Wspominkowo – lalkowe zabawy sprzed lat

Lalka, jaka jest, każdy widzi. Co się z nią robi, też każdy wie: ubiera, czesze, karmi, przytula, wozi w wózku. Lalce przeważnie po prostu się mamuje. Ewentualnie można ją jeszcze posadzić przed sobą w towarzystwie innych lalek i miśków i całą gromadę nauczać 🙂 Da się ją umieścić w innym świecie, gdzie przeżyje rozmaite przygody wraz z innymi zabawkami.  Można także próbować zmienić lalce przynależność etniczną za pomocą mamowej szminki… ekhem, nieważne.

Jedynymi lalkami, którym nie mamusiowałam choćby okazyjnie, były właśnie wszelkie barbiate. W moim otoczeniu istniały dziewczynki, które potrafiły z cycatej lalki z makijażem zrobić bobaska. Moja wyobraźnia aż tak daleko nie sięgała. Barbiate, swoją postawą i urodą, narzucały całkiem inny sposób zabawy, nie chciały być biernymi zabawkami. Tą lalką się „było” bądź się nią „kierowało”. Konwencja zabawy się w zasadzie nie zmieniała, siłą rzeczy dziecko odtwarza w zabawie rzeczywistość, w jakiej żyje, bez względu na to, czy ma do dyspozycji drogie lalki, czy patyk.

Barbiatymi można było zatem bawić się w dom, z tą tylko różnicą, że nie było się mamą lalki, ale lalką-mamą na przykład. Z czasem doświadczenie dziecka poszerza się i do zabawy wkraczają nowe tematy, np. podpatrzone w filmach czy serialach. Zdarzało mi się  bawić w „Jem and The Holograms”, zwłaszcza tuż po obejrzeniu, choć nigdy nie miałam takiej lalki. Szczególnie utkwiło mi w głowie wspomnienie z odgrywania scenek z Dirty Dancing z jedną koleżanką, która uwielbiała ten film 😛 Sama bardziej lubiłam się bawić w odgrywanie Ulic w ogniu (Streets of Fire), strasznie podobał mi się wtedy Michael Pare i cedząca przez zęby chłopczyca grana przez Amy Madigan 🙂 

1207635749_streets-of-fire

diane lane

Gwiazda Ellen Aim (Diane Lane) – w tej roli Barbie

000127_26

Jej były chłopak Tom Cody (Michael Pare) – klon Kena, Frank

streets_of_fire_dafoe-300x205

Czarny charakter (Willem Defoe) – tzw. na niby

MSDSTOF EC107

Pomagierka Toma (Amy Madigan) – jakaś barbiata

StreetsofFire3

Grupa wsparcia Ellen Aim, Baby – u mnie Skipper, menadżer (Rick Moranis) – kolejny na niby

Moim Barbiatym zdarzało się czasem rozwodzić, krzywdzić, a nawet zabijać i straszyć po śmierci – wszystko z typowym lalkowym bananem na gębie. Nie przypominam sobie, żeby lalki chodziły do pracy, nie wymyślałam im karier i zawodów, zabawa najczęściej koncentrowała się wokół życia rodzinnego. Może gdyby wówczas istniały lalki takie jak obecnie seria I Can Be, bawiłabym się w konkretne zawody. Czasem lalki zamieniały się także w pensjonariuszki szkoły z internaten i knuły na siebie różne intrygi 🙂

W dom i scenki z filmów można było bawić się z każdym, miałam tylko jedną koleżankę, Donatę, z którą bawiłyśmy się inaczej, kiedy byłyśmy same na dworze. Nasze barbiate stawały się wówczas elfami zamieszkującymi okoliczne drzewa i pośród tych drzew przeżywały różne przygody. Swego czasu rysowałam (chociaż gryzdałam wydaje się określeniem bardziej odpowiednim) komiksy, których główną bohaterką była Barbie. Teraz się już nie bawię – robienie fotomontaży i dodawanie dymków z dialogami TO NIE JEST ZABAWA!!! 😛 😉

Advertisements

30 thoughts on “Wspominkowo – lalkowe zabawy sprzed lat

  1. Na barbie uzbierałam sobie pieniądze, gdy miałam 10 lat. Nigdy nie lubiłam się bawić w dom ani w dzieci. Najczęściej moja lalka przezywała różne przygody: na przykład była archeologiem, naukowcem, biologiem. Trzymała się na uboczu innych lalek. Czasem chadzała na śluby koleżanek. No i szyłam jej obrania- wiadomo…
    Po latach, gdy jadę do moich siostrzenic bawię się z nimi podobnie. Lalki przezywają rożne przygody- jadą na wycieczki w ciekawe miejsca, ratują inne zabawki z opresji, odwiedzają i leczą chore zabawki.
    Pewnie to dziwne, ale przy mnie dzieci nigdy nie przebierają i nie czeszą lalek- nie ma na to czasu- bo na lalki już czeka ciekawa przygoda.

      • Mnie zawsze wkurzało to, że moje koleżanki zazwyczaj albo czesały, albo przebierały lalki i w zasadzie nic więcej z nimi nie robiły. To było dla mnie strasznie nudne. Zazwyczaj doczytywałam sobie w szkole o jakimś ciekawy miejscu, zabytku albo czymś takim i moja lalka wyruszała na poszukiwania, żeby to znaleźć. Po drodze oczywiście miała ciekawe przygody. Oryginalna fryzura zachowała się u mojej lalki przez jakieś 12 lat. Dopiero moja chrześnica ją „uczesała” gdy ja byłam na studiach…. od tamtej pory pilnuję, żeby dzieci i owszem- ubawiły się lalkami- ale żadnego czesania i przebierania nie uznaję. Zabawne jest to, że dzieci te zabawy- wyprawy ogromnie lubią: na przykład taka wyprawa na Mont Everest (a górę „do złudzenia imituje zwykły fotel”)… albo nad morze (zrobione z niebieskiej reklamówki)… =)

      • Dzieci z natury nie potrzebuja wiele do zabawy, wpływ społeczny powoduje, że zaczynają chcieć zabawek i to zwykle nie tych najtańszych :/

  2. Czy te wykrzykniki na końcu to też jest argument? 😛

    A tak serio to ja będąc maluchem częściej marzyłam o jakiejkolwiek Barbie niż się nią bawiłam, ale jak już jakaś barbiowata (bo bawiłam się klonami) do mnie przybyła, to wyglądało to podobnie, jak u Ciebie. Zaintrygowało mnie zmienianie przynależności etnicznej szminką… Nie potrafię sobie wyobrazić nic innego niż bladą Indiankę umazaną czerwoną szminką 😛

  3. „Na niby” – to jest to:) Te dwa słowa kryją tak wiele treści:) Moje Barbiowate były dorosłe, aczkolwiek nigdy za wiele nie zdążyły się rozwinąć, bo mi i kuzynce największą frajdę sprawiało budowanie i urządzanie domku:) Jak już skończyłyśmy home makeover, to zazwyczaj lalki siadały przy stole zrobionym z filiżanki i talerzyka na kanapie z poduszki i piły herbatę;)

  4. Moja Baśka to był Święty Graal, wyjmowałam ją z pudełka okazjonalnie. Z racji stroju (Super Star w mega różowej kreacji w srebrne gwiazdki) zawsze była divą operową, znaną piosenkarką, królową pluszaków, etc… Nie czesałam jej, nigdy nie przyszło mi do głowy przebieranie jej… Do tego były przezroczyste kloniki z trzema włosami na krzyż 😀 Szycie zajmowało mi trochę czasu szczególnie na wakacjach u babci, bo jak to u krawcowej zawsze jakiś kawałek materiału się znalazł 😀 Czesać tych stworzeń się nie dało z racji właśnie „bujnej fryzury”… Z drugiej strony moją ulubioną zabawką był samochodzik. Czerwony, całkiem spory Żuk 😀 Rajdy dawały dużo frajdy 😀

    ps
    dzięki za przypomnienie bezstresowych lat dzieciństwa 😀

    • Królowa pluszaków, fajnie 😀 W sumie moje lalki też nie były jakieś poczesane nadmiernie. Obok lalek lubiłam się też bawić klockami Lego, no i czytać, pisać rysować 🙂

      ps
      nie za ma co 🙂

  5. hahahaha, tak tak – teraz przebieranie lalek to też nie zabawa tylko kreowanie nowego stylu i robienie sesji zdjęciowej 😀 u mnie poza wyżej wymienionymi przez Ciebie zabawami, dochodziło jeszcze właśnie przebieranie i potem szkicowanie (grubo powiedziane, bo raczej talentu do rysowania nie mam) tego, co lalka miała na sobie – takie „projekty”, jak to nazywałam 🙂

  6. Ja się głównie zajmowałam urządzaniem lokum dla lalek albo chociaż kleceniem mebelków czy robieniem akcesoriów :D. Łózka były oczywiście z pudełek, a pościel chowana do środka, szafka na ciuchy np. z dużego opakowania po kremie, trochę też im szyłam krzywych ciuchów. Klon Barbie miał uroczysty ślub z klonem Kena; lalki też urządzały przyjęcia, na których jadły ciasto zrobione z wykrojonego w prostokąt kawałka chleba posypanego kakao, a do tego winogrona z kwiatków o nazwie szafirki (http://pl.wikipedia.org/wiki/Szafirek). A moja największa lalka o imieniu Marysia była moją siostrą (jestem jedynaczką) :).

    • też jestem jedynaczką, ale jakoś mi do głowy nie przyszło, żeby zrobić siostrę z lalki. Za to moje lalki miały dużo sióstr i w ogóle żyły w dużych rodzinach 🙂

      • Marysią bawi się teraz moja córka :). A w sumie jak policzę, to tych lalek nie miałam zbyt wiele, z tych typu Barbie to tylko 2 klony, reszta była o bardziej dziecinnym wyglądzie. A i jeszcze chyba na roczek dostałam dużą lalkę, która miała w plecach taką jakby mini płytę winylową i mówiła wierszyki „Miauczy kotek, miau” i „Poszła Jola do przedszkola”, ale tą się mogłam bawić tylko od święta :D.

      • Leży sobie chyba gdzieś w pudełku na strychu u rodziców 🙂

      • Marysię mam nawet na awatarze na Dollsforum, a tę drugą jak znajdę w weekend przy okazji wizyty u rodziców, to zaraz sfotografuję 🙂

      • Póki co próba odszukania lalki nie powiodła się :(, ale przy kolejnej wizycie (nie-imprezowej) jeszcze raz zastanowię się, gdzie może być i będę szukać dalej 🙂

  7. Jako, że od dziecka z upodobaniem oglądałam seriale sensacyjne to i w mojej zabawie lalkami Barbie zwykle była jakaś zbrodnia. 😛 Pamiętam, że miałam pluszowego królika z długimi nogami ubranego w czerwone spodnie w paski, który z racji posiadania przeze mnie tylko 2 Kenów robił za trzeciego chłopa. Tego złego zwykle co na końcu zabawy ginął albo szedł do więzienia. 🙂

  8. Zabawy lalkami? Z dzieciństwa pamiętam zabawy w dom, szkołę, sklep. Urządzanie domków z kartonu po margarynie, albo po butach. A w wózku woziłyśmy kocięta.

  9. Moje Barbie zwykle bawiły się w „ciotki”. Tzn z jakiegoś powodu mnie i moim koleżankom wydawało się, że dorosłe kobiety mówią do siebie „ciotka” i tak już zostało! Za to pasjami bawiłyśmy się też w „Dynastię”. Te dziewczynki, które miały Barbie bądź Dianę, obsadzały swoje lalki w głównych rolach kobiecych. „Brzydka” lalka, czyli niestety moja Fleur zawsze była Alexis 🙂

    • Pamiętam ten dziwny zwyczaj, ale nigdy nie lubiłam, żeby mnie „ciotką” tytułowano. A w „Dynastię” też się bawiliśmy, ale w klasie i nie lalkami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s