Arisu czyli gdzie ten biały królik?

Trochę to trwało, bom zajęta okrutnie i wiecznie zmęczona (wieczność trwa od początku sierpnia w tym wypadku 😉 ), ale wreszcie obszyłam i wypuściłam na słońce moją najnowszą chińską zdobycz z Aliexpressu, która ze względu na image oraz mangowe rysy dostała na imię Arisu. Nazwałam ją z konieczności, chińskie wynalazki lalkowe są zwykle bezimienne. Na karku posiada jakiś tam napis, ale należy uznać go za autograf producenta raczej niż imię.

Laluszka jest urocza, na żywo podoba mi się znacznie bardziej niż na zdjęciach w necie (w tym moich własnych). Mierzy około 40cm tak na oko – nie konfrontowałam rozmiarów z pozostałymi moimi lalkami tego wzrostu. Przybyła do mnie łysa i goła, z parą plastikowych różowych butów, które mimo posiadania obcasa dobrze komponują się z jej płaską stopą.

Kosztowała grosze, przyszła szybko – zwłaszcza w porównaniu do Licci, bo ta nie przyszła wcale, a ja do dziś mam gorzkie żale 😉 Oczy tego modelu występują w trzech wariantach kolorystycznych: fioletowym, różowym i niebieskim. Już nie pamiętam, dlaczego wybrałam fiolet, jakiś powód miałam, ale zapomniałam 😛 W każdym razie nie żałuję. W sprzedaży głowy są osobno, można więc dobrać dowolne ciałko bez rozpoczynania przygody z lalką od psucia innej 😉

No i gdzie ukrył się królik? Przecież nie możemy się spóźnić na herbatkę do Królowej!

Z komentarzy do transakcji na Aliexpressie można się dowiedzieć, że ludzie polecają ten rozmiar głowy do ciałka wielkości Barbie, ale ja wybrałam większe, żeby zlikwidować efekt wielkiej głowy. Moje ciałko jest artykułowane podobnie do MtM i zrobione z lekkiego plastiku, taka trochę wydmuszka. Stawy chodzą ciężko, co nie jest wadą, ale trzeba cierpliwości, żeby nie uszkodzić lalki.

Miłym zaskoczeniem okazało się, że na tę łysą, wielkooką łepetynę pasują dosłownie wszystkie posiadane przeze mnie lalkowe peruki. Te zbyt duże można łatwo dopasować zszywając odrobinę gumkę, by dostosować obwód. Perukę ze zdjęcia nosiła dawno temu Delilah. Obfitość loków pasowała mi do lolitkowego stylu sukienki. Kapelusik zrobiłam w tempie rekordowym, obszywając nakrętkę od małej buteleczki, trzyma się głowy na szpilkach, które jednocześnie zapobiegają przemieszczaniu się peruki.

Większy problem to dopasować buty. Do zdjęć wykorzystałam pantofelki, które przyszły razem z małą siwą, też z Chin. Nawiasem mówiąc, po prezentacji na Mangustowie kupiły ją już dwie osoby 🙂

Zdjęcia robiłam aparatem ( 😀 ) w dwa różne dni, pierwsze późnym popołudniem, drugie przed dwunastą. Przyznaję, że brakuje mi umiejętności, by wydobyć z lalki to, co najlepsze. Na żywo jest naprawdę urocza!

Materiał na sukienkę to koszulka, którą kupiłam lata temu w lumpeksie niedaleko mojego byłego miejsca zamieszkania we Wro. To była jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek tam nabyłam. Leżała i leżała, aż w końcu trafił swój na swego 🙂 Metalowe ozdoby to pozostałości po steampunkowej biżuterii robionej przeze mnie na sprzedaż na jakimś konwencie. Je również kupiłam lata temu, choć nie aż tak dawno, jak tę koszulkę. W każdym razie to, że się zeszły, jest dziełem przypadku. Skojarzenie z białym królikiem i zegarkiem stało się zatem dość oczywiste 🙂

Zdjęcia przedpołudniowe robiłam w parku Headington Hill. Mam dużo parków w dzielnicy 🙂 Znajomi z facebooka mogli widzieć bezlalkowe zdjęcia z Headington Hill. Swego czasu, od 1850 roku, był to ogród posiadłości prywatnej. 103 lata później został kupiony przez miasto. Wiele gatunków drzew rośnie tam od początku istnienia parku. Lubię tam chodzić, z lalkami czy bez 🙂

Mam wrażenie, że nie udało mi się w pełni zaprezentować możliwości artykulacyjnych Arisu, ale mam już pomysł, jak to zrobić 🙂 Zdecydowanie jednak teraz powinnam zabrać się za halloweenowe kreacje, bo niektóre z nich w planach pozostają już od dwóch lat…

Mam nadzieję, że podoba się Wam Arisu. Do następnego razu!

Czym Disney Store bogaty, tym rady

Na początku września wybrałam się znów do Londynu. Tak jak poprzednio, weszłam do Disney Store przy Oxford Street, ale tym razem zeszłam nawet na dół – na piętro dedykowane Disneyowskim księżniczkom. Zrobiłam to dla Was, bo mnie one ani ziebią, ani grzeją.

Powitał mnie taki stojak, nawet była jakaś promocja, ale niestety nie pamiętam dokładnie jej warunków. 2 w cenie 1? Kup jedną, weź drugą za pół ceny? Coś w ten deseń.

Jak widać, w tle znajduje się regał z księżniczkami w postaci dziecięcej (Disney Animators), tam mnie nawet coś zainteresowało, ale o tym za chwilę. Tu macie regał poświęcony najnowszej odsłonie Mulan (nie oglądałam, ale pewnie to zrobię ze względu na zawartość Donnie Yena 😀 ). Całkiem się fajna się wydaje ta Mulan, oczy ma w normalnej płaszczyźnie i nie jest różowiasta, co wielu z Was z pewnością się spodoba 🙂

W powiększeniu prezentuje się tak 🙂

Oraz tak 🙂

A to jest nowa mała Merida – to, co mnie zainteresowało na regale z Disney Animators. Moja pierwsza myśl? Toż to Chucky! Merida jest nowym Chuckym 😀 Popatrzcie tylko na tę minę. Dać jej pasiastą bluzeczkę, ogrodniczki i wielki nóż – Chucky jak malowanie 😉 Po powrocie do domu sprawdziłam, czy tylko mi się tak skojarzyła. Nie, nie tylko… 😀

zdjęcie pochodzi z portalu Pintrest

Serio, przez chwilę miałam ochotę ją kupić 😉

W Disney Store obecnie można dostać też Star Wars i Marvela, odkąd firmy zostały kupione. Ucieszyłam się, widząc, że nie próbują zbijać kasy na śmierci Chadwicka Bosemana (dalej jestem w szoku… był ledwo 3 lata starszy ode mnie 😦 ). Owszem, można kupić figurki Czarnej Pantery – piękne i tak samo drogie – ale te akurat stoją tam ciągle obok pozostałych bohaterów Marvela. Nawet Stan Lee się załapał w serii Marvel Legends 🙂

Franczyza Star Wars wciąż wypuszcza coś nowego, mimo niekoniecznie pozytywnego odbioru trzeciej sagi, wygląda na to, że zwłaszcza Baby Yoda świetnie się sprzedaje. Wydaje się, że sklep jeszcze trochę postoi 😉

Wpół do tragedii

Mieszkam i pracuję w chyba najbardziej klimatycznej, pomijając centrum, dzielnicy Oxfordu – Headington. Szczególnie śliczna jest jej starsza część, którą odkryłam dosłownie parę dni temu. Od razu zatargałam tam lalkę, ale… moje plany zostały pokrzyżowane przez pewien splot okoliczności…

Powyższe zdjęcie jest ostatnim, na którym Stella ma obie nogi. Niestety. Obecnie prawa noga kończy się pustym stawem kolanowym. Wciąż ją mam, naprawiać jeszcze nie próbowałam, ale już widać, że jeden z bolców został złamany, więc jeśli w ogóle uda mi się zainstalować nogę z powrotem na kikucie, pewnie będzie luźna. Nie dość, że Stella została zmasakrowana od strony głowy, kiedy zachciało mi się zamiany ciałek kilka lat temu, to teraz jeszcze została kaleką 😦

Lalkę miałam w plecaku razem z paroma rzeczami, które zwykle w nim noszę, a także aparatem fotograficznym. Ponieważ fizjologia ludzka rządzi się twardymi prawami, po kawie w Macu musiałam iść do toalety. Powiesiłam plecak na haku na drzwiach, ale… spadł. Coś w środku trzasnęło donośnie. Stawiałam na aparat lub telefon i trochę się zestresowałam przed zajrzeniem do środka. Chociaż grawitacja brutalnie obeszła się z plecakiem, oba sprzęty przeżyły. Wyjęłam lalkę i cóż – zapowietrzyłam się na widok beznogiej. Do tego, kiedy nią potrząsnąć, w środku coś ewidentnie lata, bo lalka zaczęła grzechotać (tak, jestem pewna, że nie zalągł się w niej potajemnie grzechotnik – za zimno na to w UK 😛 )

Mimo że kaleka, Stella nadal NIE JEST na sprzedaż – bez głupich pomysłów proszę 😉 Ja i tak przeważnie robię zdjęcia portretowe. Kto wie, może na tym kikucie da się zainstalować jakąś fajną protezę? Gdybym to ja mogła dostać w swoje ręce drukarkę 3D…

Stella ubrana jest w sukienkę wymyśloną przeze mnie, a uszytą przez Ewę oraz buty produkcji Ewy. Kolczyki produkcji mojej (kiedyś nosiła je Delilah). Z lektury Ani z Zielonego Wzgórza pamiętam coś tam, że rude nie powinny nosić niebieskiego. Że niby kontrast za duży, czy coś? Jak dla mnie gra i buczy 😉

A to już pierwsze zdjęcie beznogiej. Gdybym nic nie powiedziała, nikt by nawet nie przypuszczał, prawda?

Ten kwiatek, a właściwie jego pozostałość, nosi nazwę lords and ladies (między innymi, są jeszcze inne warianty), w Polsce mówi się na to obrazek plamisty i podobno jest tam rzadki.

Jak widać, życie nie jest sprawiedliwe nawet dla lalek. Taka Licca na przykład może sobie mieć trzy nogi, a Stella ma tylko półtora… 😉

Kucypost

Jakoś ten sierpień zleciał i postów nie zdążyłam dodać 😉 W minioną niedzielę zwiozłam kolejną część moich rzeczy, a ponieważ tym razem zabrały się kucyki, zrobiłam im przegląd. Okazało się, że kilka nie przeszło jeszcze przez spa.

Po wypuszczeniu z kartonu natychmiast ustawiły się w kształt uzumaki i zabrały za przywołanie Szatana, jak to My Little Pony mają w zwyczaju. Widocznie czymś był zajęty przy niedzieli, bo przybyć nie raczył.

Kucyki w większości należą do generacji trzeciej, mojej ulubionej, jest też kilka z G1 i dwa z G2. Nie chciało mi się sprawdzać wszystkich imion, wybaczcie. Trafił mi się też jeden dubel – Periwinkle (tu imienia sprawdzać nie musiałam 🙂 ), to ten biały z niebieską grzywą i klejnotem.

Wszystkie kucyki zostały kupione za śmieszne grosze w charity shopach. Na pierwszy rzut oka widać, że przeważa kolor różowy, no ale, jak to mówią, taniemu kucowi nie zagląda się w paletę barw.

generacja 2
generacja 3 – białe
generacja 1

W tym miejscu należy się drobne wyjaśnienie – zielony kucyk to nie staroć tak jak pozostałe, lecz rekonstrukcja z okazji 30-lecia zabawek MLP. Z serii rocznicowej mam jeszcze jednego, zapudełkowanego. Nie wzięłam go ze sobą tym razem. Jednorożec za to ma na piersi pokrętło do kręcenia ogonem. Dlaczego ktoś kiedyś pomyślał, że to będzie fajne, nie bardzo wiem 😉

generacja 3 – fioletowe
generacja 3 – inne kolory (ten fioletowo wyglądający jest w rzeczywistości taki jakiś szarawy)
generacja 3 – między różem a fioletem i między różem a czerwienią
generacja 3 – różowe

Lubię kucyki. Kojarzą się mi się z czymś prostym, zwyczajnym, słodkim i niewinnym. Wszak nie tylko z przedawkowania różu i słodkości można się porzygać. Od nadmiaru mroku i zawiłości też.

Kolory

Szwendałam się trochę w ubiegłym tygodniu. Najpierw pojechałam do Bath (bez lalki, bo lało jak rok temu w Bristolu), a potem do Londynu, gdzie nie byłam od 29 lutego. Pięć miechów bez odwiedzenia stolicy to jak na mnie potwornie długo. Spakowałam Tonner Sydney w plecak jako tego misia w teczkę, a potem… cóż, tak się jarałam, że wreszcie mogłam gdzieś pojechać, że zapomniałam o niej. Zdjęć z Londynu ma zatem jak na lekarstwo, za to same fajne 😉 Przy okazji dzisiejszego wpisu testuję nowe możliwości WordPressu.

W Londynie spędziłam 7 godzin, przemieszczając się wyłącznie na własnych nogach. Z Oxfordu przyjeżdża się na dworzec Paddington, stamtąd jest całkiem blisko do Marble Arch, czyli do samego centrum. I tam czekała niespodzianka w postaci stada słoników i jednej słoniowej mamy do tego. Kiedy podeszłam bliżej, żeby zrobić rozeznanie, o co chodzi z tymi słoniami w centrum Londynu, okazało się, że rzeźby prezentują sylwetki uratowanych słoniątek, które wcześniej zostały osierocone głównie ze względu na działalność kłusowników. Każdy słonik ma tabliczkę z imieniem, datą znalezienia i swoją gorzko-słodką historią. Ja chodziłam i czytałam, a Sydney w tym czasie przytulała się do trąby.

Sukienka lalki, której kolorów, jak mniemam, nie powstydziliby się w Wakandzie, to w rzeczywistości opaska na głowę. Znalazłam ją na spacerze, podniosłam i spryskałam hojnie etanolem w ramach bezpieczeństwa. Kto by się oparł cętkom na tęczy? Jedyny problem to taki, że szew jest na prawej stronie, ale poradziłam sobie z nim po prostu nie pokazując lalki od tyłu 😛

A tu idziemy sobie wzdłuż St James’ Parku, na tyłach Horse Guards Parade. Dostojne budynki to dobre tło dla dostojnej Tonnerki 🙂

Budki nie mogło zabraknąć, prawda? 🙂

Druga część sesji odbyła się u mnie w pokoju, w Oxfordzie 🙂 Kto widzi zmianę?

Nakupiłam ostatnio lalek, a teraz pokazuję stare 😀 Plastik ma jednak to do siebie, że spokojnie czeka na swoją kolej 🙂 Jednej lalki jednak nie pokażę – łeb Licci nie dojdzie, zaginął w transporcie, kasa zwrócona. Nic to. I bez Licci lalek ci u mnie dostatek 🙂

Miłego weekendu!

Pitu, pitu czyli Antoinette w Oxfordzie

Pitu, pitu, bo post jest o wszystkim i o niczym 🙂

Antoinette, która zjeździła ze mną kawałek Anglii, trafiła wreszcie do Oxfordu. Zaraz na wejściu do parku Bury Knowle dopadło ją dzikie zwierzę.

bkp

Całe szczęście została uznana za niejadalną, ale dwa dzikie stwory prowadziły mało dyskretną obserwację z dystansu około dwóch metrów, czy aby nie mamy czegoś zbędnego do żarcia.

bkp1bkp2

Bury Knowle Park to miejsce, w którym znajdują się bardzo ciekawe rzeźby, ale ze względu na zatłoczenie nie miałam ich jak tym razem sfotografować. W każdym razie miejsce odpowiednie też lalkowe focie.

bkp3bkp4

Antoinette nic nowego nie miała do ubrania, ale nie dość, że nie jest wybredna, to wygląda dobrze dosłownie we wszystkim.

bkp5bkp6

W parku jak to w parku – można się drzewek poczepiać 😉 Antoinette jest zdziwiona powątpiewaniem, że w szpilkach można łazić po drzewach. Ona umie. I może.

bkp7bkp8

Zdjęcia robione komórką, ale tym razem nie narzekam. Całkiem podoba mi się to, że kolorów jest tylko kilka: czerń, brąz, zieleń, niebieski, biały i odrobina czerwieni. Aparat przywiozłam, ale zapomniałam ładowarki do niego. Została dosłana, więc może następnym razem będzie już normalnie.

bkp9

A to niedaleko mojej pracy, tam, gdzie fociła się Mackie Tokyo Pop. Chodzę tam cały rok i obserwuję, jak zmienia się przyroda. Niedługo powinny zacząć tam kwitnąć fioletowe astrowate w dużych ilościach. Antoinette na tym zdjęciu kojarzy mi się z południcą.

bkp10bkp11bkp12

Wianek uwiła, kwiatków nazbierała. Umiem nazwać może ze 3 z tego zestawu… Przyniosłam je do domu i wstawiłam do wody, ale te dzikie rośliny są takie delikatne, że niewiele to dało.

„A teraz coś z zupełnie innej beczki”

bkp13

Po instalacji aktualizacji w telefonie okazało się, że edytor zdjęć ma nowe możliwości 😀

Przeklęta lalka

Była sobie mała dziewczynka, która uwielbiała lalki. W swoim pokoju zgromadziła już całkiem dużą kolekcję. Pewnego dnia, będąc w sklepie, zobaczyła przepiękną lalkę. Cóż to by była za gratka dodać ją do swych zbiorów! Miała nadzieję, że nie jest bardzo droga.

– Ile kosztuje ta lalka? – spytała starszą kobietę za ladą.

– Nie jest na sprzedaż – odparła zapytana.

– Śliczna jest – powiedziała dziewczynka. – Bardzo bym chciała ją mieć.

– Przecież mówię, że nie na sprzedaż – zirytowała się staruszka.

– Dlaczego nie?

– Bo jest przeklęta!

– Mi to nie przeszkadza – zadeklarowała dziewczynka.

– Nie sprzedam ci jej, ale… jak tak bardzo chcesz, to weź ją sobie. Jest twoja. Ale jeśli coś się stanie, to nie przychodź tu ze skargami.

– Ach! – ucieszyła się dziewczynka. – Dobrze, dziękuję! – złapała lalkę i wybiegła ze sklepu.

Z radości biegła do domu w podskokach, ściskając w ramionach zdobycz. Kiedy już dotarła do bloku, w którym mieszkała, na dole nie spotkała nikogo. Postanowiła zaczekać na windę.

Kiedy ta przyjechała, weszła do środka. Drzwi zamknęły się za nią, ale winda nie ruszyła.

Dziewczynka wystraszyła się nagle, drżała z lęku.

– Ojej, a co, jeśli lalka naprawdę jest przeklęta? – myślała.

Nagle poczuła, jak lalka w jej ramionach poruszyła się. Bardzo powoli odwróciła głowę. Dziewczynka miała ochotę wrzeszczeć, ale głos ugrzązł jej w gardle. Powieki lalki zatrzepotały i otwarły się. Gapiła się na swoją nową właścicielkę pustym, szklanym wzrokiem.

Usta lalki otwarły się, gdy przemówiła:

– Chcesz jechać na górę,  to wciśnij guzik, głupolu!

;P 😀

historyjka za scaryforkids.com

8 lat Mangustowa

Dziś mija osiem lat, odkąd założyłam Mangustowo – mój pierwszy i, jak dotąd, jedyny blog. Z założenia poświęcony jednemu z moich hobby, ale pozostałe czasem też się tu wkradają 🙂 Bardzo sobie cenię ten mój kawałek internetów, głównie ze względu na mnóstwo pozytywnych osób, które poznałam dzięki blogowaniu o lalkach 🙂 To Wy ❤ Dzięki, że mnie odwiedzacie – niektórzy od samego początku, inni dołączali po drodze, wszyscy są zawsze tak samo mile widziani 🙂 Brakuje mi w tym gronie Ani z Doll Second Hand, mam nadzieję, że czymkolwiek się teraz zajmuje, jest szczęśliwa 🙂 Nie pogardziłabym też lalkowym spotkaniem w większym gronie, ale nie znam tu nikogo, kto by zbierał lalki – albo znam, tylko nie wiem, że zbiera. W każdym razie plastik wciąż jest dla mnie interesujący 🙂

Dobra, koniec rocznicowych wynurzeń. Na deser zajawka mojej nowej niuni z Aliexpressu 😀 Nawiasem mówiąc dziś mija dwa miesiące od zamówienia łba Licci i NIC!

2

❤ ❤ ❤ Dzięki, że ze mną jesteście! :* :* :*

Czarna w kropki – Tonner Fever Angelina

A oto zapowiadana niespodzianka: na lokalnym eBayu trafiłam tanio Tonnerkę! HAHA!!! Nie ma lubianego przeze mnie zgięcia w nadgarstku, ale odkąd przestali je produkować, jakoś przestaje mi to przeszkadzać. To, za co najbardziej lubię Tonnerki, to i tak ich twarze. A Angelina ma w wyrazie twarzy coś, co mi się kojarzy z moją mamą 🙂

angelina

Angelina przyszła naga, ale w pudełku i ze stojakiem. Z braku szmatek postanowiłam podzielić się z nią jedną z moich letnich sukienek. Teraz ja mam nowy top, a lalka nie świeci gołym plastikiem 😉 O dziwo, nawet udało mi się uszyć ubranko eksponujące jej zabójczą figurę, mimo że materiał się nie rozciąga. Rozwijam się, czy co? 😉

angelina2

Narzutka uszyta jest z tiulowej moskitiery kupionej na Amazonie. To naprawdę jest zwykły, krawiecki tiul, który przyczepia się do ramy okiennej za pomocą taśmy podobnej do rzepa. Nie tylko muchy nie wlatują do domu, ale też kotom nie tak łatwo wyjść na bardzo wąski parapet zewnętrzny. A że jest tej moskitiery znacznie więcej, niż faktycznie potrzeba na okno…

angelina4

Narzutkę dłubałam chyba ze dwa razy dłużej niż spódnicę i bluzkę. To wszystko jest bardziej powiązane ze sobą do kupy niż zszyte.

angelina6angelina7angelina8

Zdjęcia, jak widać, ciągle robię komórką, która przedziwne harce wyczynia z ostrością. Nie nadążam za tym, dlaczego raz jest ok, a raz nie :/

Naprawdę podoba mi się ta twarz. Trochę przypomina mi Daphne Dimples, którą kiedyś miałam, trochę też moją lubą Stellę.

angelina9

Angelina, pozbawiona oryginalnego ubranka w odcieniach różu i pomarańczu (trochę jak kurtka BMR :D), zdecydowanie ostudziła gorączkę (Fever). Ze względu na łagodny wyraz twarzy zyskała pseudo „Sarenka” 🙂

angelina10

Obłaskawiła nawet najdzikszego potwora na naszych dwunastu metrach kwadratowych!

Poniżej najnowszy zakup – Moxie Teenz. Nigdy nie miałam, na żywo widziałam chyba raz. Kupiłam na obczajenie i zepsucie, prawdę mówiąc, ale… nie są takie złe. Zobaczymy, jak się nam będzie układało. Do miłego!

moxieteenz

 

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

…niech swoją wiedzą podzieli się. Moje stare-nowe nabytki – niektóre zidentyfikowałam, znaczna większość pozostaje jednak anonimowa.

Inkeddresses_LI

Z zestawu sukienek 6 jest od Tahiti Barbie 1992. 2 jest za mała na ciałko TNT. 3 i 8 jakbym już gdzieś widziała. 4 i 5 pasują rozmiarem na starszą Skipper, 7 to od najtańszej wersji Barbie sprzed paru lat, a 9 jest z tego samego materiału, co część sukienki jednej ze Style Barbie z lat 90.

Inkedblouses_LI

1 to Workin’ Our Barbie 1997, 3 od Pretty Hearts Barbie 1995. Reszta?

Inkedskirts_LI

3 ma metkę Barbie Genuine. Reszta?

Inkedtrousers_LI

1 to Pet Doctor Barbie 1996, 2 ma wzorki kojarzące się z zestawem Sharin’ Sisters 1991. A anonimowa trójka jest obłędna i nie mogę się doczekać, aż krórąś w to odzieję 😀

Inkedacc_LI

2 to Sparkle Beach Barbie 1995, 3 Tropical Splash Barbie 1994. 4 też już gdzieś widziałam, 5 to dziwny plecak bez jakiegokolwiek zapięcia. EDIT: 4 to gacie Hawaii Beach Barbie 1998

Będę wdzięczna za pomoc w identyfikacji czegokolwiek z tego zestawu 🙂

Na deser trupki, które nabyłam nie dość okazyjnie i z których nie jestem do końca zadowolona.

mtmt1

Teresa to najprawdopodobniej DOTW Native American Barbie, druga seria, z 1994. Włosy piękne, nietknięte zębem ani czasu, ani żadnych zwierząt, ludzkich czy nieludzkich. Niestety, wokół ust ma przebarwienie, które wygląda jak jednodniowy zarost. Na zdjęciu niekoniecznie to dobrze widać, ale na żywo wkurza. Mackie to Easter Surprise Barbie z 1998.

courtney

A to raczej na pewno Cheerleading Courtney z 1992. Bardzo lubię ten mold, a lalki z nim, zwłaszcza ciemnowłose, są obecnie dość trudno dostępne. Miałam już kiedyś jedną brunetkę, ale z włosami w dużo gorszym stanie. Nie wiem, czy któraś z powyższych trzech zostanie na dłużej, może pójdą na części.