Siostrzana wataha – Clawdeen, Clawdeen i Klaudyna

Od dziecka mam słabość do psowatych wszelakich, gdybym miała być kiedykolwiek zwierzęciem, to najchętniej wilkiem. Nietrudno zgadnąć, że wobec tego z Monster High najbardziej podobają mi się lalki Clawdeen 🙂 Najnowszą WonderWolf już widzieliście. Pierwsza była natomiast piżamkowa, z drugiego rzutu serii, bez stojaczka. Trafiła się mi krzywooka, ale darowanemu wilkołakowi nie zagląda się przecież w oczy 😀 Lalka ma ładne włosy, zabawną piżamkę z motywem wilczej łapki oraz puderniczkę w kształcie tejże. Do tego żarówiaste kapcie-potworki. Fajnym detalem jest ucho, z którego na noc zdjęto kolczyki, widać zarys dziurek 🙂

clawdeenZanim pojawiła się WonderWolf, w sklepie z zabawkami dorwałam uszatego klonika Monster Girl za 10zł. Biorąc pod uwagę wyżej wspomnianą słabość do psowatych i przystępną cenę, klon znalazł się szybko w moim domu. Szczyt artykulacji to to nie jest. Rączki chodzą góra-dół-boki, patyczkowate nóżki zginają się na dwa. Stópka wielkości barbiowej, ciałko drobniejsze. Włosy związałam gumką, ponieważ są rootowane w dużych odległościach, a koło uszu robiły się łyse placki – tam włosów nie ma. Niemniej jednak mają ładny kolor.

klon1Lalka odziana jest w swoje własne buty. Sukienkę uszyłam ze skarpetki 😛 Pseudociuszek, w który ubrana była wilczyca-klonica, nie zasługuje na pokazywanie. Po odzianiu Klaudynka dorobiła się jeszcze piercingu w prawym uchu z profesjonalnego stalowego kolczyka, który dla mnie okazał się stanowczo za mały. Na lalce prezentuje się świetnie. Rzekłam 😉

klonKlaudyna ma staranny makijaż i całkiem ładną twarz. Oczy i głowa są nieco bardziej okrągłe niż u Monster High, lalka jest ponadto niższa od nich, dlatego świetnie pasuje na młodszą siostrę 🙂

sistersPrawda, że urocze z nich rodzeństwo?

werewolfsistersTrzy siostry w komplecie 🙂 A na koniec mój własny, osobisty psowaty – Ein.

Zdjęcie052

Clawdeen w hołdzie popkulturze

Żyjemy w czasach postmodernizmu, dekonstrukcji i intertekstualności. Wszystko wolno, bo wszystko już było. Oryginalność polega na łączeniu starych elementów w nowe całości. Czasem wychodzi z tego chłam, który jedynie niedouczony snob mógłby nazwać sztuką. Innym razem powstaje mały cud, pomnik popkultury, nieodrodny znak naszych skomplikowanych i aż za ciekawych czasów.

Kiedy ją ujrzałam na półce w Auchanie, mentalnie padłam na kolana i zawyłam z czystego zachwytu. Clawdeen Wolf, plastikowa córka wilkołaka o figurze źle odżywianej nastolatki. Już samo połączenie barbiowatości z jedną z klasycznych istot konwencji grozy i wysłanie jej do liceum, gdzie funkcjonuje jak typowa nastolatka, wydaje się dość szalone. Okazuje się, że można iść jeszcze dalej, wycisnąć z popkultury więcej. Z wilkołaczki-licealistki można wszak zrobić jeszcze superbohaterkę. Tak powstała Wonderwolf (skojarzenia z Wonder Woman jak najbardziej uzasadnione).

superwolf2

Wizualnie lalka jest porażająca, ale trudno nie zachwycać się jej złożonością. Figura odzwierciedla dzisiejsze trendy w kwestii wyglądu, a także może wskazywać na pewne problemy z postawą i proporcjami 😛 Twarz o niezbyt kaukaskich rysach przypomina piosenkarkę Rihannę, jedną ze współczesnych ikon damskiej urody. Fryzura pamięta lata 80-te, a zielone pasemka w niepokornej czuprynie przywodzą na myśl skojarzenia z subkulturą punk. A to wciąż nie wszystko.

Strój, jak przystało na superheroinę, nie ogranicza ruchów będąc ubiorem dość skąpym, rzec można seksistowskim, ale niby czemu dziewczyna miałaby się krępować swej urody? Do komiksowej konwencji marvelowskich superbohaterek ubranko przystaje jak ulał (komiks o przygodach WonderWolf jest zresztą dołączony do lalki). Dodatki natomiast – buty, bransoletki i przede wszystkim tarcza – odsyłają nas w daleką starożytność, w czasy gladiatorów. Całość wpisuje się w starą, dobrą tradycję kiczu 🙂 Trudno, by Clawdeen w tym wydaniu nie zachwyciła gorącej zwolenniczki i samozwańczej badaczki popkultury. A jak Wam się podoba?

superwolf superwolf1

Grzebiąc w nosie Spectry, czyli jak (znów) podkusiło mnie na Monster High

Tak, wiem. Deklarowałam swego czasu, że nie kupię więcej MH, ze względu na kasowanie przez Mattel zawrotnych sum za niedokładnie wykonany towar. Jednak stojąca na carrefourowej półce Spectra Vondergeist z nowej serii wydawała się nie mieć żadnych wad, a chrapkę na tę lalkę (w wersji bezgrzywkowej) miałam od dawna. Wyoglądałam ją ze wszystkich stron na tyle, na ile pozwala pudełko, a poza tym w sklepie była tylko jedna i to w niezawrotnej cenie.

Gapiłam się na nią tak długo, aż się spociłam, stojąc obok półki w kurtce i czapce. W końcu wrzuciłam lalkę do koszyka, mimo że jedną dziurkę od nosa Spectry zatykało coś czarnego. Się wygrzebie, pomyślałam. Przy okazji obczaiłam pozostałe dostępne lalki z serii. Draculaury, jak jeden mąż, miały fatalnie namalowane zęby – biała farba rozlała się w zagłębieniu między wargami, przez co lalki wyglądały jak umazane pastą do zębów. Abbey natomiast miała uszkodzony malunek ust…

Spectra, która podoba mi się z powodu bycia duchem, poważnego wyrazu twarzy i przezroczystych kończyn, dała się wyjąć z pudełka nad podziw łatwo i zupełnie niedenerwująco. Wyciągając lalki z opakowań zwykle pomagam sobie nożykiem do tapet, a że ostry jak sam szatan, robię to powoli i uważnie – głupio by było zalać krwią nową lalkę. 😛 Po odcięciu wszystkich gumek, linek czy jak je nazwać, zajęłam się nieszczęsnym nosem Spectry. Czarnego paprocha dało się wygrzebać końcem nożyka już przy minimum wygibasów i twarz stała się nieskazitelna, trzeba przyznać, że makijaż jest równo nałożony, a na białej (trupio) twarzy nie ma śladu choćby najmniejszej plamki. Za to znalazłam jedną na podbródku, grrr!

Co do reszty: prawa ręka ciężko się zgina w łokciu, tak jakby części zostały złączone zbyt blisko. Plastikowa biżuteria jest beznadziejna – naszyjnik nie leży, a bransoletko-karwasz najprawdopodobniej trzeba będzie rozciąć, chcąc się go pozbyć. No i te włosy. Fioletowe, to akurat fajnie, szkoda tylko, że lwia część ciemniejszych pasm została ukryta pod spodem. Do tego włosy z tyłu przycinała najwyraźniej średnio zdolna, początkująca fryzjerka z zerówki, co wzbudziło moje podejrzenia, że do produkcji MH Mattel wykorzystuje dzieci. Niektóre pasma sięgały niemal do kostek, co nie wyglądało dobrze. Pasmo z przodu związane było gumką, po jej rozpracowaniu okazało się, że część włosów pogniotła się i ułożyła w dziwny pseudo-lok. Po wyczesaniu fryzura wygląda dobrze z przodu, tyłowi raczej nic nie pomoże. Niech zatem spoczywa biedak w spokoju.

Trzeba przyznać, że ubranko Spectra ma fajne, to trzecia, obok pięknej duchowej twarzy i zanikających kończynek, zaleta lalki. Buty są gumowe, co okazuje się dobrym rozwiązaniem, sztywniejsze mogłyby nie współpracować. Generalnie jestem zadowolona z zakupu. Na pewno wyszło lepiej niż w przypadku sprezentowanej przez męża Clawdeen, która ma krzywo namalowane oczy – jedno jest wyraźnie wyżej i mija się nieco z wypukłym kształtem na moldzie. Jak mnie to krzywe oko denerwuje! Ludzieeee… Widać Mattel ciśnie pracowników na ilość, nie na jakość, które to podejście nieodmiennie mnie smuci.

spectra

spectra1

spectra2

spectra3