Skutkiem prokrastynacji…

…otworzyłam dziś ponad dwadzieścia pudełek, głównie zawierających My Little Pony w rozmaitych odsłonach. Jak już wspominałam kiedyś, moje lalki (czy kuce), potrafią odstać swoje, zanim się do nich zabiorę. Niektóre z dziś rozpakowanych odstawały w ten sposób nawet od grudnia. A ponieważ odwiedziłam dzisiaj jedno z miejscowych CH w poszukiwaniu kaktusów i doniczek, wróciłam do domu z torbą wypchaną tymiż, mocno przemnieszanymi z dobrami nieroślinnymi, jakkolwiek to wszystko brzmi 😉 Naprawdę nie miałam więcej miejsca na kolejne pudła, zasiadłam więc do rozpakowywania prezentów 🙂 Zajęło to około 45 minut, i tak mniej niż zakładałam na ten widok:

mlp

Tyle tego było, blisko pół małżeńskiego łoża 😀

mlp1

Bez pudeł zdecydowanie mniej, ale i tak mało co weszło na ekspozycję :/ Z drugiej strony może to i dobrze…

mlp3

Opakowania, nieekologiczne wielce, zajęły trzy reklamówki wykorzystane ponownie, czyli ekologicznie 🙂 Prawdopodobnie będę zmuszona wynosić je na raty, bo mogę się nie zabrac na jeden raz 😀

mlp2

Oczywiście nic nie dało się zrobić bez obecności chociaż jednego kota. Miau, miau, miau, ja tu teraz będę spał 😛

mlp4

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia – jeden ze standardów Mangustowa 😉

Kaktusy i doniczki też przyniosłam 🙂 I jeszcze coś. Nie wiem, cóż to za stworzenie Schleich wymyślił, ale przykleiło mi się do rąk od pierwszego wejrzenia:

schleich

Rozumiecie mnie, prawda? 🙂

Biały jednorożec na śniegu

Sielski obrazek z innego świata 🙂 Poniekąd. A na pewno z innego miasta. Na początku lutego odwiedziłam moją mamę, która obchodziła wówczas sześćdziesiąte urodziny. Oczywiście nie obyło się bez łażenia po pobliskich supermarketach i sprawdzania, czy są jakieś ciekawe przeceny. Nie tym razem, tylko jedną Rarity nieco większego rozmiaru ściągnęłam ze sklepowej półki. Taki dzisiejszy odpowiednik Styling Pony. Akurat zechciał spaść śnieg, więc wyciągnęłam Rar na małą sesyjkę. Kiedy ustawiałam kucynkę na śniegu, kątem oka zobaczyłam jakiś ruch. Muszę przyznać, że nie takiej publiki się spodziewałam 😀

rarity rarity1

Prawda, że całkiem interesujący? Pilnował, czy dobrze ustawiam 😉

rarity2 rarity3

Jednorożec niby biały, a z kamuflażu lipa 😛

rarity4 rarity5 rarity6

Rar została wyposażona w dwa rozwijane wachlarze, zza których może zalotnie spoglądać 😉

rarity7 rarity8 rarity9

Obniuchiwała urodzinowe róże i podziwiała lampę-prezent 🙂 A mama rechotała z kanapy, kiedy robiłam zdjęcie z kwiatkiem. Wszak to widok radosny 😉

rarity10

Na koniec pytanie do Was. Przede mną wydatki, będę musiała nieco powściągnąć kieszeń. Czy zakładacie coś takiego jak budżet lalkowy na dany okres czasu? Czy to się w ogóle sprawdza?

Salon piękności kucej

Kuce przyjechały wczoraj w czarnej, foliowej paczce – jak trupy 😛 Jednak paczek nie powinno się oceniać po estetyce 😉 Ze środka wyskoczyły cztery zaskakująco dorodne sztuki 😀

ponies5

Wszystkie cztery pony należą do generacji 3. Typowym rozmiarem kuca z tego pokolenia jest ten prezentowany przez Meadowbrook (kucyk żółty). Pozostałe trzy to zamierzchłe wersje postaci z dzisiejszej wersji (od lewej: Rarity, Cheerilee i Rainbow Dash). Są takie duże, ponieważ wszystkie miały spełniać tę samą rolę, co głowy do stylizacji – to Styling Pony. Sprzedawano je w zestawach z rozmaitymi spinkami, które w przypadku kupionych przeze mnie zapewne zaginęły w pomroce dziejów, ale mało to spinek na świecie? I gumek, i kwiatków, i koralików, i wstążek… 😀

Najpierw kucyki pomoczyły się w Silanie, potem posiedziały w wannie z odżywką na grzywach i ogonach, a następnie, lekko rozczesane na mokro moim osobistym grzebieniem o szerokich zębach, całą noc suszyły się przy kaloryferze.

Kolejny etap spa to czesanie na sucho szczotką od Monster High (chyba najfajniejsze lalkowe szczotki).

ponies ponies1 ponies2

ponies3

Jak widać, przedstawiają się nie najgorzej, nawet lameta we włosach Cheerilee nie odstaje na wszystkie strony. Jej grzywa jest dość zmechacona, chociaż mimo wszystko przeważają w niej niezniszczone pasma. To na niej zdecydowałam się przeprowadzić testowy zabieg kucofryzjerski.

ponies6 ponies7

Mam bardzo mało wałków, bo nawet na scenę rzadko ich używam, dlatego na ogon poszły gąbkowe papiloty, podobnie bardzo sporadycznie wykorzystywane do kręcenia włosów mych. Cheerilee zniosła zabiegi cierpliwie i z uśmiechem. Dała się poszarpać, pomazać zielonym glutem i zawinąć, a teraz się suszy.

Na Meadowbrook rzuciłam się z lokówką. Włosy My Little Pony są dość dobrej jakości i można sobie poszaleć z wysokimi temperaturami, dlatego pozwalam sobie z nimi na to, czego się obawiam w przypadku lalek. Chociaż znając mnie pewnie w końcu któraś Barbie zostanie obiektem eksperymentu. Albo jego ofiarą… Dobrze jest nie rozgrzewać całkowicie lokówki, ale nawet szalejąca temperatura przy odrobinie uwagi nie zaszkodzi – chyba że lamecie. Do błyszczących pasemek metody nie polecam.

ponies8

Warkoczyki na ogonie to nie moja robota, ale prezentują się całkiem fajnie, więc zostawiłam. Ciekawe, co się wydarzy na głowie Cheerilee 🙂