21.Woda

Jak woda, to chyba oczywiste, że co najmniej toaletowa? Przecież nie z kranu! Zresztą królowa zażywa kąpieli wyłącznie w mleku.

 

Bleee, co za fetor!

No dobrze. Ewentualnie te się do czegoś nadają, ale to i tak dużo poniżej moich oczekiwań!

Nefera znowu wepchnęła się przed aparat 🙂

20.Zboże

 

Do tematu najbardziej pasowała mi Pocahontas z bajki Disneya. Nie mogę powiedzieć, bym była fanką tej postaci. Bajki nie oglądałam, treść kojarzę, postać sama w sobie jest mi znana. Lalka natomiast należy do wyjątkowo uroczych. Ma bardzo ładną twarz i włosy. Sukienka, jak widać, nie do końca chciała współpracować 🙂

19.Zapałki

En garde, Operetta!

„There can be only one!”

Królowa jest tylko jedna,
cóż że baba z niej wredna,
ładnie wychodzi na zdjęciach,
pozwólmy jej na małe przegięcia.

Cudna z niej modelka,
choć jędza i zołza wielka,
zbyt zadowolona z siebie,
lecz nie zawiedzie fotografa w potrzebie.

Żyj, Nefero, tysiąc lat,
u stóp Twych klęka cały świat!

Ale mi się ostatnio rymuje 😛

17.Nici

Wampiry jakoś nigdy specjalnie mnie nie kręciły. Zupełnie nie trafia do mnie ten ich mroczny urok, czy czym tam one epatują. Wampiry toleruję najlepiej w wersji potwór-do-zabicia, mimo że czasem zdarza mi się wzruszać pod wpływem ich historii i bywa,
że one też zbierają lalki (o tym kiedy indziej). Ale takiej Draculaurze to się kołek w serce należy bez dwóch zdań! Kołek, główka czosnku i woda święcona!!! Krew mnie zdążyła zalać kilkakrotnie, zanim mogłam zrobić te cholerne zdjęcia z nicią…

Urocza Draculaura stała sobie spokojnie na półce, roztaczając swój dziewczęco-nieumarły urok, ramię w ramię z Clawdem Woolfem (wszak wilkołak to Zupełnie Co Innego niż jakiś taki wampir :-D), kiedy zachciało mi się zrobić z niej bohaterkę zdjęcia.Jej wystające zęby pasowały do tematu.  Niestety prawa ręka się nie zginała i nie mogłam jej upozować, a przez ubranie nie było widać powodu. W mordę, myślę se, będę tak szarpać, to jeszcze urwę. Trzeba zdjąć jej tę sukienkę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. I tak utknęłam… a ściślej mówiąc utknęły dłonie Draculaury w bardzo ciasnych, jak się okazało, rękawach.

Przeszły przez mankiety w tył, w przód już nie chciały z powrotem z powodu szerokiego rozstawu palców. Dopiero pośrodku rękawa olśniło mnie, że trzeba na chwilę wyjąć dłonie. Dobra, jedną wyjęłam, druga wyrwała się sama, tak mocno utknęła w rękawie. Szlag by to… Popchnęłam dłoń  ołówkiem, przeszła, ale dopiero wtedy zauważyłam, że w stronę mankietu, przez który przecież nie przełazi… Nieeeee!!! Z bijącym sercem wyrwałam ją w końcu ze środka kleszczykami do zaciskania drutu. Cała? Uff, cała. Wejdzie na miejsce? Weszła. Dżizas… Co to będzie, kiedy jakieś dziecko zechce przebrać nieszczęsną lalkę?

Całą operację utrudniała obficie porośnięta czarno-różowym włosem, przez co nadspodziewanie ciężka, głowa Draculaury (to chyba moja najcięższa monsterka). Przy tym cały czas gapiła się na mnie tym cielęco-rozbrajającym spojrzeniem, jakby chciała spytać: za co? Czemuś, Mangusto, urwała mi rączki? Kiedy już udało mi się ubrać ją z powrotem i ustawić dłonie, nie chciała dać się przypiąć z powrotem do stojaka. Zamorduję, słowo daje!!! Spadły buty, założyłam z powrotem, wtedy odpadła podłużna część stojaka, wcisnęłam na miejsce, Draculaura wygięła się dziwnie i wszystko runęło. Jejkuuuu! Końcem końców jakoś się jednak udało bez strat w ludziach i lalkach 🙂

 

15.Okulary

Bomba!!!

Okulary prezentuje Barbie Western Stampin’ 1993, kupiona w stanie nienaruszonym razem z całym pudłem lalkowego śmiecia woniejącego ostro piwnicą, ze wszystkimi dodatkami (szczotka, ostrogi-pieczątki, których nie umiem założyć na buty i tusz do ich odbijania). Czysta, bezwonna, włosy w stanie idealnym, 100% biżuterii na swoim miejscu, strój kompletny i niezniszczony. Nie znałam wcześniej tej lalki, gdybym znała w dzieciństwie, na pewno chciałabym mieć 🙂 Dla mnie Western Stampin’ to kwintesencja barbiowatości. Ona ma wszystko, co czyni Barbie z Barbie, począwszy od słodko uśmiechniętego superstara, przez jasne karbowane włosy do ud po krzykliwe ubranko w stylu country z megakrótką spódniczką i drobiazgowo dopracowanymi detalami. Można się na śmierć zapatrzeć w tę twarz dziewczyny z sąsiedztwa 🙂 Barbie Western Stampin’ ma to wszystko, za co małe dziewczynki tak kochają swoje lalki. Nie można odmówić tej Barbie pewnej dawki kiczu – turkusowa kurtka z frędzlami, srebrna mini i wielkie kolczyki w kształcie… butów kowbojskich kojarzą mi się tak jakoś wiejsko. Texas, farma, ujeżdżanie, żucie tytoniu – te sprawy 🙂 Bardzo się cieszę, że ją mam i że taki z niej mint 😀

Okularów ci u mnie dostatek, tak korekcyjnych, jak i słonecznych, jednak czerwone serducha są moimi ulubionymi, dlatego musiały trafić na zdjęcie. Fotografując, z przyczyn zrozumiałych zaczęłam sobie nucić pod nosem Heart-shaped Glasses
Marilyn Manson. Refren pasuje do sytuacji jak ulał 🙂 :

Don’t break, don’t break my heart, 
and I won’t break your heart shaped glasses
Little girl, little girl you should close your eyes, 
that blue is getting me high. 

Okazuje się, że Barbie i Manson mają sporo cech wspólnych. Oboje są istotnymi elementami, a nawet ikonami, amerykańskiej popkultury. Są przerysowani do pewnego stopnia i prezentują swego rodzaju archetypy (choć to może za mocne słowo), uosabiają konkretne cechy, z którymi można się identyfikować.

Widać, że podobni, czyż nie? 😛

A teraz podziwiamy Barbie Western Stampin 😀

Zarąbiste włosy – ach! och!

Link do zdjęcia, na którym dobrze widać kolczyki: http://www.flickr.com/photos/68339722@N07/6385347469/lightbox/

😀

14.Chmura

Akurat o chmury we Wrocławiu obecnie nietrudno. Na ich tle szczególnie dobrze prezentują się skrzydlate wróżki, nawet jeśli nie prawdziwe, tylko gumowo-plastikowe.Tę pannę z bajki Disneya (zakładam, że ma jakieś imię, po prostu ja go nie znam) dostałam od mężuszka na imieniny. Co mi się tak spodobało, pomijając wróżkowatość samą w sobie? Zestawienie kolorów (czarne włosy, niebieskie oczy, amarantowa sukienka), fryzura (ach, ten loczek na grzywce) i szpiczaste uszka. Skrzydełka są częścią sukienki, przez co wróżka staje się bardziej uniwersalna. Lalka zgina nogi i to całkiem mocno. Chętnie bym coś porobiła z tymi włosami, ale obawiam się, by moje zabiegi im nie zaszkodziły 😉

Wróżkę wyprodukowała firma Giochi Preziosi, zdaje się ta sama, która produkuje lalki o długaśnych nogach, ich nazwa wyleciała mi z głowy. Koleżanka TinkerBell jest mniejsza od Barbiowatych, rozmiarem przypomina raczej Skipper. Całkiem dobrze dopasowuje się do stojaka od Top Model – Summer z dyndającymi w powietrzu nogami wyglądała dość kretyńsko, a w przypadku skrzydlatej przedstawicielki Leśnego Ludu zawisanie nad gruntem ma zdecydowanie więcej sensu 🙂

To takie niebieskawe nad dachem po prawej na powyższym zdjęciu to słynny wrocławski Sky Tower. Od kiedy postawili cholerstwo, nie można się od niego uwolnić. Wszędzie wystaje. Galeria W Sky Tower jest, delikatnie mówiąc, beznadziejna, zarówno pod względem estetycznym, jak i towarowym, np. nie ma Empiku ani sklepu z zabawkami, są za to sklepy z drogimi ciuchami i dodatkami. Jedyne, co dobre, to całkiem fajna restauracja meksykańska i Yogo Planet – mrożone jogurty z dodatkami na wagę. Mniam!

A tutaj wróżka jeszcze w pudełku:

A tak poza tym nie mogę doczekać się jutra! Jutro razem z okularami zaprezentuje się jeden z moich największych skarbeczków! 😀

13.Lato

 

Lato, takie raczej kalendarzowe, prezentuje Frankie Stein z serii limitowanej, czyli moja czwarta Monster High 🙂 Miałam lepszy pomysł na zdjęcie – piknik przy basenie wszystkich moich lalek plażowych. Niestety pogoda kilka dni temu wypięła się na Wrocław. Frankie limitowana, której wszędzie pełno (na czym zatem polega limit?), jest już ozdobą co najmniej kilku kolekcji, więc nie trzeba wystosowywać epistoł na ten temat. Jak widać zostawiłam jej na głowie fabryczną skorupę, lubię ją w tym hełmie. Chętnie sprawiłabym sobie jeszcze jedną pannę Stein, taką w typowych Frankowych barwach z dwukolorowymi oczyma.

12.Oko

Jeśli oko, to Lagoona, bo któż ma piękniejsze oczy niż ona? Nie jestem zadowolona z jakości tego zdjęcia, jednak dziś harmonogram mam dość napięty i nie bardzo mogę przesiadywać na kompie. Ale i tak się cieszę, że udało mi się coś wymyślić bez epatowania okiem własnym 🙂