Skutkiem prokrastynacji…

…otworzyłam dziś ponad dwadzieścia pudełek, głównie zawierających My Little Pony w rozmaitych odsłonach. Jak już wspominałam kiedyś, moje lalki (czy kuce), potrafią odstać swoje, zanim się do nich zabiorę. Niektóre z dziś rozpakowanych odstawały w ten sposób nawet od grudnia. A ponieważ odwiedziłam dzisiaj jedno z miejscowych CH w poszukiwaniu kaktusów i doniczek, wróciłam do domu z torbą wypchaną tymiż, mocno przemnieszanymi z dobrami nieroślinnymi, jakkolwiek to wszystko brzmi 😉 Naprawdę nie miałam więcej miejsca na kolejne pudła, zasiadłam więc do rozpakowywania prezentów 🙂 Zajęło to około 45 minut, i tak mniej niż zakładałam na ten widok:

mlp

Tyle tego było, blisko pół małżeńskiego łoża 😀

mlp1

Bez pudeł zdecydowanie mniej, ale i tak mało co weszło na ekspozycję :/ Z drugiej strony może to i dobrze…

mlp3

Opakowania, nieekologiczne wielce, zajęły trzy reklamówki wykorzystane ponownie, czyli ekologicznie 🙂 Prawdopodobnie będę zmuszona wynosić je na raty, bo mogę się nie zabrac na jeden raz 😀

mlp2

Oczywiście nic nie dało się zrobić bez obecności chociaż jednego kota. Miau, miau, miau, ja tu teraz będę spał 😛

mlp4

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia – jeden ze standardów Mangustowa 😉

Kaktusy i doniczki też przyniosłam 🙂 I jeszcze coś. Nie wiem, cóż to za stworzenie Schleich wymyślił, ale przykleiło mi się do rąk od pierwszego wejrzenia:

schleich

Rozumiecie mnie, prawda? 🙂

Advertisements

45 thoughts on “Skutkiem prokrastynacji…

  1. przyfilowałam jakiegoś półprzezroczystego ponka –
    oczywiście jestem go ogromnie ciekawa 🙂
    i jeśli jest jakiś czarny – tym bardziej me oczy pragną
    czarnych wrażeń 🙂

    uszate stworzonko prześmieszne – jak skrzyżowanie
    gremlina z kotopsem – zwłaszcza z takim latającym
    jak z „Niekończącej się opowieści”

    • Czarna jest tylko mała Nightmare Moon. Mao jest czarny 😉 Oglądałam Niekończącą się opowieść kilkanaście razy, ale nie wiem, co mozesz mieć na myśli. Z latających to mi się na pewno Falkor kojarzy i taki jeden nietoperz 🙂

  2. Zwierzątko od Schleicha to dziwacznie pokolorowana lisiórka z „Nausicaä z Doliny Wiatru”

  3. Słodziutki jest ten ostatni stworek, strasznie mi się podoba i na pewno nie przeszłabym obok niego obojętnie (te uszy!) 🙂 Także w pełni Cię rozumiem. Niezła stajnia Ci się uzbierała 😀 Ciekawa jestem czy zmieściłabyś swoje wszystkie kuce w jednym kadrze 😀

  4. Trochę mnie w fotel wbiło od ilości dobra i kolorystyki 🙂 I tak sobie myślę – jakiż to byłby efekt gdyby to jeszcze strugami ketchupu udekorować! Hyhy i zasmażka 😛

  5. Rozumiemy i z sentymentem wspominamy czasy, kiedy mogliśmy, bo w przyszłym roku przeprowadzka i trzeba ciąć lalkowe koszty na rzecz przyszłych inwestycji meblowo-mieszkaniowych. Ja bym tam mogła jeść z deski do prasowania i spać na materacu, ale rodzina mnie przegłosowuje 😉 Ciekawa jestem co myślisz o tych dwóch Evi? Murzynka jest spoko, ale ta skośnooka jakaś taka mało skośnooka…

  6. To cala kolorowa stadnina. W Stanach te koniki sa tez bardzo popularne. Moja dorosla corka je kolekcjonuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s