3 x debiut

Jakiś czas temu kupiłam na Aliexpressie nowego recasta. Wykazałam się naiwnością tym razem – ponieważ zwykle żywiczaki na Ali zawierają wskazanie, komu został zajumany model, a ten nie miał takiego wskazania, uznałam, że… Chińczyk tym razem sam wymyślił. Zresztą lalka była tania jak barszcz nawet w porównaniu do pozostałych recastów. Przyszła szybko, troskliwie zapakowana, nie obyło się jednak bez pewnych problemów natury językowo-okulistycznej.

Oczywiście zdjęcia promo przedstawiały oryginalną Coco Luts, gdyż to właśnie tejże podróbka. Ujęła mnie jej mangowa twarz oraz, przede wszystkim, mangowe oczy. Sprzedawca nadmienił, że mogą być innego koloru niż na fotce, ale nie przeszkadzało mi to. Niestety lalka została przysłana ze zwykłymi oczami i trzeba przyznać, że mangowa twarz z normalną gałką oczną wygląda po prostu źle. Zaczęłam się więc wykłócać ze sprzedawcą. Koniec końców wyszło na to, że chodziło mu o „random eyes”, a nie „different colour”. Według mnie to dwie różne rzeczy, według niego jedno i to samo.

Brałam pod uwagę kupienie oryginalnych oczu Luts, ale nie mają takich w ofercie. Odpowiadające mi wizualnie gałki zdobyłam w drugiej próbie. Zastanawiam się teraz, czy nie lepiej było wziąć rozmiar większe, żeby w ogóle nie było widać białka. W ten sposób byłoby jeszcze bardziej mangowo 😉

Perukę kupiłam jakiś czas temu na eBayu z myślą o Delilah i Celine, ale jakoś mi podpasowała do tej twarzy. W ten sposób powstał pierwszy wizerunek recasta (bo pewnie będzie nie jeden – zaleta lalek perukowych z wydłubywalnymi oczami), który na pewno nie zostanie imienniczką pierwowzoru. W mojej świadomości został bowiem osadzony dawno temu fakt, że „koko” to jest dźwięk, który wydaje kura, a nie imię 😛

Poza lalką w tym wpisie debiutują także moje uszytki: kimono i balerinki. Zdaję sobie sprawę, że kimono wyszło za krótkie, ale to przede wszystkim miała być próba, czy w ogóle dam radę uszyć coś, co w miarę przypomina tradycyjny ubiór japoński. Wydaje mi się, że idea jest widoczna. Mam piękne tkaniny w orientalne wzorki, niestety kawałki są małe, 20 x 25 cm, więc na nich nie chciałam próbować, bo szkoda psuć.

Chyba najładniejsze zdjęcie 🙂

Buty zrobiłam z tego samego materiału (były zresztą pierwsze i to zanim w ogóle przyszło mi do głowy szycie kimona), ich wewnętrzna warstwa jest satynowa. Wkładki są z tektury od opakowania po Lindorach (zero waste!) oraz podkładki na biurko, która stała się zbędna mojemu znajomemu. Balerinki uszyłam korzystając z tutoriala Beth Alvarez:

Tutorial gorąco polecam, buty robi się naprawdę szybko w ten sposób (nawet szyjąc ręcznie). A do kimono mam ambicję zrobić geta, tylko muszę jakieś cienkie, miękkie drewienko skombinować.

Widać, że kimono?

Zdjęcia robiłam telefonem w ogródku. Kolory wyszły bardzo zimne. Dosyć trudno było też złapać odpowiedni kąt, żeby nie deformować kształtu twarzy lalki. Nie obyło się także bez bólu i rozlewu krwi. Stanęłam na gałązce jakiegoś ciernistego krzaka, która nie wiadomo skąd pojawiła się na ścieżce w naszym ogródku. Kolec przeszedł przez podeszwę kapcia i wlazł mi w stopę. Prawie się wyrżnęłam z lalką i telefonem w objęciach. A miałam jeszcze długi spacer w planach na dziś…

Mimo że kolory nie do końca się zgadzają, lalka kojarzy mi się z Kaoru Kamiyą z mangi Rurouni Kenshin. Pewnie dlatego ta hakama mi się kołacze po głowie.

W sumie można by ją wołać Kaoru…

Arisu czyli gdzie ten biały królik?

Trochę to trwało, bom zajęta okrutnie i wiecznie zmęczona (wieczność trwa od początku sierpnia w tym wypadku 😉 ), ale wreszcie obszyłam i wypuściłam na słońce moją najnowszą chińską zdobycz z Aliexpressu, która ze względu na image oraz mangowe rysy dostała na imię Arisu. Nazwałam ją z konieczności, chińskie wynalazki lalkowe są zwykle bezimienne. Na karku posiada jakiś tam napis, ale należy uznać go za autograf producenta raczej niż imię.

Laluszka jest urocza, na żywo podoba mi się znacznie bardziej niż na zdjęciach w necie (w tym moich własnych). Mierzy około 40cm tak na oko – nie konfrontowałam rozmiarów z pozostałymi moimi lalkami tego wzrostu. Przybyła do mnie łysa i goła, z parą plastikowych różowych butów, które mimo posiadania obcasa dobrze komponują się z jej płaską stopą.

Kosztowała grosze, przyszła szybko – zwłaszcza w porównaniu do Licci, bo ta nie przyszła wcale, a ja do dziś mam gorzkie żale 😉 Oczy tego modelu występują w trzech wariantach kolorystycznych: fioletowym, różowym i niebieskim. Już nie pamiętam, dlaczego wybrałam fiolet, jakiś powód miałam, ale zapomniałam 😛 W każdym razie nie żałuję. W sprzedaży głowy są osobno, można więc dobrać dowolne ciałko bez rozpoczynania przygody z lalką od psucia innej 😉

No i gdzie ukrył się królik? Przecież nie możemy się spóźnić na herbatkę do Królowej!

Z komentarzy do transakcji na Aliexpressie można się dowiedzieć, że ludzie polecają ten rozmiar głowy do ciałka wielkości Barbie, ale ja wybrałam większe, żeby zlikwidować efekt wielkiej głowy. Moje ciałko jest artykułowane podobnie do MtM i zrobione z lekkiego plastiku, taka trochę wydmuszka. Stawy chodzą ciężko, co nie jest wadą, ale trzeba cierpliwości, żeby nie uszkodzić lalki.

Miłym zaskoczeniem okazało się, że na tę łysą, wielkooką łepetynę pasują dosłownie wszystkie posiadane przeze mnie lalkowe peruki. Te zbyt duże można łatwo dopasować zszywając odrobinę gumkę, by dostosować obwód. Perukę ze zdjęcia nosiła dawno temu Delilah. Obfitość loków pasowała mi do lolitkowego stylu sukienki. Kapelusik zrobiłam w tempie rekordowym, obszywając nakrętkę od małej buteleczki, trzyma się głowy na szpilkach, które jednocześnie zapobiegają przemieszczaniu się peruki.

Większy problem to dopasować buty. Do zdjęć wykorzystałam pantofelki, które przyszły razem z małą siwą, też z Chin. Nawiasem mówiąc, po prezentacji na Mangustowie kupiły ją już dwie osoby 🙂

Zdjęcia robiłam aparatem ( 😀 ) w dwa różne dni, pierwsze późnym popołudniem, drugie przed dwunastą. Przyznaję, że brakuje mi umiejętności, by wydobyć z lalki to, co najlepsze. Na żywo jest naprawdę urocza!

Materiał na sukienkę to koszulka, którą kupiłam lata temu w lumpeksie niedaleko mojego byłego miejsca zamieszkania we Wro. To była jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek tam nabyłam. Leżała i leżała, aż w końcu trafił swój na swego 🙂 Metalowe ozdoby to pozostałości po steampunkowej biżuterii robionej przeze mnie na sprzedaż na jakimś konwencie. Je również kupiłam lata temu, choć nie aż tak dawno, jak tę koszulkę. W każdym razie to, że się zeszły, jest dziełem przypadku. Skojarzenie z białym królikiem i zegarkiem stało się zatem dość oczywiste 🙂

Zdjęcia przedpołudniowe robiłam w parku Headington Hill. Mam dużo parków w dzielnicy 🙂 Znajomi z facebooka mogli widzieć bezlalkowe zdjęcia z Headington Hill. Swego czasu, od 1850 roku, był to ogród posiadłości prywatnej. 103 lata później został kupiony przez miasto. Wiele gatunków drzew rośnie tam od początku istnienia parku. Lubię tam chodzić, z lalkami czy bez 🙂

Mam wrażenie, że nie udało mi się w pełni zaprezentować możliwości artykulacyjnych Arisu, ale mam już pomysł, jak to zrobić 🙂 Zdecydowanie jednak teraz powinnam zabrać się za halloweenowe kreacje, bo niektóre z nich w planach pozostają już od dwóch lat…

Mam nadzieję, że podoba się Wam Arisu. Do następnego razu!

Niucon 7

Konwent, konwent i po konwencie. Nie miałam czasu na wyciąganie swoich zabawek i stawianie ich przed obiektywem, taka dola koordynatorki 😉 Mimo to znalazłam całą masę rzeczy co najmniej do pooglądania pod katem zabawkowym:

niucon3 niucon12

Na stoisku wydawnictwa Kotori można było obejrzeć takie żywiczaki. Nie do końca orientuję się, czy lalki przedstawiają bohaterów wydawanych przez tę firmę historii, czy są lalkami prywatnymi, czy jedno i drugie. Jedną z osób prowadzących stoisko widywałam swego czasu na dollsforum, więc ta trzecia opcja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna.

niucon2 niucon10

Konwentowe stoiska to także świat rękodzieła. Można tam kupić wszystko od biżuterii przez maskotki po śpiwory, a wszystko hojnie podlane sosem popkultury. Drugie zdjęcie przedstawia stoisko znanej pisarki, Ewy Białołęckiej.

niucon5 niucon8

Uwielbiam przypinki, jeśli nie wyjdę z konwentu z choćby jedną nową, to chora chodzę 😉 Jak widać było też co nieco dla bronies 🙂

ja

Koordynator Mangusta w stroju typowej uczestniczki konwentu inwigiluje prelekcje w swoim bloku 😛