczej i nawet taka horrorowa maruda, jak ja, musiała przyznać, że facet wie, co robi oraz poczuła się więcej niż usatysfakcjonowana seansem.

gho7 (3)

zdjęcie z amazon.com

Ani tytuł, ani nawet krótki opis fabuły nie przygotowują widza na to, co zobaczy. Laugier nie każe długo czekać na rozwój wydarzeń, podobnie jak w Martyrs akcja Ghostland rozwija się szybko, gwałtownie i brutalnie. Trzy kobiety – matka i jej dwie nastoletnie córki – muszą zmierzyć się z koszmarem, którego zupełnie się nie spodziewały (wszak o to chodzi w horrorach ogólnie, że nagle wydarza się niespodziewane i śmiertelnie groźne). Chwilę po tym, jak docierają do domu odziedziczonego po ciotce, pełnego przeróżnych ozdobnych gratów – w tym mnóstwa rozmaitych lalek – zostają napadnięte przez dwie tajemnicze postaci. Krzywdzicielom nie mogło trafić się lepsze miejsce, ponieważ ich celem jest dokładnie to, co dom ma do zaoferowania w obfitości – zabawa lalkami.

gho7 (5)

Napastnicy Laugiera to postaci bardzo tajemnicze, które w zasadzie milczą przez cały film. Nie usłyszymy tu monologów na temat złożoności pochodzenia motywów ich działania, oni po prostu są, przydarzają się bohaterkom, robią, co im się podoba i mają oczywistą przewagę nad nastolatkami, które stają się lalkami w ich rękach – dosłownie i w przenośni.

gho7 (1)

Film sam w sobie korzysta z kilku horrorowych schematów (no spoilers 🙂 ), tak naprawdę wszystko to już widzieliśmy gdzieś indziej. To sposób, w jaki twórcy połączyli ograne motywy stanowi tu o oryginalności całości. Laugierowi świetnie wychodzi wprowadzanie widza do świata bohaterów, mimo że poświęca temu minimum czasu, i sprawienie, że się im autentycznie współczuje.

gho4

Nie mamy tu do czynienia z typowym motywem ożywającej z dowolnych powodów lalki, która chce nas skrzywdzić. Tu lalkami, przedmiotami w rękach oprawców, stają się dwie nastolatki, dosłownie traktowane na równi ze swoimi „koleżankami” z tworzyw sztucznych. Obie sytuacje – kiedy lalka ożywa, a więc niejako próbuje stać się człowiekiem oraz sprowadzenie człowieka do poziomu lalki, czyli przedmiotu, z którym można postępować wedle własnej woli, nawet chorej – są odwróceniem naturalnego porządku, pogwałceniem praw zastanej rzeczywistości, dlatego obie świetnie sprawdzają się w horrorze.

gho7 (4)

Jeśli chodzi o lalki „występujące” w filmie, nie byłam w stanie znaleźć nic na ten temat, być może twórcy zwiedzili okoliczne charity shopy i zgarnęli z nich porcelanki i plastiki po taniości, jako i my – lalkowicze – czynimy 😉 Część z nich być może powstała specjalnie na okoliczność kręcenia filmu, zwłaszcza te wielkości człowieka, o niedokładnie wykonanych twarzach.

gho6

Ghostland nie jest filmem lekkim, łatwym i przyjemnym. Jest za to na pewno filmem dobrym, horrorem wyróżniającym się na tle papki, w której zwykle nurza się ten gatunek (z lepszymi i gorszymi efektami) i wartym wzięcia pod uwagę, nie tylko z powodów lalkowych. Jeśli wydaje się wam, że zbyt wiele napisałam tu o fabule, zapewniam, że to jedynie zarys tego, co film Laugiera ma do zaoferowania. Wciąż przecież nie wiecie, dlaczego tytuł brzmi tak, jak brzmi. To każdy z Was musi odkryć sam.

gho5

Curse of the Witch’s Doll (2018)

Zła lalka horrorowi nigdy się nie znudzi, wszak istnieją amatorzy odgrzewanych kotletów (nawet na bardzo starym tłuszczu), z poza tym o gustach się nie dyskutuje. Twórcy brytyjskiego filmu pod wyżej wymienionym tytułem bardzo starali się zrobić krok poza schemat. Wyszło tak sobie…

MV5BNWQyYWY0ZWMtNmNhZi00YjdlLWJmZjctMTE1YTlmYjQyZTUwXkEyXkFqcGdeQXVyNzU4NzMwMjI@._V1_UX182_CR0,0,182,268_AL_

Lalka wiedźmy od samego początku nie udaje zwyczajnego przedmiotu, o dobrodusznym nie wspominając. Po jej minie widać, że dobrych zamiarów nie ma i mieć nie będzie. Powstała w 1660 roku jako narzędzie zemsty wiedźmy, która trafiła na stos (i tu widz wali pierwszy facepalm – skąd w XVII wieku materiały do stworzenia tak współcześnie wyglądającej lalki?!). Akcja filmu przesuwa się następnie do roku 1942, kiedy młoda matka z naburmuszoną córką szukają schronienia przed bombardowaniem w pustej posiadłości w lesie. Po niemal 300 latach lalka nienadgryziona zębem czasu (ani żadnego leśnego gryzonia) może wreszcie podręczyć ludzi. Bo tak. Bo może, chce i umie.

a

I tu czeka widza twist in a tale. Po kilkunastu minutach akcji dowiadujemy się, że to, na co patrzymy, to nie do końca to, co naprawdę się dzieje, ale ten kotlet też już był odgrzewany nie raz. Podobnie jak motyw pacjentów psychiatryka dręczonych przez paranormalne siły i sceptycznego lekarza, który, jak wiadomo, musi ponieść karę za niedowiarstwo.

a1

Kiedy nasza lalka pozamiatała już w 1942, akcja przenosi się w czasy zupełnie współczesne. Para nowych bohaterów to tropiciele aktywności paranormalnej marzący o sławie wiodących youtuberów. Udają się na miejsce, które zgodnie z wewnętrzną logiką fabuły musi mieć już co najmniej koło 400 lat i dalej tak sobie po prostu stoi i nic a nic się nie sypie. Nikt nie kupił terenu, nic się nie zmieniło. A lalka tak sobie tam po prostu trwa, wciąż odporna nie tylko zmiany cywilizacyjne, polityczne i ekonomiczne, ale i upływ czasu czy warunki atmosferyczne. Magia, panie. W sumie nic dziwnego, że tytułowa wiedźma ciągle żądna zemsty, skoro tak mało ofiar wpadło z wizytą przez kilka stuleci 😉

a2

Pomimo twistu w pierwszej części filmu akcja jest boleśnie przewidywalna. A to mógł być całkiem dobry horror, bo gra aktorska jest niezła, gdyby miał większy budżet – a o to nie do końca można mieć pretensje do twórców – i gdyby scenariusz przeszedł redakcję. Tymczasem wydaje się być potraktowany bardzo bezkrytycznie, są w nim nieprzemyślane dziury, które potrafią zepsuć zabawę, ponieważ nie tylko obrażają inteligencję widza, ale też przeszkadzają we wczuciu się w położenie bohaterów.

a3

Można się w tym filmie dopatrywać odległego echa horrorów Argento, choćby dlatego, że główną tzw. złą jest wiedźma. I to jest trochę fajne. Straszenie w zasadzie nie wykracza poza złowieszczo skrzywioną twarz lalki. W rezultacie otrzymujemy średniak z dolnej granicy średniaków. Dobrą stroną obejrzenia od czasu do czasu nawet tak średniego filmu jest to, że horror zawsze pamięta, że to lalka jest narzędziem w ręku swego stwórcy / właściciela / operatora, a nie odwrotnie, o czym czasem ludzie wydają się zapominać lub wręcz nie wiedzieć – vide lalkowe gównoburze w necie.

 

Wrocław różnorodnością stoi :)

Udała nam się powtórka z lalkowego spotkania. Tym razem było nas 4 – ja, Ewa, Kalina i Ola. Mimo upalnego dnia siedziałyśmy w kawiarni, bo tropikalna pogoda ściągnęła prawdziwą nawałnicę – wiało i lało, zrobiło się ciemno. Żadnym lalkom ani lalkowiczkom nie stała się jednak krzywda.

sl

Jak to było? Nie karmić, nie moczyć?

sl1

Wypuściłam z pudła moją kochaną Skipper, bo rzadko świat poza nim oglądają jej namalowane oczy. Przy okazji dobrze się zgrała z Petrą Kaliny, reprezentantką tej samej epoki, która mnie zauroczyła wielce.

sl2

Kalina przywiozła ze sobą Barbie Enchanted Evening, tę oryginalną, nie repro.

sl3

Billy the Puppet prezentował się z jak najlepszej strony 😉

sl4

Nie obczaiłam stawów Momoko, bo schowane były w replikach Martensów, które wyszły spod ręki Kaliny 🙂

sl6

Gdzie są Blajtki, tam są czapki, a gdzie czapki, tam przymiarki 🙂

sl7

Kolejna lalka, która bardzo mi się spodobała, to pin-upowy OOAK Kaliny.

sl8

Kapcie-liski też hand made by Kalina 🙂

sl9

Wymiankowa Miao Miao (chyba) Ewy.

sl10

Stawów Momoko nie tknęłam, ale za to zapoznałam się z możliwościami Made to Move 😛

sl11

Muszę przyznać, że poszerzają możliwości przechowywania lalek 😉

sl13

I want to play a game…

sl14

Co dwie głowy, to nie jedna plus zapas 😉

sl15

O czapkach już wspominałam 🙂

sl16

Obszyłam kolejne dwie Tonnerki i – guess what – też jestem zadowolona. Ponieważ nawałnica popsuła warunki świetlne, sesja Tonnerek w nowych uszytkach musi poczekać. Na razie fragmenty „for a taste of things to come” 🙂

sl17

sl18

A wy ten wianek na głowy pchacie 😛

sl19

Kolejny z imponujących wyrobów rękodzielniczych Kaliny, lalkowa gitara, spowodowała u mnie opad szczęki. Mnie by chyba trafiło nie powiem co, gdybym miała nad takimi szczególikami wysiadywać. Szacun! ❤

sl20

Nie miałam nigdy Petry, styczność miewałam z jedną, ale ze starszych modeli, ta natomiast jest wyjątkowo śliczna, a jakość jej włosów powala.

sl21

Byłabym chora, gdybym z jakichś lalek słoneczka nie ukręciła, nie? 😉 😛

Dziękuję bardzo za miłe spotkanie, kochane, mam nadzieję, że wkrótce to powtórzymy i, kto wie, może w powiększonym składzie? Pozdrawiam!!! :*