Santa’s Little Helpers

Obszyłam świątecznie Azonki! 😀 Sama nie wierzę, że to się udało 🙂 Wymagało to sporo czasu. Chciałabym powiedzieć, że zawdzięczam to fantastycznemu zmysłowi organizacji, ale wcale tak nie jest 🙂 Ubrałam też malutką choinkę, niektórzy widzieli już na fb. Święta w tym roku będą inne niż zwykle, ale to nie znaczy gorsze 🙂

Zdjęcia zrobiłam aparatem, z którym ewidentnie jest coś nie tak, nie mogę jednak ciągle się tym zamartwiać.

Sukienki lalek powstały z wyłącznie dwóch surowców: koronkowej bluzki z lumpka oraz kawałka zielonej tkaniny, którą dała mi Ewa w zeszłym roku. Pomyślałam sobie, że lalkowe hobby pod tym względem wpisuje się w ideę zrównoważonej produkcji: stare ciuchy nie zaśmiecają dodatkowo Ziemi, tylko zmieniają swoją formę, nadal komuś służąc.

Nie myślałam o tym, czy kolory będą twarzowe (chyba są), chciałam uszyć kreacje w barwach typowo świątecznych i w podobnym stylu. Wyszło w zasadzie lepiej niż początkowo zakładałam. Przy szyciu mam zwyczaj oglądać filmy lub słuchać creepypast. Obszycie całej trójki trwało tyle, co Puppet Master 3: Zemsta Toulona (recenzja nadciąga!), pięć odcinków drugiego sezonu Mrocznych Materii oraz trzy odcinki filmów przyrodniczych Davida Attenborough.

Butów im nie założyłam celowo, żeby można było bez przeszkód podziwiać uszytki na nogach 😛

Moja choinka jest tak mała, że łańcucha nie dałam rady na nią wepchnąć, czułam się zatem zmuszona poszukać dla niego innego angażu na ten rok 😉

Pozostaje mi życzyć Wam Wesołych Świąt, czy to Bożego Narodzenia, czy Szczodrych Godów, czy po prostu nicnierobienia 🙂 W jakiejkolwiek formie je spędzacie, bądźcie zdrowi i szczęśliwi ❤

🙂

Nowości cz. 2

Muszę sobie przyznać, że rozpędu to nie mam ostatnio. Jakoś grzęznę we wszystkim i blog leży odłogiem, mimo że na lalkowanie mam naprawdę dużo ochoty. Obiecanych nowości część 2 miała, zgodnie z moim zamysłem, pokazać się dosłownie po paru dniach i co? I nic. Zapraszam dziś na (znów) brzydkie zdjęcia.

Jakiś czas temu spodobały mi się mattelowskie lalki przedstawiające wrestlerki. Przez dłuższy czas miałam tylko jedną, Alicię Fox. Latem udało mi się kupić niedrogo Evę Marie…

…oraz Becky Lynch. Tu nie będę polemizować, one naprawdę są rude 🙂

Becky-lalka została obdarzona bardzo miłym wyrazem twarzy, a tak naprawdę straszny z niej zakapior 😉 Można obejrzeć na youtube, jeśli dacie radę znieść ten dość kiczowaty teatr, jakim jest wrestling.

Becky była dostępna jeszcze w zestawie z drugim ubrankiem, ale bardzo spodobały mi się te steampunkowe spodnie 🙂 Eva Marie natomiast zdaje się nie mieć żadnej dodatkowej edycji. Spośród lalek WWE nie pogardziłabym Alexą Bliss, ale cena mi się nie podoba :/

Jak wiadomo wyciągnięcie z szafy lalkowego majdanu natychmiast powoduje pojawienie się co najmniej jednego kota, który uwala się w samym środku tegoż…

Kolejna nowość to głowa Licci! A raczej jej podróbka – nie wydaje mi się, żeby Aliexpress sprzedawał oryginalne. Znacznie mniejsza i jaśniejsza niż się spodziewałam, w związku z czym plany jej ocielenia spełzły na niczym, póki co. Chyba będę musiała zamówić Pure Neemo dla niej. Kupiłam specjalnie Livkę, bo jakoś zapamiętałam, że miały dość jasne ciałka, ale okazało się zbyt żółte. A głowa sama w sobie okazała się z bliska tak słodka, że nawet mnie mdli 😉

A tak prezentują się moje nowe nabytki razem 🙂

Muszę częściej robić wielkolakowe zdjęcia. Kiedyś robiło się takie głównie na lalkowych spotkaniach, ale to już przeszłość… W każdym razie z lalkowego hobby nie rezygnuję, mimo że uprawiam je obecnie głównie w samotności – za dużo przyjemności daje 🙂 W ciągu najbliższych paru dni chciałabym obszyć świątecznie moje Azonki. Zobaczymy, jak mi pójdzie.

Dobrego nowego tygodnia wszystkim! :*

Światowy Dzień Lalki 2020

No to poświętujmy!!! Mimo że prawie nie ma z kim… 😦 To wszystkie lalki, które obecnie mam przy sobie – dobre i to, mogło z lockdownem trafić na moment, kiedy nie miałam ze sobą ani jednej. To by dopiero było straszne 😀

girls

Miłego świętowania wszystkim lalkowiczom!!! 🙂

Znowu, bo Ewa mi kazała

Zakrzaczyłam kilka zdjęć ze spaceru, na który poszłam kawałek czasu temu. Chciałam zrobić coś innego, więc przebrałam obie lalki i uczesałam tym razem Sahrę. Potem się rozmyśliłam z tego wpisu, ale dzisiaj Ewa kazała mi wrzucić te foty, to co miałam zrobić? 😉

znowu

Zmiany polegają na tym, że Miu nosi sukienkę, w którą poprzednio ubrana była Sahra. Sahra zmieniła fryzurę i założyła nową sukienkę – długą. Gacie towarem deficytowym i obecnie prawie nie mam już z czego szyć.

znowu1

Jak widać, notorycznie robię im górę ubranek dłuższą od tułowia. Tak się uwidaczniają braki warsztatowe. Obiecuję poprawę 🙂

Na spacer poszłam całkiem niedaleko pracy, gdzie rośnie jakby las i płynie strumyczek. Znalazłam tam takie coś wiszące na drzewie. Być może jest to pozostałość karmnika dla ptaków. Na potrzeby zdjęciowe została owa rzecz wieszakiem na lalki 😉

znowu2znowu3

Wcale nie jest łatwo uczesać jakoś Sahrę. Włosy lalek Azone są dość sztywne, do tego Sahra ma przedziałek z boku, który dodatkowo przeszkadza.

znowu4

Biegałam po tych krzaczorach coraz bardziej zniechęcona, bo a to światło, a to coś innego mi nie odpowiadało, dlatego zdjęć jest pińć na krzyż. I nie podobają mi się :/

Czekam na głowę Licci, ale chyba gdzieś przepadła, bo tracking utknął w jednym miejscu dwa tygodnie temu…

Godzina dla zdrowia

W UK możemy wyjść codziennie na godzinę w celach zdrowotnych. No to wyszłam, Ewa mi kazała. Może sobie być zaraza, mogę mieszkać na drugim końcu Europy, a Ewa i tak mi każe robić rzeczy 😉 Ponieważ lalek mam przy sobie cztery na krzyż w tej chwili, dziś znów powtórka z Azonek (sori).

blueblue1blue2

Zdjęcia poszłam robić w byłej kopalni odkrywkowej, którą mam zaraz domem. Miejsce to jest obecnie małym rezerwatem przyrody (w UK takie są co krok), nazywa się Magdalen Quarry. Najciekawszym obiektem, widocznym na niektórych zdjęciach Irae z poprzedniego wpisu, są złoża geologiczne sprzed 145 milionów lat. Gdyby te skały mogły mówić… to pewnie wybrałyby milczenie, za to dużo by płakały… Poza skałami rosną tam kwiatki i drzewa, gniazdują ptaki i bywają lisy, które czasem widzę z okna wieczorami 🙂 Wetknięcie Miu w te dzwonki kosztowało mnie nowe oparzenia pokrzywami – jak to diabelstwo długo utrzymuje się w skórze, to jest coś niesamowitego!

blue3blue4

Zanim jednak wyszłam z domu, uszyłam Sahrze nową sukienkę z materiału pochodzącego z dwóch par gaci 😀 Zajęło mi to koło 40 minut, dokładnie tyle, ile potrzeba na odsłuchanie wszystkich openingów anime Fairy Tail w niepełnych wersjach – to była moja ścieżka dźwiękowa do szycia 🙂 Nie wiem, jak to się dzieje, ale uszytki dla Miu ZAWSZE wychodzą mi lepiej niż te dla Sahry – a w każdym razie z tych jestem bardziej zadowolona.

blue5blue6

Te żółte kwiatuszki to chyba jakiś rodzaj pierwiosnka, choć nie dałabym się pokroić za tę diagnozę. Słoneczko dogrzewało dziś z mocą, dlatego kolory na zdjęciach wyszły dość sprane. Sukienka Sahry na górze jest seledynowa, na dole różowa. Taki majtkowy róż 😉 Bardzo się cieszę, że w tym niełatwym czasie mam przy sobie moje plastikowe przyjaciółki o mangowych twarzach 🙂

blue7

Mam nadzieję, że wszyscy jesteście zdrowi i że nastrój w miarę dopisuje. Do następnego razu 🙂 :*

 

Dawno mnie tu nie było…

Jakoś tak wyszło, że cały marzec zleciał bez wpisu. Najpierw ryłam do egzaminu, a zaraz po nim nadeszła wieść o pandemii, która jednych faktycznie rozkłada na łopatki, a drugim miesza w mózgach. Gdzieś tam w tak zwanym międzyczasie dokupiłam jeszcze dwóch chłopaków z BTS. Chciałam tylko tego z dwukolorową czupryną, ale dostępny był jeszcze taki, którego wcześniej nie widziałam, do tego wydał mi się podobny do mojego lubego Donniego Yena, więc opuściłam sklep zabawkowy z dwoma pudełkami 🙂

kpop

Przed Wami RM (a.k.a. Donnie Yen) i V

Na jakimś blogu (przepraszam, nie pamiętam, czyj to był) widziałam, że te koszule to tylko takie atrapy – sam przód przyczepiony w środku do marynarki. Dobrze, że nie próbowałam BTSów na razie rozbierać. A tak prezentują się we czwórkę:

kpop1kpop2

Niestety nieprędko zrobię im kolejną sesję. Nie mam ich przy sobie w Oxfordzie, a jechać po swoje rzeczy nie bardzo mogę, bo jak wiadomo mamy lockdown – na razie drugi tydzień. Konieczność trzymania się z daleka od ludzi jest dla mnie bardzo przykrym przeżyciem. Co prawda ciągle pracuję, bo należę do grupy tzw. key workers, ale i tam musimy się trzymać jak najdalej od siebie. Do sklepu chodzę w masce i nitrylowych rękawiczkach. Po drodze do pracy i z powrotem, jeśli w ogóle kogoś spotykam, obchodzimy się szerokim łukiem. „A te dni ciszy, które dzielą nas, podpowiadają mi złe obrazy. Muszę to przetrwać, przeczekać trzeba mi, a jutro znowu pójdziemy nad rzekę” – śpiewała kiedyś Kasia Nosowska. No to czekam. Wiosna jest, kwiatki kwitną, lalki w kwiatkach focić można mimo wszystko 🙂

s

Ten wpis nie miał tak naprawdę być o BTS, tylko o Sahrze, która od zeszłego roku nie widziała jeszcze nowych ciuchów… Jako pierwsza zobaczyła za to ogródek w moim nowym miejscu zamieszkania. Stare miejsce musiałam zwolnić, bo landlady nie podobało się, że muszę chodzić do pracy podczas pandemii…

s1

Do ogródka wygalopowałam wczoraj po raz pierwszy, odkąd tu zamieszkałam. Odkryłam, że nie wszystko widać z okien – jak na przykład te tulipany 🙂

s3

s4

W ogródku rosną też białe szafirki, ale są jeszcze bardzo malutkie 🙂

s2

Zdjęcie z hiacyntem jest ze specjalną dedykacją dla Ewy. Tym razem zdjęcie dla Ciebie nie ma nic wspólnego ze zwisaniem z gałęzi 😀

s5

Trzymajcie się zdrowo, kochani. Bądźcie ostrożni, ale rozsądnie, tak, żeby nikogo swoim strachem nie skrzywdzić. Przetrwajmy to, a jutro znowu pójdziemy lalkować 🙂 ❤

Sahra i Miu w lesie naparstnic

Naparstnice kojarzyły mi się głównie z ogródkiem, bo tam je widziałam po raz pierwszy. Dokładniej mówiąc, na działce pod blokiem. Z tą rośliną zapoznała mnie nasza dawna sąsiadka z moich rodzinnych Kielc, pani Ewa, z którą nie miałam kontaktu już z ćwierć wieku i nawet nie wiem, czy jeszcze żyje… Dobrze wspominam ją, jej kwiatki i nasze wspólne chwile. Lata później naparstnica zaczęła kojarzyć mi się nieco inaczej, z grami z serii Elder Scrolls, gdzie często występuje jako komponent do eliksirów – w dziczy widywałam tę roślinę tylko na ekranie kompa. Minionej niedzieli okazało się, że pod nosem mam cały las naparstnic 🙂 Akurat miałam ze sobą lalki 😀

fg

fg1fg2

Sahra i Miu wybrały się do lasu w strojach bardzo niekoniecznie trekkingowych. Kilka godzin z dwóch poprzednich dni zużyłam na uszycie im (wreszcie!) nowych sukienek, dając nowe życie nieużywalnym gaciom 🙂 Głowy bardzo łatwo zdjąć z ciałek typu pure neemo. Wykorzystałam ten fakt, by nieco ułatwić sobie życie i nie zszywać góry sukienek z dwóch kawałków 😀 Nie jestem do końca zadowolona ze zdobienia na sukience Sahry, ale jakoś łyso wyglądała bez niczego, a nie bardzo miałam co przyszyć. Do poprawki. Mimo wszystko, jak na moje nie-dość-obycie z igłą i nitką, wyszło całkiem fajnie.

fg3fg4

Dzień był pochmurny i zdjęcia są dość marne, mam nadzieję, że widać, o co chodzi. Nie mogłam wyjść z zachwytu nad obfitością i dorodnością naparstnic porastających leśne zbocza z nasadzeniami.

fg5fg6

To ten sam las, gdzie kilka tygodni wcześniej fotografowałam dwie kuzynki-Divy w niebieskich dzwonkach 🙂 Magiczne miejsce!

azone

Ostatnie zdjęcie pochodzi z innego dnia, innego miejsca i innych warunków pogodowych 🙂 Wciąż uważam, że Azonki są urocze i cieszę się, że je mam 🙂 Częściowo ze względu na nie, częściowo na podwozie własne, nakupiłam ostatnio tanich gaci we wzorki. Stay tuned 😉

Przydługi post wiosenny

Wiosna, wiosna! W kalendarzu, za oknem i w głowie 🙂 I wszystkiego chce się bardziej, lalkowania też. W miniony piątek spędziłam trochę czasu z igłą i nitką. Wreszcie. A że słońce zechciało dopisać, na każdy spacer zabierałam inną lalkę. Taka rozpusta 😉

fc1f

Spacery obejmowały głównie las i tereny podmiejskie. W sobotę towarzyszyła mi Celine, która dostała nową sukienkę, legginsy i peruczkę – ta ostatnia nie mojej roboty. Została też obiektem testowym dla oczu wydłubanych porcelance. Ekhem… to znaczy pochodzących od dawcy. W niedzielę przeleciała się na spacer Sahra Azone wciąż we wróżkowym wcieleniu.

fcf1

Kwiatki i lalki powinnam sobie chyba przyjąć za znak rozpoznawczy 😛 Ale jak tu nie zrobić zdjęcia, kiedy po raz pierwszy w życiu widzi się dziko rosnące pierwiosnki? Sahra prezentuje miejsce, w którym wkrótce znów rozkwitną bluebells ❤

fc2

Okazało się, że żonkile można spotkać nie tylko na angielskich rabatkach, ale także w lesie 🙂

f2

Ciepło, słonecznie, na drzewie można posiedzieć. Bluszcz, który w Anglii wydaje się mieć wyjątkowo dobrze, jest oczywiście zimozielony. Cała reszta to już tegoroczne starania roślin.

fc4

Bazie można było spotkać już w grudniu, na ten moment i tak się pospieszyły, do Wielkanocy jeszcze kawałek.

f3

Biedronki, motyle i pszczoły już nie śpią.

f4

Stawiki odmarzły, można się wreszcie wykąpać.

f5

Jestem taka mała jak szyszka, czy szyszka jest taka duża jak ja? I to, proszę państwa, jest ostatnie zdjęcie Sahry w kostiumie wróżki. Czas na nowy cosplay 🙂

fc3

Wspominałam już, co Celine dostała nowego: sukienkę, legginsy, perukę – tanią jak barszcz, z Chin oczywiście, zamówioną na ebayu, która okazała się nadspodziewanie dobrej jakości. Wiele razy marudziłam, jak to wolę długie włosy u lalek, ale na zdjęciu włoski wyglądały tak sympatycznie, że postanowiłam spróbować. Do tego wsadziłam jej oczy od lalki porcelanowej. Podoba mi się ich wielka tęczówka. Oczy i włosy nadają lalce zupełnie nowego charakteru.

fc6

Celine w pełnej krasie – buty made by Ewa, reszta by me i chiński wytwórca peruk 😉 Nawiasem mówiąc, do UK przesyki z Chin dochodzą w tydzień.

Las pobrał opłatę za wizytę – zgubiłam jedną dłoń Celine… całe szczęście gdzieś mam drugą.

Wróżkowe popołudnie czyli co by tu zjeść

Nie dość, że zaglądała mi bezczelnie do okna, to jeszcze wlazła nieproszona i od razu rzuciła się do doniczki z hibiskusem. Ani „dzień dobry”, ani nic. Nie wiem, kto wychowywał ten Czarowny Ludek…

sfae1sfae2sfae

Popatrzyła, poniuchała, pomruczała coś pod nosem i poleciała powygrzewać się w promieniach słońca, które zmierzało już w stronę zachodu.

sfae3

Musiała wypatrzyć coś ciekawego, bo długo nie siedziała, tylko śmignęła przez uchylone okno w przedsionku.

sfae4

sfae5

Zdjęcie z dedykacją dla Ewy, jak zawsze :* ❤

sfae6

Chwilę bujała się na krzaku pod oknem, a potem jej zainteresowanie ściągnęły rajskie jabłuszka. Nie przeczę, niezłe są, więc tu ją całkowicie rozumiem 😉 Zwłaszcza, że jej spokojnie wystarczy jedno do najedzenia się. A raczej wystarczyłoby, gdyby apetyt nie rósł w miarę jedzenia.

sfae8

Następnie rzuciła się na maleńki przydrożny dąb z niesamowicie wielkimi żołędziami, okazały się jednak niedojrzałe.

sfae9

Próbowała wyłuskać nasionka ze starej szyszki, ale ta okazała się pusta od dawna.

sfae10

Prawie spadła, zasadzając się na resztki tarniny.

sfae11

Znalazła głóg, którego owoce średnio jej smakowały.

sfae12

Powoli zaczynało się ściemniać, kiedy wreszcie zasiadła do stołu. I zżarła stół…

sfae14

Nieco ociężała podleciała na kolejny czerwony krzaczek, ale już tylko po to, by chwilę odpocząć 🙂

sfae13

Z pełnym brzuchem podziwiała budleje. W końcu nie samym żarciem się żyje, nie? 😉

 

Nie taka żywica delikatna czyli spotkanie lalkowe w Gdańsku :)

Przejechałam znowu trochę kilometrów 😛 W piątek spotkałam się lalkowo z Moniką , która przyniosła na spotkanie recasty Minifee. Miałam już w ręku żywicę Eli kilka lat temu, nazwy nie pomnę, jeden z tych maluszków. Nie zaskoczyło między nami. Co innego Minifee. Okazało się, że nie są wcale takie delikatne, jak sobie wyobrażałam. Nie jest też tak łatwo je pobrudzić. W zasadzie są całkiem podobne do Delilah i można się nimi spokojnie bawić. No, to wiecie, co teraz będzie 😀

sl

Jesteśmy różne 🙂

sl1

Minifee Celine – Monika mówi, że jest bardzo niefotogeniczna. Pozwolę się nie zgodzić 😉

sl2

Dzień wcześniej moja blada Antoinette, mało eksploatowana fotograficznie, doczekała się nowej kiecki, ale o tym kiedy indziej 🙂

sl3

Co robisz temu piesku?!

sl4

Minifee Ante

sl5

sl6

Zamieniłam peruki 😛

sl7

Śliczna Celine ❤

sl8

Nie może być lalkowego spotkania bez czegoś dziwnego na głowie 😉

sl9

Patrzcie, trzymam się za kciuk jak Miu Azone 😉

sl10

siedmiomilowy but, pasuje, jak ulał 😉

sl11

Poprzebierałam se Minifee. Monika pozwoliła. Okazało się, że aby założyć bluzę, trzeba zdjąć głowę, co jest dość prosto i mądrze rozwiązane 🙂

sl12

Antoinette, poważna z twarzy, zwykle nie ma nic przeciwko odrobinie autoironii 🙂

Zdjęcia są nie najlepszej jakości. Było zimno (dalej jest) i wietrznie (dalej wieje), więc siedziałyśmy w kawiarni, a tam, jak wiadomo, oświetlenie pozostawia wiele do życzenia. Z pustego i Saruman nie naleje 😉 Dzięki, Monika, za spotkanie, i do następnego 🙂