Lalka Małej Księżniczki

Lalka, jako najpopularniejsza zabawka dla dziewcząt, siłą rzeczy występuje w literaturze skierowanej do mniejszych i nieco większych kobietek. O tym, jak ważne może być dla dziecka posiadanie ukochanej zabawki w trudnych chwilach, mówi między innymi Mała Księżniczka Frances Hodgson Burnett z 1888 roku. Książkę tę podarowała mi kiedyś moja mama, pamiętając ją z własnego dzieciństwa. Z początku mi się nie spodobała, ale któregoś razu zachorowałam i jakoś tak wyszło, że przeczytałam ją wtedy 4 czy 5 razy z rzędu, dosłownie – zamykałam na ostatniej stronie i otwierałam znowu na pierwszej. Powiem krótko, że jest to książka o sile charakteru, która pozwala znieść wszelkie przeciwności. Piękna książka i zupełnie niekrwawa 🙂

mala_ksiezniczka_okladka_blog

Miało jednak być o lalkach. Główna bohaterka, Sara Crewe, pochodzi z uprzywilejowanej warstwy społeczeństwa, wobec czego nic jej nie brakuje, mimo że ma tylko tatę. Ojciec wyjeżdża do Indii i zmuszony jest zostawić córkę w prywatnej szkole dla dziewcząt. Zanim wyjeżdża, udają się na poszukiwanie lalki, która dotrzyma Sarze towarzystwa w zastępstwie taty:

— Tatusiu — odezwała się Sara — gdybym co parę dni kupowała sobie nową lalkę, prędko by mi się wszystkie znudziły. Z lalkami powinno się żyć w zażyłej przyjaźni. Moją serdeczną przyjaciółką będzie Emilka.

Kapitan Crewe i miss Minchin spojrzeli bacznie na siebie.

— Któż jest ta Emilka? — zapytała miss Minchin.

— Opowiedz nam, Saro — wezwał ją ojciec z uśmiechem.

W zielonych oczkach Sary widniał wyraz wielkiej powagi i spokoju, gdy odpowiadała:

To lalka, której jeszcze nie dostałam, a którą tatuś dopiero mi kupi. Pójdziemy razem, żeby ją kupić. Dałam jej imię Emilki… a gdy tatuś odjedzie, będę miała w niej przyjaciółkę… i będę jej opowiadała o tatusiu.

Sara odnajduje swoją Emilkę:

Wiele sklepów obeszli i przyjrzeli się wielu lalkom, dużym i małym, czarnookim i niebieskookim, ubranym i nie ubranym, zanim wreszcie znaleźli Emilkę.

— Ona musi być inna od innych lalek — mówiła Sara. — Musi przede wszystkim patrzeć inaczej, tak, jak gdyby słuchała tego, co ja do niej mówię. A u żadnej z lalek nie spotkałam takiego spojrzenia.

Po wielu nieudanych próbach postanowili iść pieszo i przyglądać się kolejno wszystkim wystawom sklepowym, rozkazawszy woźnicy jechać krok w krok za nimi. Minęli ze trzy składy zabawek, nawet nie zachodząc do środka i już dochodzili do niewielkiego, bynajmniej nierzucającego się w oczy sklepiku, gdy Sara nagle wzdrygnęła się i ścisnęła mocno ramię ojca.

— Tatusiu! — zawołała. — To Emilka!

Rumieniec wystąpił na jej twarzyczkę, a w zieloniutkich oczętach miała taki wyraz, jak gdyby spostrzegła znajomą sobie dobrze i serdeczną przyjaciółkę.

— Właśnie tu na nas czekała! — rzekła. — Chodźmy do niej.

— Wiesz co, moja droga — odrzekł ojciec — mam wrażenie, że ktoś powinien nas jej przedstawić.

— Dobrze! Ty przedstawisz mnie, a ja ciebie — rzekła Sara. — Ale ja ją poznałam od razu, ledwo ją ujrzałam… więc może i ona mnie poznała.

I bardzo możliwe, że Emilka ją poznała; w każdym razie miała w oczach wyraz bardzo mądry, gdy Sara wzięła ją na ręce. Była to lalka dużych rozmiarów, lecz nie tak duża, by nie można jej było nosić na rękach; miała prawdziwe włoski, spływające dokoła niej falą złocistokasztanowych kędziorków, a nad jasnymi, siwymi oczkami kreśliły się dwa łuki gęstych rzęs, nie malowanych farbą, lecz prawdziwych.

— Tak jest — mówiła Sara, trzymając ją na kolanach i przyglądając się jej twarzy — tak jest, to Emilka!

Kupili więc Emilkę i natychmiast udali się z nią do sklepu z konfekcją dziecięcą, gdzie przymierzano dla niej ubranka tak wspaniałe, jakie miała Sara. Dostała więc sukienki koronkowe, aksamitne i muślinowe, chusteczki do nosa, futerka.

— Jej będzie u mnie tak dobrze, jak dziecku u kochającej mamusi — mówiła Sara. — Ja jestem jej mamusią, ale poza tym będę ją uważała i za przyjaciółkę.

Kapitan Crewe byłby się czuł również uradowany tymi sprawunkami, gdyby nie dręczyła go smutna myśl, że wkrótce rozłączy się ze swą najukochańszą, a tak w usposobieniu niezwykłą małą towarzyszką.

W tę noc wstał z łóżka i podszedłszy do córki, śpiącej z Emilką w objęciach, długo się jej przyglądał. Czarne jej włoski rozsypały się po poduszce, mieszając się ze złocistokasztanowymi kędziorkami Emilki. Obie ubrane były w obszywane koronkami koszulki nocne — i miały długie rzęsy, sięgające policzków. Emilka do tego stopnia wyglądała na prawdziwe dziecko, że kapitan Crewe czuł się bardzo uradowany jej obecnością. Westchnął i pokręcił wąsa.

Powyższe fragmenty rzucają nieco światła na sytuację materialną Sary i wyjaśniają poniekąd tytuł powieści. Jednak szczęście nie trwa wiecznie i wkrótce dziewczynka popada w tarapaty. Traci pozycję, zostaje pozbawiona wszystkich swoich rzeczy i wysłana na strych, bo właśnie tam mieszkają posługaczki. Dzieje się tak, ponieważ ojciec Sary traci swój majątek w wyniku chybionej inwestycji, a co więcej umiera w obcym kraju. Dziewczynka dostaje starą czarną sukienkę, jak przystało na żałobnicę, towarzysząca jej Emilka, również pozbawiona ubrań, zawinięta w ciemną szmatkę, zamieszkuje wraz z nią na poddaszu. Staje się jedyną istotą, do której może przytulić się osierocone dziecko, z nagła pozbawione wszelkiego ciepła ze strony osób, które adorowały je, gdy było bogate. Sara cierpi tak bardzo, że z całych sił wyobraża sobie, że Emilka jest żywą osobą, choć ma kontakt z innymi ludźmi:

Jednym z urojeń, jakimi Sara zwykła się zabawiać, było uważanie Emilki za jakąś dobrą, opiekuńczą wróżkę. Poniesiona fantazją, rozbudzoną dłuższym wpatrywaniem się w ulubioną lalkę, zadawała jej niekiedy różnorakie pytania, żywiąc nadzieję, że ona natychmiast odpowie. Lecz Emilka nigdy nie odpowiadała.

— Co się tyczy odpowiadania — mówiła Sara, aby się pocieszyć — to i ja sama czasem nie odpowiadam, gdy nie potrafię nic mądrego wymyślić(…) Być może, że Emilka jest bardziej podobna do mnie, niż ja sama, może nie chce odpowiadać nawet swoim przyjaciołom, ale kryje wszystko w głębi serca.

Nie chodzi jednak o to, że Sara nie zdaje sobie sprawy z różnic między rzeczywistością a urojeniem, to tylko wyraz jej wielkiej samotności. Emilka jest przecież ostatnim ogniwem łączącym ją ze zmarłym ojcem:

Pewnego wieczoru, gdy zziębnięta i głodna, z burzą szalejącą w młodej piersi, wróciła na poddasze, Emilka wpatrywała się w nią tak jakoś bezmyślnie, a jej trociniaste nogi i ręce wydawały się tak drętwe i nieruchawe, że Sara straciła już panowanie nad sobą. W tej chwili, prócz Emilki, nie miała nikogo — nikogo w całym świecie. A ona sobie siedziała spokojnie… jakby nic!

— Ja już umrę wkrótce… — odezwała się do niej Sara.

Emilka nic nie odpowiedziała, tylko patrzyła wciąż przed siebie.

— Już tego znosić dłużej nie mogę! — drżąc, mówiło do niej zziębnięte dziecko. —- Wiem, że już niedługo umrę. Jestem przemoczona do suchej nitki… przeziębiona… i głodna śmiertelnie. Przeszłam dziś setki mil, a za to wszystko wynagrodzono mnie tylko łajaniem i wymyślaniem. Ponieważ sklepy już były zamknięte i nie mogłam dostać tego, po co za ostatnim razem wysłała mnie kucharka, więc dziś nie dano mi kolacji. Jacyś ludzie śmiali się ze mnie, że z winy mych starych bucików poślizgnęłam się i upadłam w błoto. Jestem teraz cała zawalana błotem… a oni się śmiali ze mnie. Czy ty słyszysz, Emilko?

Spojrzała w rozwarte szeroko szklane jej oczy i zadowoloną, uśmiechniętą buzię — i nagle ogarnął ją gniew i przeszywający ból.

Podniosła rękę i strąciła Emilkę z krzesła, wybuchając spazmatycznym płaczem — ta Sara, która nigdy dotąd nie płakała.

— Ty niczym innym nie jesteś, tylko lalką! — krzyknęła. — Tylko lalką… lalką… lalką! Ciebie nie obchodzi nic na świecie. Napchana jesteś trocinami… nigdy nie miałaś serca! Nic nie wzbudza w tobie współczucia! Jesteś lalką, niczym więcej!

Emilka leżała na podłodze, zadarłszy haniebnie nogi ponad głową, a na koniuszku jej nosa widniała płaska plamka — jednak twarz jej była spokojna, owszem nawet pełna godności. Sara zasłoniła twarz rękoma. Szczury w norze poczęły bić się i gryźć z sobą wśród szurgania i pisków. (…)

Sara z wolna zaczęła uspokajać się w płaczu. Sama dziwiła się tej odporności, z jaką umiała przełamywać wszelkie nawiedzające ją strapienia. Po chwili podniosła głowę i patrzyła na Emilkę, która zdawała się spoglądać na nią spod oka — ale tym razem w jej szklanych oczach lśniła jakby iskra serdeczności. Sara schyliła się i podniosła z ziemi lalkę. Ogarnęły ją wyrzuty sumienia — a nawet uśmiechnęła się blado na myśl o niedorzeczności własnego postępku:

— I cóż ty na to poradzisz, jesteś lalką! — rzekła z westchnieniem rezygnacji. — Tak samo Lawinia i Jessie nic na to nie poradzą, że mają pustkę w głowach. Nie wszyscy jesteśmy ulepieni z jednej gliny. Ty napchana jesteś trocinami — i może ci z tym dobrze.

To rzekłszy, pocałowała ją, otrzepała, wygładziła jej sukienkę i posadziła ją z powrotem na krześle.

Dla tych, którzy nie czytali, nie zdradzę zakończenia książki. W całości można przeczytać ją np. tu: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mala-ksiezniczka.html

Jak widać, lalka może stać się przedmiotem niezwykle istotnym nie tylko dla kolekcjonera oraz z rozmaitych powodów. Może pomóc przetrwać ciężkie chwile, kiedy wszystko inne wydaje się walić i zawodzić. Wizerunek lalki w Małej Księżniczce jest ciekawy także z innego, bardziej prozaicznego powodu – dowiadujemy się, jak mogły wyglądać lalki z końca XIX wieku. Narrator wspomina m. in. o prawdziwych włosach, trocinach i naturalnym wzroście.

Idę sobie, bo jakoś płakać mi się zachciało od wspominania losów Sary…

Reklamy

19 thoughts on “Lalka Małej Księżniczki

  1. Kurcze, uwielbiam ta książkę ( tak samo jak „Tajemniczy ogród” tej samej autorki), ale jakoś zupełnie zapomniałam Emilce 🙂 Wrócę do domu to przeczytam „Małą księżniczkę” jeszcze raz.

  2. Ja nie muszę czytać jeszcze raz, ja ją znam na pamięć! Choć muszę przyznać, że bardziej niż Emilka, zawsze interesowała mnie ta druga lalka. Ta, którą Sara dostała na urodziny. Zwłaszcza jej miniaturowa lornetka 🙂

  3. Małą Księżniczkę czytałam co najmniej 50 razy i chyba dzisiaj do niej znowu wrócę, sprawdzić jak tam z moją pamięcią – kiedyś mogłam wyrecytować całe rozdziały 😉
    Emilka oczywiście była lalką moich marzeń, chociaż bardziej marzyłam o jej wyprawce i o francuskiej guwernantce (przez Mariettę w średniej szkole uczyłam się francuskiego!). A Ostatnia Lalka, to ech…
    Tak na marginesie – okropne to tłumaczenie.

  4. Kupiłam tę książkę w antykwariacie, wieki temu. Jest zniszczona, ale nie oddałabym jej za nic. Książki są jak przyjaciele. Chciałam nawet dać córce na imię Sara (do dziś ma żal, że tego nie zrobiłam). Trochę przez tę jej Emilkę, kupiłam sobie pierwszą porcelanową lalkę.

      • Ale czy Emilka na pewno była porcelanowa? Po tym jak Sara strąciła ją z fotela, miała wgnieciony nosek- porcelana powinna się raczej ukruszyć?
        Od lat się nad tym zastanawiam 😉

      • Znalazłam oryginał i nadal nie wiem 😀
        „Emily lay on the floor, with her legs ignominiously doubled up over her head, and a new flat place on the end of her nose; but she was calm, even dignified.”
        Spłaszczony nosek mogła mieć po obtłuczeniu albo wgnieceniu. Mogła więc być z celuloidu, papier mache, porcelany, a dokładniej biskwitu (wyguglowałam sobie fashion dolls z biskwitu, to dla nich szyło się całe wyprawki 😉 ).
        Wracam do lektury, po polsku 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s