Operacja Mariposa czyli o tym, jak mąż z żoną lalkował

Mariposa marzyła mi się od pewnego czasu – raz, że wróżka, dwa, że Mackie 🙂 Rzadko kiedy udaje się ją kupić ze skrzydłami, a bez nich robi się kłopotliwa. Na jej plecach zostaje wtedy bezużyteczny różowy mechanizm wielkości plecaka :/ W sobotni wieczór zabrałam się za przeglądanie zawartości kosza z lalkami, planując kolejną fazę wyprzedaży. Ułożyłam na łóżku wszystkie oczekujące tunningu wróżki i zaczęłam od Mariposy.

Poprosiłam męża o pomoc w pozbyciu się „plecaka”. Najpierw kazał sobie podać obcęgi. Ciągnął różowy plastik we wszystkie strony bez większych rezultatów, aż w końcu udało się powyrywać ruchome elementy. W tak powstałą dziurę włożył śrubokręt i próbował podważyć resztę. W końcu zażądał piły. Przyniosłam mu taką cieniutką z bardzo ostrymi zębami. Na widok ostrza przesuwającego się bardzo blisko jego palców odczułam tchnienie grozy. Dobra, zostaw, mówię. Nie – on na to. – Teraz już tego nie robię dla ciebie. Teraz mi zależy, żeby to wyjąć. To sprawa między mną a Barbie! No i załatwił tę sprawę. Popiłował, podważył, pociągnął, cały mechanizm wyleciał. W plecach Mariposy ziała ogromna dziura, którą zalepiłam glinką modelarską. Teraz oczekuje na nowe skrzydła 🙂

mariposa

A mąż tak się rozochocił operacją, że zaproponował mi wspólne pokrojenie człowieka następnym razem 😉 😛

Zachęcam do zaglądania do zakładki Szukają nowych domów. Do adopcji m.in. Ellowyne Wilde i Dynamitki 🙂

Reklamy

32 thoughts on “Operacja Mariposa czyli o tym, jak mąż z żoną lalkował

  1. wow – nie ma to jak współpraca małżeńska 🙂
    ale tekst „to sprawa między mną a barbie”
    na dłuuugo pozostanie w mej głowie – a te
    skrzydła masz czy jakiś potrzebujesz – mam
    na zbyciu po Hannah z Ursusa np. ♥

      • toż w tonie wielkeigo uznania piszę – wierz lub nie –
        moja porcelanowa Leśna Dama nadaremno czeka
        na skrzydła ode mnie – bo też założyłam sobie jakże
        ambitnie, że wszystko sama uplotę – ale chyba tylko
        plotę androny – bo jakoś czas leci, a skrzydeł mej Pani
        jakoś jakby brak…

        więc, ten tego – podziwiam i będę podglądać kunszt –
        nie bójmy się tego słowa – kunszt i fenezję – słowem –
        Kobieto – inspiruj mnie!

  2. Pan M staną na wysokości zadania i sprostał wyzwaniu 🙂 Czekam niecierpliwie na skrzydełka co by wróżka mogła znowu latać.

  3. Mój Mąż również przeprowadził operację amputacji plecaka Mariposy 🙂
    Przyznaję się , urywam skrzydełka niektórym Wróżkom, bo niedobra ze mnie kobieta :/
    Oddzieliłam skrzydła od Migdałki, bo nie mogłam jej umyć włosów 😦

  4. Ma piękne oczy:)
    To sprawa między mną a Barbie- uśmiałam się:) Na takie operacje mój mąż się dziwnie patrzy i mówi – zaczynam się ciebie bać:)

  5. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Jedne skrzydła oddała, a drugich ni mo! Pani, co to za biznes kiepski? Lepiej by oddała brokat ze ślipiów i ust (ale może się przy odrobinie szczęścia sam obsypie):P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s