Przegląd okresowy

Korzystając z urlopu, zrobiłam porządki w szafie i przewietrzyłam trochę moje stare Mattelki. Przebrałam wszystkie (z wyjątkiem tych, których nigdy nie przebieram), a kilka nawet załapało się na zdjęcia moim schorowanym aparatem.

Na początek chyba najfajniejsza kreacja stworzona z ciuszków, co do których nawet nie pamiętam dokładnie, skąd je mam. Nie ukradłam ich – tyle wiem 😉

Ze squaw zrobiła się panna z plantacji Południa.

Kolejna lalka to Barbie Glitter Hair – a właściwie hybryda tejże, bo ciałko nie jest jej. Jedna z najpiękniejszych Superstarów, jakie miałam w ręku. Mattel świetnie skomponował kolor oczu i włosów tej lalki.

Kolejne dwa zdjęcia są z dedykacją dla Nany Arimy, dzięki pewnemu jej komentarzowi zorientowałam się, że nie pokazywałam swoich starych Mattelek przez rok… Przed Wami dwie Christie 🙂

Nieodmiennie fascynuje mnie to, jak malunek twarzy i kolory potrafią zmodyfikować ten sam mold.

A teraz przerwa od Mattela, zestrojona na różowo przedstawicielka konkurencji – Imani od Hasbro.

Na koniec dzisiejszego przeglądu moje opus magnum w dziedzinie rerootów – Barbie Totally Hair 🙂

Szykuję jej koleżankę o podobnie szalonej fryzurze, ale nie wiem, ile stuleci mi to zajmie, bo nie znoszę robić rerootów. Głównie tej części z rozdzielaniem włosów na pasma, bo to najbardziej mozolna robota.

Martwi mnie stan mojego aparatu. Ewidentnie szwankuje ekspozycja, ostrość i nasycenie barw. Może wizyta w serwisie by mu pomogła?

Snow Dolls – Christie

Nie tylko Delilah poszła pobiegać po śniegu 🙂 Nie mam ostatnio zbyt wielu sposobności lalkowania – gdzie indziej przebywam większość tygodnia niż składuję swoje rzeczy, więc załatwiam sprawy hurtowo 😉

z1

Dzień był naprawdę śliczny, świeciło słońce, więc śnieg błyszczał tysiącem kryształków. Niebo czyste, bez choćby jednej chmurki. Ludzie spacerowali i robili sobie zdjęcia na śniegu 🙂 Różne lalki już wyciągałam na zimno, ale ciemnoskórej jeszcze nie, padło więc na Christie.

z2

Absolutnie uwielbiam tę lalkę. Nie mogę się nadziwić, że tak się pięknie zachowała, a mała fryzjerka, do której zapewne należała, poprzestała na rozpuszczeniu włosów 😀 No i kojarzy mi się z Ewą ❤

z3

Wszystko, co ma na sobie (poza butami i kolczykami ma się rozumieć) wyszło swego czasu spod rąk Ewy 🙂 To i jeszcze więcej…

Zielono

Wrocław ma to do siebie, że od kilku ładnych lat mamy tu tylko dwie pory roku – deszczową i suchą 😛 Prosto z zimowych kurtek przesiadamy się w letnie sukienki. Około połowy kwietnia przyroda rusza z kopyta, wszystko kwitnie szaleńczo naraz, ku rozpaczy alergików (vide niżej podpisana). Świątek, piątek czy niedziela, można wyjść na dwór i naprodukować witaminy D we wzorcowej ilości, ponieważ żadna chmurka nie chce się pofatygować, by przynieść nieco wytchnienia przegrzanym wrocławianom. W taką pogodę wyjątkowo miło jest iść spocić się przy foceniu lalek 😉

sb

sb1

Nie rozmawiaj z nią, ona nie ma zgiętych łokci! 😉

sb2

Mój najnowszy nabytek, pierwszy od sierpnia ubiegłego roku (a sierpniowy, notabene, wciąż niepokazany…) to Christie United Colors of Benetton 1990. Przez kilkdziesiąt minut należała do Ewy – tyle, ile wymagało przyniesienie jej z targowiska 😀 A potem Ewa zobaczyła moje maślane spojrzenie… Christie to koleżanka mojej dzieciowej Barbie z tejże samej serii. O swoim sentymencie do lalek z ery Superstar natrułam się na łamach tego bloga, jak sądzę, wystarczająco. Dziś więcej nie będę. Po prostu patrzcie 🙂

sb3sb4sb5sb6sb7sb8sb10

„Isn’t she lovely? Isn’t she wonderful? Isn’t she precious”