Drugie oblicze Licci

Przegrzebując internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży japońskiej Licci-chan, znalazłam…

No co JA mogłam znaleźć?

Straszne opowieści, oczywiście. Miejskie legendy na temat morderczych skłonności tej słodziutkiej laleczki 😀

I

Pewna młoda Japonka pozbywała się lalek z dzieciństwa – wyrosła z nich, jak to się mówi. Zabawki powędrowały więc na śmietnik. Wśród nich znajdowała się śliczna Licca-chan. Jakiś czas później dziewczyna przeprowadziła się z rodzicami do innego miasta. Któregoś dnia, kiedy wróciła do domu po szkole, zadzwonił telefon. Dziewczyna odebrała, a wtedy cienki głosik przedstawił się jako Licca, jej lalka z dzieciństwa. Jestem na wysypisku, powiedziała. Wracam do domu. Dziewczyna nie przejęła się ani trochę, sądząc, że to tylko głupi dowcip. Jednak chwilę później telefon zadzwonił ponownie. Licca-chan informowała, że jest już na dworcu. Dziewczyna poczuła się trochę niepewnie. Telefon odezwał się trzeci raz. Jestem na twojej ulicy, powiedziała Licca. Tęskniłaś za mną? Dziewczyna zaczęła się bać. Po chwili Licca zadzwoniła z informacją, że czeka pod drzwiami. Przerażona dziewczyna wyjrzała przez okno, ale nikogo nie zobaczyła koło domu. Odetchnęła z ulgą, a wtedy telefon zadzwonił po raz ostatni. To ja, Licca. Stoję za tobą.

Licca-chan to w Japonii bardzo popularna postać, swego czasu istniała nawet linia telefoniczna, na którą dzieci mogły zadzwonić, żeby „porozmawiać” z lalką. Oczywiście wiadomość była odtwarzana z nagrania. Nie wiadomo skąd pojawiły się plotki, że dzwoniące na linię Licci dzieci słyszały czasem od niej groźby w stylu: znajdę cię i zabiję. I pewnie stąd też wzięła się powyższa legenda miejska 🙂

II

Podobno istniała wadliwa partia lalek z trzema nogami, która niezauważona trafiła do sprzedaży. Nie wiem, jak to miałoby być możliwe, w końcu lalkę trzeba jeszcze ubrać i zapakować do pudełka. W każdym razie pogłoski o istnieniu trójnogiej Licci rozmnożyły się w kilku wariantach.

licca-chan

  1. Pewnego wieczora młoda kobieta wracała do domu przez park i tam zaszła za potrzeba do publicznej toalety. Na podłodze znalazła Liccę-chan. Zrobiło jej się żal zguby, więc podniosła ją, taka była śliczna! Dopiero wtedy zauważyła, że lalka ma trzecią nogę – owłosioną i siną. Wystraszyła się i upuściła Liccę z powrotem na podłogę. Wtedy lalka powoli odwróciła głowę i powiedziała:  Przerażona kobieta uciekła z toalety. Wkrótce zadzwonił jej telefon, a kiedy odebrała, lalka kontynuowała swoją litanię: nazywam się Licca-chan i jestem przeklęta! Przeklęta! Przeklęta! Kobieta w końcu oszalała ze strachu i przebiła sobie bębenki w uszach, żeby nie słyszeć więcej tego głosu.
  2. Dziewczynka weszła do szkolnej toalety. Od razu zauważyła napis na ścianie: Jestem Licca-chan. Pobawmy się w chowanego! Zanim mała zdążyła się zastanowić, co to wszystko znaczy, za jej plecami pojawiła się lalka, mówiąc: kryjesz! A potem zadźgała dziewczynkę nożem.
  3. W innej wersji trzecia noga zrobiona jest z ludzkiego ciała, a Licca, po przedstawieniu się, mówi, że szuka jej właściciela.
  4. Trójnoga Licca-chan została znaleziona w toalecie przez małą dziewczynkę. Kiedy mała odkryła trzecią, siną nogę, próbowała spłukać paskudztwo. Po kilku dniach zdarzył się jej wypadek, w którym straciła nogę. Kiedy obudziła się w szpitalu, chcąc spojrzeć na kikut, odkryła, że wyrosła z niego dziwna sina noga. Wkrótce dziwaczny rozrost rozprzestrzenił się na całe ciało dziewczynki, a ta umarła w konsekwencji.
  5. Ostatnia wersja jest o Tobie. Licca-chan pojawia się przy Twoim łóżku, kiedy śpisz. Ma ze sobą nóż rzeźnicki. Czeka spokojnie, aż się przebudzisz i ją zauważysz. A kiedy to się stanie, urżnie Ci tym nożem nogi.

Ach, ta nieskrępowana japońska wyobraźnia! Kocham!!! ❤ ❤ ❤

Bądźcie mili dla swoich lalek. I uważajcie w publicznych toaletach 😉

Legendy miejskie i obrazek za https://www.scaryforkids.com/licca-chan/

Robert – nawiedzona lalka

Na historię Roberta trafiłam przypadkiem. Obejrzenie krótkiego filmiku na youtube zaintrygowało mnie dość, by spędzić trochę czasu na bliższemu przyjrzeniu się tej historii. Oto czego się dowiedziałam.

Pierwszym właścicielem Roberta – lalki przypominającej Amerykańskiego oficera Marynarki Wojennej – był niejaki Robert Eugene Otto z Key West na Florydzie, pisarz i malarz. Robert trafił w jego ręce w 1906 roku, kiedy Eugene był dzieckiem, jako prezent od Afrykańskiego służącego parającego się voodoo. Człowiek ten nie był zadowolony ze służby u rodziny Otto. Odkąd chłopiec otrzymał lalkę, rodzice często słyszeli, jak z nią rozmawia, a nawet wydawało im się, że lalka odpowiada. Bywało, że Eugene budził ich w nocy krzykiem, wówczas zastawali go przerażonego w łóżku, w pokoju pełnym poprzewracanych mebli. „Robert to zrobił!”, twierdziło dziecko. Znajomi rodziny mówili, że lalka zmieniała wyraz twarzy na ich oczach. Sąsiedzi natomiast zarzekali się, że pod nieobecność rodziny Robert przemieszcza się od okna do okna. Sami państwo Otto przysięgali, że lalka przerażająco chichocze i biega po domu.

Eugene Otto zmarł w 1974 roku, Robert trafił na strych i został kupiony razem z domem przez kolejnych właścicieli. Ich 10-letnia córka otrzymała lalkę. Także ona budziła się z krzykiem w nocy wśród poprzewracanych mebli, zarzekała się nawet, że Robert kilkakrotnie próbował ją zabić.

Obecnie nawiedzona lalka jest własnością muzeów, w październiku pokazuje ją Old Post Office and Customhouse. Pracownicy mówią, że w tym okresie dzieją się tam dziwne rzeczy. Zwykle lalka znajduje się w Fort East Martello Museum. Ci, którzy chcieliby się sfotografować z Robertem, powinni grzecznie poprosić go o pozwolenie. Jeśli lalka zrobi niezadowoloną minę, należy odstąpić od zamiaru, w innym wypadku całej rodzinie grozi klątwa. Robert jest przedmiotem badań parapsychologów, podobno stwierdzono, że ma aurę.

I co Wy na to?

Tekst powstał w oparciu o filmik z youtube i opis na wikipedii. Więcej o Robercie tutaj

A oto i bohater tej opowieści (zdjęcie pochodzi ze strony http://thisbelongsinamuseum.com)

Anabella

Miejskie legendy (urban legends) to opowieści z kręgu miejskiego folkloru, popularne zwłaszca w USA, zwykle straszne i makabryczne; historie rzekomo prawdziwe, pochodzące jednak zawsze z tzw. drugiej ręki, zasłyszane od znajomych. Do najbardziej znanych legend miejskich należą te o opiekunkach do dzieci, o widmowych autostopowiczkach, o handlu organami wewnętrznymi, o pechowych ślubach, duchach, mordercach itp. Swego czasu, myszkując na stronie (adresu w tej chwili już nie pamiętam) poświęconej tymże opowieściom, natknęłam się na historię Anabelli – strasznej lalki. A było to tak:

Mała Lucy dostała Anabellę w spadku po zmarłej ciotce. Starsza pani zastrzegła, że lalka koniecznie musi trafić do rąk dziewczynki. Anabella nie podobała się Lucy. Miała ściągnięte brwi i złość na twarzy, a posiadanie imienia czyniło ją jeszcze straszniejszą, bo jakby bardziej żywą. Jednak jako dobrze wychowane dziecko Lucy nie chciała martwić rodziców i grymasić. Aby pozbyć się Anabelli, dziewczynka schowała ją w schowku pod schodami.

Nocą Lucy obudził hałas – coś szurało za drzwiami jej sypialni. Dziewczynka usłyszała głos: „Lucy, jestem na pierwszym stopniu.” Potem wszystko ucichło, jednak dziecko nie zmrużyło oka do rana. Rankiem dziewczynka próbowała opowiedzieć matce o wydarzeniach ostatniej nocy, ta jednak zbagatelizowała problem, mówiąc, że to jedynie sen. Lucy uwierzyła matce, wszak w dzień wszystko ma jaśniejsze barwy.

Następnej nocy Lucy nie mogła zasnąć. W końcu znów usłyszała szuranie. „Lucy, jestem na piątym stopniu.” – rzekł tym razem głos. Dziewczynka zaczęła krzyczeć, jednak rodzice i tym razem nie dali wiary jej słowom i nie chcieli pozbyć się Anabelli – pamiątki po zmarłej ciotce. Lucy próbowała rozmawiać ze szkolnymi kolegami o tym, co się jej przytrafiło, jednak została wyśmiana.

Gdy dziewczynka kolejnego wieczora położyła się do łóżka, poprosiła matkę o pozostawienie zapalonego światła. Kobieta nie zgodziła się, sądząc, że w ten sposób Lucy się nie wyśpi. Dziewczynka poprosiła zatem o zamknięcie drzwi, czego wcześniej nie robiła. Zdziwiło to matkę, ale spełniła prośbę dziecka. Lucy zapadła w płytki sen.

Także tej nocy dziewczynkę obudziło szuranie. „Lucy, jestem na ostatnim stopniu.” – powiedział znajomy głos i umilkł. Dziewczynka usłyszała tupot małych nóżek… Nie czując się bezpiecznie i chcąc zyskać choćby odrobinę kontroli nad sytuacją, otworzyła drzwi…

Rankiem u stóp schodów znaleziono ciało Lucy. Uznano, że szła po ciemku do łazienki, potknęła się i spadła. U boku Lucy, pod jej ramieniem, leżała Anabella. Rodzice postanowili pochować córkę wraz z lalką, do której, w ich ocenie, była tak przywiązana. Nie potrafili wytłumaczyć sobie jednego – dlaczego drzwiczki schowka pod schodami tego feralnego ranka zastali otwarte.

Obrazek pochodzi z: http://danprince.wordpress.com