Lalki moich koleżanek

Ponieważ od dłuższego czasu nie opuszcza mnie sentymentalny nastrój, powspominam dzisiaj trochę lalek, które “znałam” w dzieciństwie, ale nie należały do mnie. Od tamtych chwil dzieli mnie w porywach nawet 25 lat, poza tym taka już natura wspomnień, że lubią się zacierać i zniekształcać. Być może coś pokręcę 🙂 Piszę tu o lalkach, których sama nie miałam, pomijam dublujące się z moimi opisanymi wcześniej.

Agata to lalka mojej młodszej kuzynki. O ile pamiętam, imię nie zostało nadane przez moją kuzynkę, ale było nazwą tej lalki. Agata to zdaje się polski klon, rozmiarem coś pomiędzy Fleur a Barbie, z jasnymi włosami, które nie nadawały się do czesania. W tamtych czasach pojawiła się w sprzedaży także niejaka Lalka Elegantka, bardzo badziewny klonik z cieniutkiego plastiku, z białymi włosami. Później pojawiła się jeszcze niejaka Jenny, podobnej jakości. Lalki o tym imieniu widuję do dziś, nie wiem jednak, czy coś je łączy z tamtymi z lat 80/90.

Najciekawsze lalki miała Agnieszka, córka znajomych moich rodziców. Wkrótce po tym, jak obie dostałyśmy Fleur, Agnieszka została obdarowana przez jakąś ciocię zagraniczną lalką Princess. Był to plastikowy klon, bez żadnej artykulacji, włosami przymocowanymi jedynie na środku głowy. Princess miała opaskę z kawałka folii, którą musiała nosić stale, inaczej włosy unosiły się i śmiesznie odstawały po obu stronach głowy. Następnie Agnieszka dostała Petrę (podczas gdy ja miałam dalej tylko jedną Fleur, wyobraźcie sobie, jak bardzo jej zazdrościłam :-)), lalkę w pełni artykułowaną – a przynajmniej ja tak to pamiętam. Była w pudełku w kwiatki. Kilka lat później Agnieszka dostała jeszcze parę w ślubnych strojach. Nie mam pojęcia, jak nazywały się te lalki. Ona miała długie, białe, kręcone włosy, dość dużą głowę i miłą twarz, natomiast on był całkiem męski w porównaniu do ówczesnych Kenów. Miał orli nos, a jego biała koszula z żabotem rozśmieszała mnie. Po zdjęciu lalkowi marynarki ukazywały się gołe plecy – koszula-atrapa miała tylko przód i zapinała się z tyłu nisko na plecach i na szyi 😀

Jednym z moich niespełnionych dziecięcych marzeń (z czasów, kiedy marzy się o przedmiotach, zwierzętach i wydarzeniach w znacznie większym stopniu niż o pojęciach) była Barbie-Azjatka, czyli Kira/Marina. Takową miała Kasia, moja koleżanka ze szkolnej ławy, z serii Wet’n Wild – często moczoną w wodzie 😛

Zetknęłam się też z lalką Jem, która wydawała mi się wielka i niesamowicie brzydka (zwłaszcza w porównaniu z Jem z kreskówki – piosenki z tego filmu nucę do dziś 😀 “Show time, Synergy!”). No i cóż… po dziś dzień nie potrafię docenić tej specyficznej urody. A w Jem & The Holograms bawiłam się własnymi Barbie 🙂

Przypominam sobie także niejaką Mini Fleur. Na pewno była to nazwa produktu, a nie nadana przeze mnie. Poza mną taką lalkę miała jeszcze wyżej wspomniana Agnieszka. Gumowa laleczka miała może z pięć centymetrów wysokości, nieproporcjonalnie wielką głowę z przyklejoną fryzurą (zawsze kok), cieniutkie i delikatne kończynki i tiulową sukienkę. Mini Fleur dostępne były w kioskach Ruchu.

Na początku lat 90-tych w osiedlowej kwiaciarni pojawiły się Simbowe Steffi Love. Nigdy takiej nie miałam, ale miała ją moja koleżanka ze szkoły Paulina, więc czasem lala pojawiała się i u mnie. Wtedy Steffi nie podobała mi się za bardzo, dziś spojrzenie na jej twarz przenosi mnie na chwilę w czas beztroski i niewinności – stanu, którego już nigdy nie osiągnę. Paulinowa Steffi pochodziła z serii lalek w kostiumach kąpielowych. Miała czarno-biało-różowy strój z kokardą, dokładnego rozkładu kolorów już nie pamiętam.

Mniej więcej w tym samym czasie moja kuzynka stała się właścicielką rodzinki Kinglet. Nie pamiętam, czy było to imię lalki, czy jej producent, taki napis widniał z tyłu jej głowy. Miała ciemne włosy, dość krótkie i kręcone. Wydaje mi się, że był to jakiś klon Betty Teen – twarz niemal identyczna. Kinglet miała męża i dwoje dzieci, a pudełko z lalkami zawierało katalog, który oglądałyśmy godzinami. Lalki nie były w żaden sposób artykułowane. Jedna z koleżanek tej kuzynki miała Christie z serii Benetton, lalkę chyba jeszcze rzadziej spotykaną niż Kira/Marina, piękna była.

Nie potrafię nazwać lalek innej mojej szkolnej koleżanki, Donaty. Donata miała same klony. Pamiętam, że nie uważałam jej lalek za ładne, ale była doskonałą towarzyszką zabaw. Przed blokiem na naszym osiedlu znajdowały się pozostałości ogrodów czy nawet sadów i tam bawiłyśmy się pośród kwitnących krzewów. Nasze lalki były elfami zamieszkującymi drzewa… Donata miała zdaje się Agatę oraz innego klonika. Wydaje mi się, że mogła to być ta lalka, o ile była dostępna na przełomie lat 80-tych i 90-tych.

W pierwszej połowie lat 90-tych do kiosków Ruchu zawitały tłumnie laleczki Marion (czy też Marian). Pamiętam, jak wisiały w oknach w foliowych woreczkach. Jak wielu innym klonom, także im nie zginały się kończyny, były jednak dość ładne i porządne. Ich twarze i włosy miały kilka wariantów kolorystycznych. Najbardziej zapadła mi w pamięć brunetka w stroju z ciemnoniebieskiej (chyba) lamy. Długo wisiała w kioskowym oknie, aż w końcu dostała ją moja koleżanka z bloku.

Szczególnie zapadły mi w pamięć lalkowe zabawy z czterema dziewczynkami: Agnieszką, Kasią, Pauliną i Donatą. Od lat nie mam kontaktu z żadną z nich. Dzięki, dziewczyny, że stałyście się częścią mojego dzieciństwa razem z waszymi lalkami. Gdziekolwiek jesteście, życzę Wam jak najlepiej.

Nie mam zdjęć 😦 Zamiast tego proponuję trochę muzy

Reklamy

6 thoughts on “Lalki moich koleżanek

  1. Widzę, że na lalkowe wspomnienia się komuś zebrało 😉
    Mnie też tak czasami nachodzi i wspominam lalki siostry ciotecznej, nie specjalnie ja lubiłam i tylko dlatego lubiłam do niej jeździć bo mogłam sie wtedy nimi pobawić .

  2. Sporo tych lalek, ja z koleżankowych pamiętam Steffi, to był początek lat 90-tych, a innych za bardzo nie kojarzę, a imion już w ogóle. Ja miałam tylko 2 lalki typu klon Barbie, nazywały się Wendy. Obie blond, jedna miała kręcone włosy, druga proste i rootowane tylko wzdłuż przedziałka, ta kręcona jakoś jeszcze wyglądała, to druga, cóż… :] I miała za męża klona Kena o imieniu Max, który miał czarne malowane włosy i zginane nogi w kolanach (co mi się wtedy nie podobało), niestety był o kilka cm niższy od żony… A prawdziwe Barbie wtedy były drogie, więc tylko się oglądało reklamy i katalogi – ich i Sindy. Za to moje kuzynki, młodsze ode mnie, załapały się już na prawdziwe Barbie, Bratz i nie wiem co tam jeszcze 🙂

  3. Szukam właśnie w sieci jakiejkolwiek informacji o mini Fleur i dopiero u Ciebie ją znalazłam. Żadnych zdjęć, nikt nic nie pamięta a już o odkupieniu to tylko sobie pomarzyć można. Może wszystkie mini Fleurki wyginęły? Chciałabym jeszcze raz choćby na obrazku w Internecie jakąś zobaczyć 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s