Tłusty Czwartek

To mój trzeci Tłusty Czwartek w UK, ale pierwszy, w który dorwałam pączki. W pozostałe się nie złożyło z różnych powodów. Oczywiście nie oznacza to, że nie jadłam trzy lata pączków 🙂 Ostatnio warunki nie napawają radością i optymizmem, tym ważniejsze staje się robienie sobie małych przyjemności. Po pracy zajrzałam więc do Tesco i do polskiego sklepiku. Ż żadnego nie wyszłam z pustymi rękami 😀

Poza kotami znalazło się kilkoro plastikowych amatorów na moje słodkości! Nic w tym domu się nie da zrobić, przy okazji nie ściągając na siebie uwagi 😉

RM zainteresował się pączkiem z polskiego sklepiku (nawiasem mówiąc dziwnie suchym. Może leżał tam od wczoraj 😛 ) i postanowił dyskretnie ściągnąć go z talerza.

Dal Fiori w zamyśleniu analizowała pokrętne kształty faworków, bardzo zresztą smacznych, jak na kupne.

Analizom nie było końca. Jeden woli pączki z budyniem, dla drugiej to świętokradztwo, bluźnierstwo i zamach na tradycję 😛 Trzecia najpierw musi dokładnie przeliczyć kalorie korzystając z pięciu pierwszych kalkulatorów kalorii, które wyświetlą się w przeglądarce. A czwarta tak naprawdę wolałaby schabowego, ale głupio się przyznać 😉

A tam kalorie, na trening przecież idę… tego dużego sobie sięgnę…
OMNOMNOM!!! Oj, dobry był…
Nieee, raczej nie zjem tego (skrycie kocham schabowego)!

Pączkujcie tam sobie spokojnie i do następnego wpisu 🙂

Siłaczka

Lalki z mattelowskiej serii WWE (World Wrestling Entertainment) pierwszy raz zobaczyłam nie tak dawno na blogu u Inki. Od razu mi się spodobały, zwłaszcza ich kolorystyka oraz umięśnione ciałka. Mimo że to mattelki, nie wiążą się z nimi żadne sentymenty, tak jak z Barbie, więc od razu zapałałam chęcią zapoznania się bliżej z tym produktem. Nie od razu zaskoczyłam zresztą, że to produkty Mattela. Na wrestlingu się nie znam, w latach 90. czasem oglądałam go w tv po lekcjach, głównie starając się rozpracować, na czym polega atrakcyjność tego dziwnego widowiska. Zostało mi w głowie tylko jedno imię z tamtych czasów – Undertaker. Nie przypominam sobie też żadnych kobiet na ringu. Czy wrestlerki już wtedy istniały, nie wiem. Dobrze, że istnieją teraz 🙂

aliciaMoja lalka, za której pojawienie się u mnie w kolekcji odpowiada Ewa <3, prezentuje wrestlerkę Alicię Fox. Podobieństwo do żywego oryginału nie jest powalające, ale chyba nikt się tego nie spodziewał za playline’ową cenę. Podobają mi się oczy i uśmiech lalki, który odbieram jako wyrażający pewność siebie.

alicia2alicia3

Jak widać, Alicia stoi sama, a to dzięki dużej stopie (znacznie większej niż u Barbie) i płaskiej podeszwie. Wyraźnie widać jej atletyczne kształty. Nóg ani rąk z pewnością nie da nazwać się wychudzonymi 🙂

alicia4

Umięśniona sylwetka niczego jej nie ujmuje, w kwiatkach prezentuje się tak samo dobrze, jak bardziej tradycyjnie kobiece lalki. Kwitnący rzepak w tym tygodniu równie pięknie pachnie miodem ❤

alicia5

Ubranko, jakie jest, każdy widzi – małe i skromne, ale tu znów kłania się cena. Włosy prezentują się całkiem znośnie, nie próbowałam ich rozczesywać. Głowa jest dość miękka, ale nie w całości, podejrzewam, że zawiera niestety odrobinę kleju.

alicia6

Kwiatki kwiatkami, ale o formę trzeba dbać 😉 Wiszące zdjęcie z dedykacją, jak zawsze, dla Ewy 😀

alicia7alicia8

Fajna jest, cieszę się, że ją mam. Obejrzałam pozostałe dostępne obecnie na angielskim Amazonie i, no cóż, są jeszcze inne, które mi się podobają, ale może wytrzymam bez kupowania ich 😀 Niektóre mają drugie ubranko w zestawie, ale to często wręcz podwaja cenę. Rozmiar nogi wrestlerek może przesądzić o ich (nie)popularności, jak wiadomo im bardziej uniwersalna lalka pod względem akcesoriów, tym lepsza sprzedaż. Biorąc jednak pod uwagę staż Mattela na rynku, raczej wiedzą, co robią.

Na koniec proszę się przyznać, kto na widok tytułu wpisu pomyślał o Żeromskim 😀