Pierwsze…

Na dzisiejszy spacer wybrałam się Nią / Kirą, która, jak wiecie, była moim dziecinnym marzeniem, spełnionym dopiero, kiedy sama sobie ją kupiłam już jako dorosła kobieta sama na siebie zarabiająca i podatki grzecznie i na czas płacąca 🙂 To pierwsza sesja tej lalki w UK.

kira

W lesie rozkwitają powoli pierwsze bluebells ❤

nia

Całkiem nieźle poczyna sobie również rzepak, który w zasadzie po raz pierwszy w życiu miałam okazję powąchać. A pachniał pięknie i smakowicie miodem.

nia1

Będzie jeszcze piękniej, kiedy w pełni rozkwitnie, całkiem niedługo, jak sądzę 🙂

nia2

Pierwsze listki na leszczynie.

nia4

To oczywiście zdjęcie ze specjalną dedykacją dla EWY ❤ ❤ ❤ pierwsze zdjęcie z głową w dół 😀

nia6

Stokrotki nie takie pierwsze, ale też ładne.

nia7

Berberys wprowadza lekko jesienny nastrój swoją barwą.

nia8nia9

Pierwsze kwitnące krzaczki.

nia11

A to chyba farbownik, ale nie dam sobie za to ręki uciąć. Lalce też nie!

nia10

Koniec pierwszego spaceru 🙂 Tak, wiem, mogłabym ją też po raz pierwszy w końcu przebrać 😛

Rozpudełkowana

O tym, że z sentymentem wzdycham do Superstarów, wiadomo nie od dziś. Podobnie jak o tym, że moim dziecinnym, niespełnionym marzeniem była Western Fun Nia – jedna z pierwszych lalek, które kupiłam jakieś 20 lat później do kolekcji w stanie NRFB, bardzo okazyjnie zresztą. W międzyczasie naczytałam się historii jeżących włosa na głowie, jak to lalki rozpudełkowane po latach potrafią się rozpadać i rozkładać, dlatego Nia stała w kartonie aż do zeszłorocznego remontu, kiedy to jej pudełko zostało uszkodzone – może i szczęśliwie się złożyło.

kira

Western Fun Nia z 1989 roku jest, jak widać, przedstawicielką moldu Kira/Marina – najładniejszą z nich moich zdaniem. W swoim czasie prezentowała szczyt barbiowej artykulacji. Ponadto, lalki z rękami zgiętymi w łokciach należały do serii droższych, a więc zasobniejszych w dodatki. Nia została wyposażona także w pasek, który mógł także służyć za bransoletkę przyjaźni. Jak widać, nogi zastygły w pozycji, jaką przez ponad 20 lat zajmowały w pudełku, może i jest to odwracalne, ale niespecjalnie mi zależy. Zginają się na klik, tak jak Mattel przykazał 🙂

kira1kira2kira3kira4

Obowiązkowa szczotka zwykle gościła w pudełkach droższych Mattelek, co z czasem zaczęło się zmieniać, podobnie jak obecność lalkowej biżuterii. Wstern Fun Nia została dodatkowo zaopatrzona w widoczne poniżej kartonowe dobra – dodatki z papieru, czujecie klimat tamtej epoki? 🙂

kira5

Pudełka droższych lalek częściej zawierały także reklamowe prospekty z pozostałymi produktami Mattela dostępnymi w danym momencie. Nie wiem, nie umiem ocenić, czy takie emocje, jakie towarzyszyły nam – dzieciom PRL – podczas choćby przeglądania takich gazetek, nie mówiąc już o samym kontakcie z produktem właściwym, są dostępne dla dzisiejszych maluchów. Wszak Barbie stała się towarem z supermarketu, jednym z wielu. Nie chcę przez to powiedzieć, że to zupełnie źle. Po prostu teraz jest inaczej.

kira6kira7

Minął rok :)

W ubiegłym roku, jakoś w czerwcu, zdecydowałam, że do swoich dotychczasowych hobby dołożę zbieranie lalek. Minął dopiero rok, nie tak znowu dużo czasu, ale nie mogę sobie przypomnieć, jak to się właściwie zaczęło. Na pewno miały z tym cos wspólnego praca w przedszkolu, widywanie lalek i rozmyślanie o dawno minionym dzieciństwie i posiadanych wówczas zabawkach. Potem doszło internetowe odkrycie lalkozbierania w ogóle, blogów, a w końcu forum.

Dużo czasu spędziłam na dogłębnej lekturze zwłaszcza trzech blogów: http://petraplasty.blox.plhttp://dollsecondhand.wordpress.com/http://lalkomania.blox.pl, które przeczytałam dosłownie do od deski do deski. Bardzo dziękuję autorkom blogów za dostarczenie mi pozytywnych bodźców! Można było już tylko stwierdzić: JA TEŻ CHCĘ! i rozpocząć kupowanie. Szczególnie entuzjastycznie do pomysłu podeszła moja mama 🙂

Generalnie przez ten rok nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją na nowe hobby. Przypuszczam, że niektórzy po prostu baliby się mi coś takiego powiedzieć, ma się tę renomę 😀 a innych zwyczajnie nie obchodzi, jak spędzam czas i tak jest dobrze 🙂

Jednymi z pierwszych lalek, jakie kupiłam rok temu w czerwcu, były dwie zapudełkowane mattelowskie orientalki – Island Fun Miko oraz Western Fun Nia. To była prawdziwa okazja cenowa na eBayu (ktoś chyba nie był do końca świadomy, co sprzedaje), do tego aukcja kończyła się akurat, kiedy byłam w domu i mogłam osobiście dopilnować rezulatatu 😀 Nie raz już wspominałam, że ta druga to moje lalkowe marzenie z dzieciństwa, swego czasu zbyt drogie do spełnienia.

Nie zdecydowałam się na wypuszczenie lalek z pudełek, na wszelki wypadek, gdyby te straszne opowieści o odpadających kończynach, szatańskim smrodzie i sparciałych gumkach we włosach miały okazać się prawdziwe w mojej sytuacji. To moje jedyne NRFB i raczej tak zostanie.

mikoTę lalkę „wzięłam, bo była”. W dzieciństwie nie miałam żadnej mattelki o moldzie oriental. Ma bardzo ładną twarz o łagodnym wyrazie i bardzo długie włosy.

niaA ta jest po prostu piękna, moim zdaniem najładniejsza lalka o tym moldzie. W tym wydaniu robi zdaje się za Indiankę, wszak to western 🙂 Podoba mi się w niej absolutnie wszystko od czubka głowy przez ubranie po same koniuszki stóp. Ciekawie się to życie układa. Bedąc 10-latką zagapioną w reklamę tv, nigdy bym nie przypuszczała, że moje marzenie kiedyś się spełni. Być może nie do końca w pierwotnym kształcie, ale jednak spełniło się. Mam tylko nadzieję, że jeśli kiedykolwiek zdarzyło mi się życzyć komuś czegoś złego, los się nie przyłoży do tego życzenia tak skutecznie, jak w przypadku lalki…

boxes

Pudełka z tyłu