Wynurzenia okołolalkowe

Rozmyślałam ostatnio sporo na temat kolekcjonowania lalek, głównie pod wpływem kilku wpisów na blogach i forum. Ogólnie wychodzę z założenia, że lepiej pomęczyć głowę niż egzystować bezrefleksyjnie niczym ameba. Lalki, jak wiadomo, lubią żyć stadami i to bardzo pokaźnymi liczebnie. Wygląda na to, że ich gromadzenie może stracić urok, stać się brzemieniem, nałogiem. Coś w tym jest z pewnością. Chociaż podobno od przybytku głowa nie boli, lepiej jest zostać z niedosytem niż mieć dość. Niedosyt oznacza, że wciąż mamy do czego dążyć, prawda? Nauczona doświadczeniem starszych (stażem lalkozbieracza) koleżanek i kolegów, przejrzałam swoją kolekcję i postanowiłam wypuścić z objęć kilka lalek, między innymi jedną Kirę, Pocahontas czy Top Model Resort Summer. Zdjęcia wkrótce, może ktoś przygarnie.

Drugi temat rozmyślań to profil kolekcji. Również dzięki forum zauważyłam, że preferencje kolekcjonerów lubią się zmieniać, a kolekcje ewoluują często w kierunkach, jakich sam kolekcjoner się nie spodziewa. Na fali zmian postanowiłam dać sobie spokój z Mattelem. Powodów takiej decyzji jest kilka:

  • Nie podoba mi się podejście tej firmy do klienta – Monsterki, obecny hit sprzedażowy, są coraz bardziej badziewnie wykonane, a kosztują zdecydowanie więcej niż jeszcze trzy miesiące temu. Oglądając lalki w sklepie, trudno znaleźć choćby jedną, która nie miałaby widocznych wad. Przykład? Venus McFlytrap – ciemnozielona plama na uchu, za mało różowego meszku na głowie w stosunku do wyżłobionego na główce konturu (czyli miejsca na ów meszek), biała plama z farby pod okiem, niedomalowane buty. To wszystko widoczne gołym okiem przez pudełko! Wciskanie takiego niedorobionego badziewia za grube setki to brak poszanowania klienta. Przy tym nie uważam, by winna była produkcja w Chinach – wszak pracownik robi to, co mu się każe i tak szybko, jak się wymaga.
  • Drugi powód wynika wyłącznie z mojego betoństwa w kwestii Barbie. Dla mnie Barbie to przede wszystkim mold superstar i ciałko TNT ze zginanymi nóżkami, także inne moldy z tzw. superstar ery. Taką pokochałam w dzieciństwie, a na obecne wynalazki Mattela patrzeć nie mogę, z Fashionistkami włącznie, choć generalnie doceniam możliwości artykułowanych ciałek. W piątek miałam okazję obejrzeć i pomacać Barbie pannę młodą. Suknię miała owszem piękną i dopracowaną, ale włosy rzadkie, ciałko sztywny plastik, a jej ręce sprawiły, że moje opadły. Jedna była prosta i miała zamocowany gumką plastikowy bukiet, druga była na stałe zgięta w łokciu i posiadała artykułowany nadgarstek…
  • Trzeci powód wynika z rozsądku i praktycyzmu. Barbioszki są mimo wszystko dość tanie – wszak trupki w niezłym stanie można mieć już za złocisza, jeśli wie się, gdzie szukać – i to powoduje, że kolekcja rozrasta się w zastraszającym tempie. A potem okazuje się, że nie można cieszyć nią oka, bo nigdzie się nie mieści i leży upchnięta w szafce, pudle itp.
  • Kolejny powód to zmiana preferencji – od kiedy zawiesiłam oko na swojej pierwszej (i jak dotąd jedynej) Tonnerce, Barbie zeszły na drugi plan i podobają mi się znacznie mniej. Poza tym, jeśli już mam wywalić grubą kasę, wolę zapłacić za lalkę wykonaną starannie i precyzyjnie. Cena lalek Tonner i im podobnych jest też istotnym czynnikiem ograniczenia szybkości wzrostu lalkowej populacji…

Świat lalek jest barwny i różnorodny, to mi się w nim podoba. Nie chciałabym obudzić się pewnego dnia, wstać spod sterty lalek zamiast spod kołdry i stwierdzić, że rzygam nimi, dlatego już teraz czas wprowadzić małe odświeżające zmiany. Trzeba nieco powściągnąć instynkt zbieracza, zanim będzie za późno. A trzeba przyznać, że potrafi się on rozszaleć, co zapewne każdy kolekcjoner wie 🙂 To przecież jest kreatywne hobby, nie musi kończyć się upozowaniem lalki na półce.

A teraz coś z nieco innej beczki. W piątek odwiedziła mnie znajoma, która bardzo rzadko wpada. Dowiedziała się o wówczas o lalkach – trudno się nie dowiedzieć, kiedy stoją / siedzą na wierzchu. Reakcja znajomej była entuzjastyczna, zwłaszcza kiedy znalazła na mojej półce lalki, jakimi bawiła się w dzieciństwie. Chyba nawet sama nie zdawała sobie sprawy z własnego entuzjazmu 🙂

Na koniec chciałabym przypomnieć o Halloweenowym konkursie, opowiadania zbieram do wtorku.

Advertisements

12 thoughts on “Wynurzenia okołolalkowe

  1. Mam to samo. Kupiłam nową lalkę i z ciężkim sercem sprzedałam inną. Powód – rozrastająca się kolekcja i nie słabnący „chciej” na inne lalki. 😉 A ceny wysokie….

  2. Cóż, taki jest los kolekcjonera. Zaczynałam w podstawówce od znaczków pocztowych. Mówią, że tylko krowa nie zmienia poglądów, gdyby była kolekcjonerką lalek pewnie trwałaby w raz powziętym postanowieniu „tylko te i koniec”. Ponieważ mamy bardziej złożoną naturę to co jakiś czas musimy podejmować nowe wyzwania. „Le Roi est mort, vive le Roi ! „

  3. Masz rację…ten zapęd do posiadania wszystkiego co się widzi i dobrze kojarzy (w kwestii lalek) 😉 może zgubić. I jest też tak, że pod wpływem czytania innych blogów i oglądania netowych zasobów zmieniają się preferencje. Trzeba być czujnym … ale póki co moja wish lista i tak się powiększa. Co z niej zejdzie jakaś zdobycz to już 2 lub 3 czekają w kolejce do wpisania. To jest chyba ten niedosyt o którym piszesz 😉

    • Na początku zbierania wydawało mi się, że to jakaś herezja pozbywać się lalek, żeby zrobić miejsce na nowe. Teraz widzę, że ma o głęboki sens, zwłaszcza w kontekście niedosytu 🙂 Jak czegoś jest za dużo, może obrzydnąć do cna, chciałabym się uchronić przed tym.

  4. Póki co wielu lalek nie posiadam, więc jeszcze o ich pozbywaniu nie myślę ale przeraża mnie trochę niespójność mojej kolekcji 😉 praktycznie każda lalka jest z innej serii. Mimo, że próbuję się ograniczać to niestety niekoniecznie mi się to udaje 😉
    Do moich małych sukcesów należy zwalczenie chęci posiadania Monsterki! I dziękuję za to niebiosom! Byłam dziś w Smyku i jak zobaczyłam ceny tych lalek to mało nie padłam!! W ogóle to wydaje mi się, że kiedyś te same lalki były tańsze…. 170 zł za lalkę z dodatkową sukienką to dla mnie złodziejstwo ;/
    Pozdrawiam ciepło!

    • Były tańsze, i to sporo. Najgorsze jest to, że za ceną nie podąża jakość. Moja kolekcja jakieś założenia miała, ale się zmieniły (żeby nie powiedzieć: umarły 😀 )

  5. Niestety, muszę się z tobą zgodzić. Współczesny Mattel który produkuje lalki na nasze sklepowe półki rozczarowuje., to nie to samo co lata 80 czy 90. Współczesnych lalek mam w domu dość sporo ze względu na to że moja córcia co róż dostaje jakąś barbie bez szczególnych okazji…, ale te lalki nie wzbudzają we mnie żadnych emocji. Jednak jak trzymam lalkę z okresu swojego dzieciństwa- czyli typowy SuperStar to serce bije mocniej 🙂 Teraz kupuję rozsądniej niż kiedyś, są to zazwyczaj kompletne lalki lub w stanie NRFB. Jeszcze stosunkowo niedawno kupowałam co „popadło” i niestety musiałam pożegnać część lalek bo było ich za dużo. Często przygarniam lalki z lumpeksów i giełd staroci, ale ujarzmiam je i puszczam w świat- po prostu lubię to robić. Co innego jeśli chodzi o lalki z headmold;em Steffie, jak widzę taką lalkę to się po prostu rozpływam, zakochana jestem w tych lalkach i nic nie mogę na to poradzić. Każda lalka z moldem Steffie jest dla mnie godna uznania ;-). Współczesne lalki kolekcjonerskie również potrafią rozczarować, jednak posiadam ich kilka w swojej kolekcji i bardzo je lubię.

    Przepraszam że się tak rozpisałam, poniosło mnie 😉

    • Nie ma za co przepraszać, ja tam się cieszę, że możemy rozmawiać 🙂 Właśnie staram przestawić na rozsądne kupowanie, urozmaicam kolekcję. Trochę mi te starania utrudniają trzy Simbowe Stefki, których chce się pozbyć Stary Zgred…
      😀 Uch, jakie fajne są!

  6. Kurde dopiero dzisiaj dokopałam się do tej notki xD i widzę, że mamy podobne przemyślenia co do Mattelowskich lal!
    Te różowe potworki ociekające brokatem dla najmłodszych mnie dobijają. Pomysły są co raz głupsze, typu ogon syrenki zamieniający się w deskę surfingową albo Księżniczka i piosenkarka nowy wybryk natury ;/
    Fashionisty lubię za ciałko i ciekawe stroje, monsterki także ale prawda, że wykonanie pozostawia sporo do życzenia.
    Co w mattelu najlepsze? Chyba ich kolekcjonerskie lalki. Są naprawdę ładne i ciekawe. Ceny zasadniczo są dość przystępne, o ile mieszka się w Stanach oczywiście, u nas już gorzej. Jedyną lalką kolekcjonerską przewidzianą na ten rok w polskim mattelu była Pink in Pantone, którą zresztą poza sklepami internetowych zainteresował się tylko Toys’R’us ( i tak na niej chyba stracił bo po pół roku stania na półce cena zjechała z 209 na 89zł) ;/
    Tonnerki są dobrą alternatywą! wyda się więcej ale na jedną! Będzie wychuchana i wygłaskana i nie grozi całkowite zakopanie się pod stertą lalek 😉 Mi się w ogóle podoba, że one są duże, wiem, że to niezbyt popularne podejście wśród kolekcjonerów, ale cóż 😀
    Sorry za Spam xD Długi komentarz do dobry komentarz ;p 😀

    • Mi też się podoba wzrost Tonnerek 🙂 A Mattel kolekcjonerski jakoś mnie nie zwala z nóg. Mam jedną Barbie Basics, ale nie wiem, czy długo jeszcze postoi. Buźkę ma ładną, owszem, ale ten plastik sztywny, błe!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s