Diana & Diana

Diana to lalka, którą miała spora część dziewcząt w latach 80-tych. Swego czasu bardzo popularny klon Barbie stał się obecnie rarytasem. O mojej Dianie pisałam w jednym z pierwszych wpisów tutaj. Powtórzę tylko tyle, że dla mnie to nie była żadna grosza lalka, przeciwnie, długi czas była moją ulubioną. Przepadałam za jej czarnymi włosami i brązowymi oczami, była taka inna od wszystkich lalek-blondynek. Ponieważ zdarła się do cna, pewnego dnia wylądowała w strzępach w śmietniku 😦 Co ja bym teraz za nią nie oddała…

Na samym początku kolekcjonowania udało mi się kupić Dianę blondynkę, wydaje mi się, że w oryginalnym stroju.

20140114_104418

20140114_105355Włosy lalki pamietają lepsze czasy i w zasadzie nadają się wyłącznie do rerootu. Do tego ja jestem z tych bojących się kuracji wrzątkiem i/lub parą. Lubię ten wyraz twarzy dziewczyny z sąsiedztwa 🙂

20140114_104927 20140114_104837Sport to zdrowie – Diana Ci powie 😛

Druga lalkę kupiłam za jakieś grosze na dollsforum. Włosie ma w nieco lepszym stanie, niestety ciałko jest luźne w stawach i jedna noga się nie zgina. Poza tym wszystko gra.

20140114_105312Twarz identyczna jak u mojej przepadłej Diany czarnowłosej…

20140114_104549 20140114_104514 20140114_104402 20140114_104634No i znów zrobiło się nostalgicznie i sentymentalnie…

Wrocław znów się spotkał :)

W dniu dzisiejszym odbył się kolejny meet wrocławski. Tym razem poza mną – kobietą z pomarańczowym pudłem – i Anią pojawiła się także Justyna, a wraz z nią bardzo ekskluzywne lalki. Tak jak poprzednio schowałyśmy się w Coffee Heaven (dlatego zdjęcia znowu tak wyglądają), ciepła kawa smakowała w dzisiejsze zimne popołudnie wyjątkowo dobrze 🙂 Dziękujemy Justynie za dołączenie do nas :*

20131013_125233

Piękne, eleganckie i dostojne lalki Justyny. Moją faworytką jest ciemnowłosa w czarnej sukience.

20131013_130343

Doktorek uwziął się na blondynkę, która zawzięcie go ignorowała. Stał więc nad nią niczym kat nad dobrą duszą.

20131013_130559

Sztywna Skipper zaprzyjaźniła się z bardzo ruchomą baletnicą Ani 🙂

20131013_130814

Moja kocica miała na początku wymianę drapnięć, to jest zdań, z kotką Justyny 🙂 Obie chciały bawić się torebką-kłębkiem.

20131013_130834

Jak widać obie kotki gustują w ciężkich, nabijanych bransoletach.

20131013_131644

Całuśne kociaczki. Nie szukają domu 🙂

20131013_131717

Doktorek w końcu dopadł blondynę, nie bez pomocy konia.

20131013_131906

Rerooty treską – oba tak samo sztywne 😀

20131013_132217

Te dwie wydawały mi się podobne, ale już przestały 🙂

20131013_132226

Jedne rzęsy rzucają cień, drugie nie 🙂

20131013_132620

My właściwie w jednej firmie robimy…

20131013_132846

Oboje „odd eyed” ;D

20131013_143910

Z Cofee Heaven poszłyśmy do Renomy, gdzie znajduje się coś w rodzaju makiety przedstawiającej sklepy.

20131013_144047

Co by tu zjeść?

20131013_144102

Nazwa mnie ubawiła 🙂

20131013_151905

Z Renomy przeszłyśmy do parku obok Teatru Lalek, gdzie znajduje się idealna sceneria dla jednej z moich j-dolls – francuska karuzela.

20131013_151955

Bajkowo, czyż nie?

20131013_152730

Zbiorowa słit focia lalek moich i Ani. Ostatnia z prawej to zapudełkowana Steffi Love, którą Ania znalazła w galerii i wspaniałomyślnie mi odstąpiła 🙂

Cieszę się bardzo z kolejnego meetu, czekam na następny. Cieszę się także z zapudełkowanej Stefki. Z ciekawych, choć niekoniecznie ładnych rzeczy, znalazłyśmy jeszcze w TK Maxxie takie coś (nie kupiłyśmy):

20131013_142125 20131013_141217

Little Mix to najprawdopodobniej jakiś zespół – nie żebym słyszała. Trzeba przyznać, że lalka jest ciekawa… w swojej brzydocie. Gdyby ktoś zrobił taka lalkę na mój wzór, płakałabym 😉

Jeszcze raz dziękuję Wam, Aniu i Justyno, za przemiłe popołudnie. Do następnego razu!

30.Dziesięć

Dzisiaj znów troszkę oszukiwania. Akurat mam tu 10 pań 🙂 Niektóre posiadają status trupka do przeróbki, np. Dianie przydałyby się nowe włosy, ponieważ obecne strasznie wypadają. Dwie z powyższych to mroczne dziewczyny od Simby, Mystic Girls (Girlz?), jeszcze o nich przeczytacie. Jutro kończymy photo challenge 😀

22.Koło

Dzisiejsze zdjęcie jest trochę oszukane, ponieważ już znajduje się na blogu 🙂

Od prawej:

Skipper Cool Tops (T-shirt Fun)

Odetta z Jeziora Łabędziego

Sindy Twist’n’Twirl

Barbie Benetton

Barbie Western Stampin’

Barbie X w ubranku Jeans Barbie

Diana

Steffi Shower Fun

Steffi X

Barbie Szykowna a.k.a. Twardy Plastik

Barbie Workin’ Out (głowa), ciało X (ma już inne)

Obecnie blondynek jest już o kilka sztuk więcej 🙂

Trochę lalkowej historii

W wielu czytanych przeze mnie książkach dziewczynki, które były z różnych względów wyjątkowe, nigdy nie lubiły bawić się lalkami. Cóż, ja widać jestem całkiem zwyczajna, bo lalki lubiłam zawsze. Początkowo nie miałam ich zbyt wiele, moimi zabawkami były przede wszystkim pluszowe pieski. Jeden, z dawien dawna ulubiony, towarzyszy mi do tej pory 🙂

Pierwsze lalki pojawiły się w domu już używane, podarowane przez jakichś znajomych czy rodzinę, nie pamiętam ich za dobrze. Kultową lalą mojego dzieciństwa był plastikowy murzynek – czarny, ze spódniczką z czerwonych frędzli (popularną ozdobą abażurów) i naklejonymi pod szyją czerwonymi koralami. Nie pamiętam, czy takiego miałam, ale widywałam go w wielu miejscach.

Miałam nie więcej niż 4 lata, kiedy Mama kupiła mi pierwszą lalkę. Miała ona ze 30-40cm wzrostu, zamykane oczy z czarnymi rzęsami i białe włosy. Pamiętam też mniejszą i chudszą, o krótkich brązowych włosach. Prawdziwym moim skarbem stała się wówczas przywieziona z Białorusi przez moja babkę tzw. lalka, która mówi „mama”. Blondynka w amarantowej sukience – kreacja szybko się rozpadła. Spędziłam z tą lalą wiele miłych chwil, odeszła kilka lat później, kiedy w sposób nienaprawialny odpadła jej w końcu ręka. Inne dzieci wyciągnęły ją z osiedlowego śmietnika i zdemontowały do cna, a mi było przykro.

Będąc w zerówce dostałam od Mamy śliczną lalę-dzidziusia. Głowa i kończynki były gumowe, reszta szmaciana. Miałam też świetną kołyskę dla dzidzi, becik i wózek-spacerówkę. W dom bawiłam się najczęściej właśnie dzidziusiem i lalą mówiącą „mama”.
Pamiętam też brunetkę w sukni ślubnej i drugą, podobną do panny młodej, Carmen o czarnych lokach udekorowanych różami i w czarno-czerwonej obfitej sukni. Była także mała ruda Iwonka i kilka innych, które jednak nie zapadły aż tak mocno w pamięć.

Będąc bodajże w zerówce, zobaczyłam w domu kuzynki Fleur i od razu zapragnęłam takiej samej. Pamiętam wyprawę do Pewexu, kiedy rodzice zgromadzili już potrzebne fundusze w obcej walucie :-). Moja Fleur była blondynką. Miała na sobie różową bluzkę i turkusowe spodenki za kolano oraz czarne szpilki z kwiatkiem. Do tego rodzice zafundowali mi dodatkowe ubranko. Do wyboru miałam dwa: suknię ślubną i komplet bielizny. Wybrałam to drugie, nie wiem dlaczego 🙂 Fleur stała się sensacją pośród moich znajomych i kuzynek. Każda chciała ją dotknąć, uczesać. Lalka szybko straciła rzęsy i większość włosów oraz gumowe palce u jednej z rąk. Nie przeszkadzało mi to. Przepadałam za zabawą tą lalką i za szyciem dla niej ubranek. Jakie były, takie były, ale Fleur nigdy nie narzekała.

Kiedy byłam w drugiej klasie podstawówki, wiele moich rówieśniczek spodziewało się Barbie pod choinkę. I ja dołączyłam wówczas do grona podekscytowanych ośmiolatek. I rzeczywiście. Pod choinką leżała Barbie Fashion Play, blondynka o niebieskich oczach i czerwonych ustach odsłaniających białe zęby w uśmiechu, ubrana w sukienkę, która zawsze wydawała mi się nieco dziwna. U góry biała, z odkrytymi plecami, od pasa rozkloszowana czerwona spódnica w białe maziajki. Do tego buty na szpilce, które szybko popękały.

Barbie, tak jak poprzednio Fleur, robiła furorę, choć nie była już taką rzadkością, jak poprzedniczka. Zaczęły pojawiać się też różne lalki no-name, np. lalka Agata, zdaje się produkcji polskiej. Za jakiś czas mama kupiła mi, chyba polską, Lizę. Lalka zrobiona z cienkiego plastiku, o dużej głowie i niezbyt ładnej twarzy, długo nie zabawiła w moich zbiorach. Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki w Peweksie pojawiły się Diany i to dopiero był hit! Tata zabrał mnie na zakupy zupełnie znienacka, pewnego całkiem zwyczajnego dnia. Diana występowała w trzech wariantach – podobna do Barbie blondynka, szatynka i brunetka o baaaardzo długich, prostych włosach. Moja Diana była piękna! Pomijając subtelną twarz i cudowne czarne (jaka to rzadkość wtedy była) włosy, lala miała superstrój. Amarantowa kurteczka a la ramoneska ze złotymi łańcuchami. Amarantowe rajstopy (zaraz się podarły). Złote szpilki (z których wkrótce oblazła farba :-). No i ta sukienka, ach! Opalizujący, jasnoróżowy materiał przypominający lamę. Do tego złota biżuteria. Była to moja ulubiona i najładniejsza lalka. Obecnie nie ma już ze mną ani Diany, ani Taty…

Jakiś rok po Dianie tym razem sama uzbierałam pieniądze na kolejną lalkę – Skipper. Krótko po jej kupieniu moje dzieciństwo legło w gruzach – rozpoczął się burzliwy rozwód moich rodziców. Wkrótce trafiła do mych rąk pierwsza rozwodowa lalka – Barbie Benetton. Zapewne nie trzeba jej nikomu przedstawiać. Niebywałą zaletą tej lalki było posiadanie masy ubranek, które można było łączyć w rozmaite kompozycje. Jakiś czas później dostałam Barbie Hawaiian Fun. Miała opaloną buzię i długie włosy. W międzyczasie przybył jeszcze ciemnowłosy klon Kena – Frank oraz Jessica kupiona na dworcu centralnym w stolicy. Lalka wykonana była z cienkiego plastiku, a jej włosy przymocowane zostały do głowy jedynie pośrodku, ale miała ładna twarz ciekawą sukienkę, bardzo mi się podobała.

Przedostatnią lalką od Taty był Ken Hawaiian Fun. Po nim do lalkowej rodzinki dołączyła jeszcze Pamela Love, blondynka z loczkami z kolekcji bodajże paryskiej. Lale z tej serii miały czarno-białe sukienki w kropki. Jako ostatnia przybyła do mnie Midge z serii Beat. Był to prezent imieninowy.

Kilka lat później oddałam moje lalki młodszej kuzynce, a ta wkrótce przekazała je następnej. Wydawało mi się wówczas, że jestem na nie za duża, za stara, nie potrzebuję ich, nie wypada mi ich potrzebować. Po cichu jednak zawsze wzdychałam do lalek na sklepowych półkach.

Midge okazała się jednak nie być moją ostatnią lalką. Będąc już kawałek po dwudziestce zachłysnęłam się zachwytem nad niebieską Barbie Fairytopia w Tesco, na co mój mąż tylko się uśmiechnął, ściągnął lalkę z półki i włożył do wózka z zakupami. Siedziała sobie jakieś 6 czy 7 lat sama na półce, za towarzyszy mając jedynie książki i bibelociki. Od pewnego czasu ma już gromadkę przyjaciółek 🙂

Poniższe zdjęcia lalek pochodzą z internetu: