Wspominkowo – ubieranie lalek i akcesoria w PRLu

W czasach mojego dzieciństwa (sielskiego, anielskiego) ubranko dla lalki typu Barbie było co najmniej takim samym rarytasem jak ona sama, jeśli nie większym. Podobnie rzecz miała się z akcesoriami. Drogie i rzadko dostępne. Chcąc przebierać lalkę, trzeba było samemu uszyć ubranka. A ponieważ mam zdolną, pomysłową i pracowitą mamusię, miałam w co ubierać lalki. Akcesoria wszelakie starałam się organizować sama.

Najprościej było uszyć sukienkę typu tuba, bez żadnych zaszewek czy rękawów, z elastycznego materiału. Szczególnie dobrze szyło się je z… majtek. Gatki miały to do siebie, że posiadały drobne wzorki i były wykończone lamówką, która zamieniała się w górę sukienki. Dół można było dodatkowo ozdobić kawałkiem koronki lub tasiemki.

Wieczorowe a la koronkowe kreacje robiło się z elastycznych skarpetek. Tu można było nawet obejść się bez szycia. Odcinało się palce, wydłubywało dwa otworki na ręce przy gumce (a ta potrafiła być całkiem ładnie pofalowana, przez co ozdobna) i gotowe. Można było poprzyczepiać dżety, jeśli akurat było się ich szczęśliwą posiadaczką. Suknia ślubna natomiast powstała ze starej firanki. Tu problemem stawała się przezroczystość materiału.

Moja mama potrafiła wyczarować lalkom cudeńka z najmniejszych skrawków tkanin i dodatków krawieckich. Pamiętam kreacje ze ścinków kolorowej żorżety – zielone, amarantowe, beżowe, srebrne. Białą krótką sukienkę z lamówki i kawałka tasiemki w kwiatki, czerwony sweter na guziki i inne. Dzięki, mamo, jesteś wielka! 🙂 Dziś żal mi mamowych kreacji, żadna się nie zachowała, a w każdym razie nie u mnie.

Ja sama często okręcałam lalki w mamowe apaszki. Wychodziła z tego za każdym razem inne kreacja, zawsze z dłuuuuugaśnym trenem. Wykombinowałam sobie także kolczyki – nawlekałam koralik na szpilkę, którą następnie zginałam w połowie i tak zgiętą wbijałam lalce w ucho (mała barbarzynka, a fe!). Bransoletkę można było zrobić z metalowego ozdobnego kółeczka pozyskiwanego cichaczem ze skręcanych długopisów. Raz się zdarzyło, że pokazały się w kioskach wykroje dla lalek. Od tego czasu szyłam sobie sama, wychodziło, jak wychodziło, ale pewną satysfakcję dawało.

Największy problem stanowiły buty. Pamiętam toporne lalkowe pantofelki kupione gdzieś nad morzem podczas wakacji. Wszystkie były takie same, różniły się wyłącznie kolorami i pasowały na Fleur, a Barbie spadały. Z czasem, im bliżej lat 90-tych, tym częściej ubranka pojawiały się w sklepach. Nie mówię, że oryginały i firmówki, po prostu ciuszki dla Barbiatych. Teraz, wiadomo, mamy wysyp wszystkiego. Jednak kombinowanie samemu wciąż potrafi sprawić sporo satysfakcji.

Jeśli chodzi o mebelki czy inne akcesoria, w latach 80-tych można było kupić w Cepelii coś w rodzaju domku. Był to jeden drewniany pokój, miał dwie ściany (co najmniej jedną z oknem), podłogę, łóżko, kołyskę, stół, krzesła, ławę i kufer. Wszystko było za małe dla Barbie, ale dla dziecka PRLu to nieznaczący drobiazg. Czasem udawało się kupić plastikowe mebelki, te jednak przeważnie również nie pasowały rozmiarem. Dopiero w latach 90-tych dorobiłam się różowego stołu i białych krzeseł dopasowanych idealnie 🙂 Domki dla lalek robiło się też z kartonów.

część wyżej wspomnianego zestawu, nie mój, dostałam jako gratis przy okazji zakupów lalkowych

część wyżej wspomnianego zestawu, nie mój, dostałam jako gratis przy okazji zakupów lalkowych, ten dodatkowo pomalowano lakierem do drewna

Pamiętam własnej produkcji magnetofon. Mieliśmy w domu fikuśną kasetę z przezroczystego plastiku. Taśmę nawinięto na dwie szpule, które w końcu wyciągnęłam (wydaje mi się, że kaseta zmarła kasetową śmiercią naturalną, a nie poprzez akt zniszczenia) i przełożyłam do pustego przezroczystego pudełka po kasecie, tworząc wielki szpulowy magnetofon. Innym razem udało mi się dorwać drewniane pudełko dopasowane długością do lalki. Natychmiast zostało ekskluzywnym łóżkiem ze skrzynią na pościel. Kiedyś udało mi się także kupić temperówkę w kształcie deskorolki z ruchomymi kółkami i łatwo usuwalnym zbiornikiem na obierki. Te wszystkie rzadko spotykane skarby tak cieszyły!

Podobno od przybytku głowa nie boli, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dziś dzieci coś tracą wobec obfitości towarów wszelakich. Czy można się efektywnie rozwijać, kiedy dostaje się wszystko podane na tacy i o nic nie trzeba samemu się postarać?

Reklamy

23 thoughts on “Wspominkowo – ubieranie lalek i akcesoria w PRLu

  1. Mangusto, mam bardzo podobne wspomnienia do Twoich i niestety w ostatnim twierdzeniu masz sporo racji… Ile się kiedyś trzeba było nakombinować, żeby taniej laleczce zrobić piękny pokoik, nie mówiąc już o domku… Dzisiaj dziecko idzie do sklepu i wszyściutko ma gotowe – od ubranek po akcesoria, a wszystko ocieka różem i kiczem. Zero kreatywności i gustu, ale to chyba cecha dzisiejszych czasów. Wydaje mi się, że dzisiaj tylko dzieci, których rodziców nie stać na takie zabawki, mają jeszcze dużo pomysłów, co można ubrać swojej lalce i gdzie zrobić jej domek :-).

    Jak byłam małą dziewczynką, to o każdej bardziej zdobionej bluzce mamy myślałam tylko w kontekście ubranka dla lalki…. Jaka była moja radość, gdy bluzka z jakichś względów nie nadawała się do ubrania i mama dawała mi ją do skrojenia! 😛

  2. hej
    ach te wspomnienia …dziewczyny ja miałam podobnie .
    Lalkę mieć to był duży larytas ….drogi i tylko możliwy na święta , a ubrania to mama mi szyła lub domek to był z pudła kartonowego .
    Ale to wszystko co robiło się własnymi rękami dawało radość …a teraz wspaniałe wspomnienia .
    pozdrawiam ;-)))

  3. Taaaa… aż się rozmarzyłam =) dokładnie tak było- też szyłam ubrania moim lalkom z czego tylko się dało. Zastanawiam się czy masz ten katalog z wykrojami? Może mogłabys go opublikować na blogu

  4. Tak, tak… Pamiętam te czasy kiedy suszyłam mamie głowę, żeby mi uszyła coś dla lalki, albo zrobiła mebelki. Zbierało się różnego rodzaju gadżety tam gdzie popadnie. Moimi ulubionymi były złote kieliszki, które były ozdobą butelki po jakimś alkoholu. Niestety nie pamiętam po jakim. Idealnie pasowały dla Barbie. 😛 Ciekawe co się z nimi stało…

  5. O jezu!! Mój Góralski domek! Zagubiony i okupiony rzewnymi łzami!!! Moje mebelki!!!
    Dziękuję :))
    Ja jeszcze dorzucę: kupowałam (że niby mamie) dezodorant dla nastolatków- OK się nazywał. Zamiast korka miał plastikową czapkę z daszkiem, akuratną dla Skipper, bo miała największą głowę.
    I jak był szał komunijny, to na świeczki nakładało się takie pierścienie, które miały zapobiec kapaniu wosku. Kółko z dziurą?- kapelusz jak ta lala! 🙂

    • O, na pewno nie! To mój domek 😛
      Tych dezodorantów to nie pamiętam. Za to były kiedyś plastikowe spinki-kapelusze. Jak się oderwało spinkę, zostawał kapelusz w sam raz dla Barbie 🙂

      • O raniu zupełnie zapomniałam o tych spinkach!! A miałam ich trochę hehe i faktycznie odrywałam z nich kapelusze aby lalki miały co nosić 🙂

      • Mój domek też 😀
        Te ściany się chyba składały, prawda? A może tylko moje, może wcześniej próbowałam je rozłożyć 😉 W każdym razie tak je pamiętam, służyły mi niekoniecznie jako domek, czasami też na przykład jako pokrywka na terrarium z chomikiem… 😀
        Z całego zestawu została mi dzisiaj skrzynia, pełniąca później funkcję szkatułki na skarby, reszta mebelków wywędrowała do moich ciotecznych sióstr, a potem pewnie do przedszkola, jak zresztą większość moich zabawek.
        Byłam w luksusowej sytuacji, do dużej Cepelii miałam 30m, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy – dzięki temu łatwo było upolować różne skarby, a ci co pamiętają wiedzą, że wtedy skarbem było niemal wszystko 🙂

  6. Napisałaś -„dziś dzieci coś tracą wobec obfitości towarów wszelakich”. Ja od dawna mam takie wrażenie i bardzo lubię zabawki własnej roboty. Z rozrzewnieniem wspominam moje lalki zrobione z główki makówki, płatków kwiatowych i liści. Prawda, że makowe panienki miały krótki żywot, ale ile dawały radości. Domki z pudła po margarynie, ubranka ze szmatek wyproszonych u babci krawcowej. Czasem myślę, że dzisiejsze zabawki zbijają kreatywność
    i… ze zdumieniem obserwuję jak natura umie się bronić. Dzieci odrzucają w kąt doskonałe zabawki ze sklepu i cudownie bawią się „byle czym”. Widać, ze człowiek ma jakiś system odpornościowy.

    • A pamiętacie papierowe lalki? Ostatnio zaniosłam takie do przedszkola, w którym uczę, jako pomoc do angielskiego – uczyliśmy się nazywać ubrania po angielsku. Dzieci skwitowały to obojętnością. Owszem, pokolorowały i to wszystko. Ale dobrze, że masz inne doświadczenia.

  7. oj ale mi się miło zrobiło…moja mama szyła dla mojej Fleur, nawet sweterek robiony na drutach i getry się zachowały. Buty też pamiętam i mam i noszę się od dawna z zamiarem wpisu wraz z ilustracjami 😉 o takich właśnie skarbach. Masz rację, my mieliśmy wyobraźnię chyba bardziej rozwiniętą, a nasze dzieci…cóż sama widzę po swojej córce. Ale staram się kultywować stare zwyczaje i np. robimy często kwiatki z wiórków po ostrzeniu kredek, wycinanki i inne takie 🙂

  8. Oj tak, musieliśmy sobie radzić :). I ja bawiłam się tym domkiem, należał do mojej kuzynki – wreszcie wiem, kto go produkował :).

  9. To jest super. Ale ja (choć powiem że jestem jeszcze dzieckiem) nie mam mebelków kupnych. Wszystko robię sama. Fajne rzeczy są z kinder niespodzianki. Z jednej rzeczy można zrobić i doniczkę i lampkę nocną i abażur.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s