The Puppet Master 3: Toulon’s Revenge – Władca Lalek 3: Zemsta Toulona (1991)

Witajcie w Nowym Roku! Oby nie był gorszy niż poprzedni 🙂

Słowo się rzekło, lalkowy horror obejrzany podczas lalkowego szycia nie będzie dłużej czekać na recenzję. O pierwszej części serii The Puppet Master pisałam na Mangustowie dokładnie 13 września 2013 roku – czyli ponad siedem lat temu. Zleciało, nie? Przypomnę, że cykl został stworzony przez Charlesa Banda, człowieka, który ma na koncie wiele horrorów z lalkami w roli głównej.

Prawdę mówiąc chciałam obejrzeć część drugą, ale nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Padło więc na trójkę. Akcja filmu toczy się w Berlinie w 1941 roku. Andre Toulon, lalkarz, wraz z ukochaną żoną prowadzi teatrzyk dla dzieci. Podczas przedstawień – odważnie, acz średnio rozsądnie – wyszydza politykę hitlerowskich Niemiec i samego Adolfa. W ten sposób ściąga na siebie uwagę władz oraz wielkie kłopoty. Jeden z widzów, podający się za kolegę po fachu Toulona, to w rzeczywistości nazistowski żołnierz. Jego szef, major Kraus (w ten roli Richard Lynch, aktor o charakterystycznej, poparzonej twarzy) akurat pracuje nad stworzeniem nieśmiertelnych, a w każdym razie niezabijalnych i nieczułych na ból, jednostek wojskowych. Kiedy podwładny przybiega z rewelacją, że Toulon potrafi tchnąć życie w przedmioty, major składa władcy lalek wizytę, której konsekwencji nikt nie przewidział…

Tak jak i część pierwsza, tak i trzecia ma swoisty urok. Scenariusz, choć prosty i nie należy do arcydzieł światowej kinematografii, jest dość spójny i nie nuży. Horror ten powstał na początku lat 90. i, jak przystało na produkcję z tamtego okresu (oraz na Charlesa Banda), nie owija w bawełnę – jeśli lalki robią komuś krzywdę, to dokładnie widzimy, co i jak się odbywa.

Nie od razu rzuciło mi się to w oczy, a raczej w uszy, że lalki we Władcy Lalek nie mówią, w przeciwieństwie do np. Chucky’ego, który nawija w zasadzie bez przerwy. Należy im to zapisać na plus, dzięki temu są bardziej tajemnicze.

The Puppet Master 3 to także historia powstania dwóch lalek z „głównej drużyny” Toulona: Blade’a i Leech Woman. Filmów w serii jest, o ile się orientuję, grubo ponad pięć. Może kiedyś obejrzę je wszystkie. Tak naprawdę nie polecam ich szerokiej publiczności – są specyficzne. Jeśli ktoś jednak darzy sentymentem tak lalki, jak i klimat horrorów z lat 80. i wczesnych 90., nie powinien poczuć się rozczarowany seansem.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z internetu.

The Puppet Master (1989) – Władca lalek

The Puppet Master to kolejny lalkowy horror Charlesa Banda, prawdopodobnie najlepszy z jego produkcji tego rodzaju. Tym razem straszą nie dziecięce zabawki, ale lalki unikatowe. Zabawki tworzone i ożywiane za pomocą magii przez starego mistrza Andre Toulona są jego towarzyszami i przyjaciółmi. Niestety istnieją ludzie, którzy pragną odebrać staruszkowi jego sekret. Mistrz decyduje się podjąć krok ostateczny, by chronić swych małych, choć zabójczych, przyjaciół oraz tajemnicę ich powstania.

Puppet Master

Dziesięciolecia później lalki trafiają jednak w niepowołane ręce. Ich nowy bezwględny pan ma złe zamiary wobec swoich przyjaciół obdarzonych mocami nadnaturalnymi. Jednak lalki mają swój rozum i choć metodom ich postępowania można wiele zarzucić, potrafią końcem końców odróżnić dobro od zła…

Puppet_Master_Screen

Film, choć efekty specjalne nieco trącą myszką, ogląda się dobrze, lepiej niż inne produkcje Charlesa Banda. Puppet Master, jako film z końca lat 80-tych, posiada typową atmosferę tamtego okresu, a także swój własny tajemniczy klimat. Intryga prowadzona jest sprawnie, ciekawie, a wystarczająco liczne elementy makabry dodają smaczku całości. Gra aktorska nie powala, ale też nie razi. Powiem szczerze, że film spodobał mi się bardziej niż za pierwszym razem, gdy oglądałam go po raz drugi nie tak dawno temu. Nawet miałabym ochotę sięgnąć po kolejne części.

puppet-master

Blade

Na największą uwagę zasługują oczywiście lalki, które dziś zalicza się do kultowych w dziedzinie filmowego horroru.Do najbardziej rozpoznawalnych tworów władcy lalek należy Blade – blady, długowłosy człowieczek o pustych czarnych oczach, które z rzadka rozświetla wewnętrzny blask. Lalek nie ma dłoni, zamiast nich z rękawów czarnego płaszcza wystają ostre narzędzia, których nader często używa. Są to hak i ostrze, od którego pochodzi imię lalki.

pm106

Tunneller cię widzi! :O

Bliskimi znajomymi Blade’a są Pinhead o małej główce i wielkich, silnych dłoniach, Tunneller, któremu z głowy wystaje świder (działa!) oraz Leech Woman – śliczna, czarnowłosa laleczka wypuszczajaca pijawki z ust.

pupmaster4

Leech Woman

W filmie pokazano także kilka innych lalek, jednak te cztery zdecydowanie wiodą prym w pierwszej części filmu. W kolejnych częściach pojawiają się coraz to nowe lalki, twórcy nie zapominają jednak o tych, które przysporzyły serii popularności.

puppet-master-collection

Lalki kolekcjonerskie – zazdraszczam :/

Istnieją oczywiście figurki i lalki kolekcjonerskie, tańsze, droższe, odwołujące się do różnych części filmu. Najdroższe są te naturalnej wielkości (chodzi o dokładną kopię lalki z filmu), cena dochodzi do 200 dolarów na Amazonie. Ech, nie pogardziłabym takim Bladem. Cóż, może kiedyś…

źródła:imdb.com, zdjęcia z internetu

King Diamond „The Puppet Master”

Wczoraj był dzień szczególny – spełniło się jedno z moich muzycznych marzeń – byłam w Warszawie na koncercie Kinga Diamonda, legendy heavy metalu i jednego z moich od lat najulubieńszych wykonawców. Naprawdę długo czekałam na ten koncert, nie mając w zasadzie nadziei, że kiedykolwiek się odbędzie, ponieważ ostatnia płyta artysty ukazała się w 2007 roku, a wkrótce po jej ukazaniu się King mocno podupadł na zdrowiu. O koncercie dowiedziałam się przypadkiem z internetu, przy okazji pisania serii artykułów o płytach King Diamond dla portalu szuflada.net (dla zainteresowanych: http://szuflada.net/?s=%C5%9Bwiat+koszmar%C3%B3w+kinga+diamonda), nie zastanawiając się zamówiłam bilet, a wczoraj wreszcie doczekałam się tego wydarzenia 😀 BYŁO MEGA!!!!!

king-diamond

Koncerty Kinga to nie tylko muzyka na żywo, ale doskonale wyreżyserowany spektakl. Znalazło się tam miejsce i na lalkę, która „grała” Abigail – demoniczną istotę usiłującą odradzać się w łonach kobiet nieszczęsnej rodziny La Fey. Wczorajszy koncert to nie jedyny raz, kiedy King Diamond sięgnął po lalkowe motywy. Płyty tego artysty zawsze opowiadają horrorowe historie, jedna z nich, The Puppet Master, pada całkiem niedaleko naszych zainteresowań.

26877

Opowieść przenosi nas do XVIII-wiecznego Budapesztu, gdzie młoda para chce spędzić Boże Narodzenie. Młodzi oglądają przedstawienie słynnego teatru lalkowego. Podczas spektaklu bohater historii dostrzega krew na ręku lalki-dobosza. Chcąc wnikliwiej przyjrzeć się kukiełce, zbliża się do sceny i odkrywa, że drewniane lalki poruszają się same, bez jakiejkolwiek fizycznej ingerencji. Mężczyzna podejrzewa działanie magii. Następnego dnia jego ukochana Victoria wychodzi do teatru sama, a kiedy nie wraca, nieszczęsny bohater udaje się na poszukiwania. Śledząc tłustą żonę lalkarza, trafia do piwnicy, gdzie wraz z ukochaną przeżyją prawdziwy koszmar – zostaną zamienieni w marionetki. Lalkarz i jego żona odprawiają demoniczne rytuały, dzięki którym ludzka krew staje się rodzajem magicznego paliwa napędzającego lalki. W końcu ukochani zostają rozdzieleni – Budapeszt to nie jedyna filia teatru. Po 18 latach bohater tej opowieści wisi na ścianie sklepu z zabawkami, wciąż wspominając utraconą miłość…

Puppet_on_a_String_by_NotTheOne

Puppet on a String by NotTheOne

Popularny motyw lalki, tu co prawda teatralnej, został wykorzystany w dość klasyczny sposób. Lalka jako nieożywiony przedmiot musi poddać się woli najpierw swojego stworzyciela, wszak sama nie decyduje o własnym kształcie. Następnie ktoś nią kieruje, wtłacza w rozmaite role, wszystko jedno czy to lalka playline czy marionetka w teatrze. Lalki zrobione z ludzi to przedmioty (o ile to jeszcze dobre słowo w tym kontekście) specyficzne, wyposażone we wspomnienia i osobowość, którą w nowym kształcie rzadko mają okazję wyrażać. To niewolnicy magii, zwykle mrocznej i nieodwracalnej. Uważajcie zatem na lalkarzy…