Trochę lalkowej historii

W wielu czytanych przeze mnie książkach dziewczynki, które były z różnych względów wyjątkowe, nigdy nie lubiły bawić się lalkami. Cóż, ja widać jestem całkiem zwyczajna, bo lalki lubiłam zawsze. Początkowo nie miałam ich zbyt wiele, moimi zabawkami były przede wszystkim pluszowe pieski. Jeden, z dawien dawna ulubiony, towarzyszy mi do tej pory 🙂

Pierwsze lalki pojawiły się w domu już używane, podarowane przez jakichś znajomych czy rodzinę, nie pamiętam ich za dobrze. Kultową lalą mojego dzieciństwa był plastikowy murzynek – czarny, ze spódniczką z czerwonych frędzli (popularną ozdobą abażurów) i naklejonymi pod szyją czerwonymi koralami. Nie pamiętam, czy takiego miałam, ale widywałam go w wielu miejscach.

Miałam nie więcej niż 4 lata, kiedy Mama kupiła mi pierwszą lalkę. Miała ona ze 30-40cm wzrostu, zamykane oczy z czarnymi rzęsami i białe włosy. Pamiętam też mniejszą i chudszą, o krótkich brązowych włosach. Prawdziwym moim skarbem stała się wówczas przywieziona z Białorusi przez moja babkę tzw. lalka, która mówi „mama”. Blondynka w amarantowej sukience – kreacja szybko się rozpadła. Spędziłam z tą lalą wiele miłych chwil, odeszła kilka lat później, kiedy w sposób nienaprawialny odpadła jej w końcu ręka. Inne dzieci wyciągnęły ją z osiedlowego śmietnika i zdemontowały do cna, a mi było przykro.

Będąc w zerówce dostałam od Mamy śliczną lalę-dzidziusia. Głowa i kończynki były gumowe, reszta szmaciana. Miałam też świetną kołyskę dla dzidzi, becik i wózek-spacerówkę. W dom bawiłam się najczęściej właśnie dzidziusiem i lalą mówiącą „mama”.
Pamiętam też brunetkę w sukni ślubnej i drugą, podobną do panny młodej, Carmen o czarnych lokach udekorowanych różami i w czarno-czerwonej obfitej sukni. Była także mała ruda Iwonka i kilka innych, które jednak nie zapadły aż tak mocno w pamięć.

Będąc bodajże w zerówce, zobaczyłam w domu kuzynki Fleur i od razu zapragnęłam takiej samej. Pamiętam wyprawę do Pewexu, kiedy rodzice zgromadzili już potrzebne fundusze w obcej walucie :-). Moja Fleur była blondynką. Miała na sobie różową bluzkę i turkusowe spodenki za kolano oraz czarne szpilki z kwiatkiem. Do tego rodzice zafundowali mi dodatkowe ubranko. Do wyboru miałam dwa: suknię ślubną i komplet bielizny. Wybrałam to drugie, nie wiem dlaczego 🙂 Fleur stała się sensacją pośród moich znajomych i kuzynek. Każda chciała ją dotknąć, uczesać. Lalka szybko straciła rzęsy i większość włosów oraz gumowe palce u jednej z rąk. Nie przeszkadzało mi to. Przepadałam za zabawą tą lalką i za szyciem dla niej ubranek. Jakie były, takie były, ale Fleur nigdy nie narzekała.

Kiedy byłam w drugiej klasie podstawówki, wiele moich rówieśniczek spodziewało się Barbie pod choinkę. I ja dołączyłam wówczas do grona podekscytowanych ośmiolatek. I rzeczywiście. Pod choinką leżała Barbie Fashion Play, blondynka o niebieskich oczach i czerwonych ustach odsłaniających białe zęby w uśmiechu, ubrana w sukienkę, która zawsze wydawała mi się nieco dziwna. U góry biała, z odkrytymi plecami, od pasa rozkloszowana czerwona spódnica w białe maziajki. Do tego buty na szpilce, które szybko popękały.

Barbie, tak jak poprzednio Fleur, robiła furorę, choć nie była już taką rzadkością, jak poprzedniczka. Zaczęły pojawiać się też różne lalki no-name, np. lalka Agata, zdaje się produkcji polskiej. Za jakiś czas mama kupiła mi, chyba polską, Lizę. Lalka zrobiona z cienkiego plastiku, o dużej głowie i niezbyt ładnej twarzy, długo nie zabawiła w moich zbiorach. Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki w Peweksie pojawiły się Diany i to dopiero był hit! Tata zabrał mnie na zakupy zupełnie znienacka, pewnego całkiem zwyczajnego dnia. Diana występowała w trzech wariantach – podobna do Barbie blondynka, szatynka i brunetka o baaaardzo długich, prostych włosach. Moja Diana była piękna! Pomijając subtelną twarz i cudowne czarne (jaka to rzadkość wtedy była) włosy, lala miała superstrój. Amarantowa kurteczka a la ramoneska ze złotymi łańcuchami. Amarantowe rajstopy (zaraz się podarły). Złote szpilki (z których wkrótce oblazła farba :-). No i ta sukienka, ach! Opalizujący, jasnoróżowy materiał przypominający lamę. Do tego złota biżuteria. Była to moja ulubiona i najładniejsza lalka. Obecnie nie ma już ze mną ani Diany, ani Taty…

Jakiś rok po Dianie tym razem sama uzbierałam pieniądze na kolejną lalkę – Skipper. Krótko po jej kupieniu moje dzieciństwo legło w gruzach – rozpoczął się burzliwy rozwód moich rodziców. Wkrótce trafiła do mych rąk pierwsza rozwodowa lalka – Barbie Benetton. Zapewne nie trzeba jej nikomu przedstawiać. Niebywałą zaletą tej lalki było posiadanie masy ubranek, które można było łączyć w rozmaite kompozycje. Jakiś czas później dostałam Barbie Hawaiian Fun. Miała opaloną buzię i długie włosy. W międzyczasie przybył jeszcze ciemnowłosy klon Kena – Frank oraz Jessica kupiona na dworcu centralnym w stolicy. Lalka wykonana była z cienkiego plastiku, a jej włosy przymocowane zostały do głowy jedynie pośrodku, ale miała ładna twarz ciekawą sukienkę, bardzo mi się podobała.

Przedostatnią lalką od Taty był Ken Hawaiian Fun. Po nim do lalkowej rodzinki dołączyła jeszcze Pamela Love, blondynka z loczkami z kolekcji bodajże paryskiej. Lale z tej serii miały czarno-białe sukienki w kropki. Jako ostatnia przybyła do mnie Midge z serii Beat. Był to prezent imieninowy.

Kilka lat później oddałam moje lalki młodszej kuzynce, a ta wkrótce przekazała je następnej. Wydawało mi się wówczas, że jestem na nie za duża, za stara, nie potrzebuję ich, nie wypada mi ich potrzebować. Po cichu jednak zawsze wzdychałam do lalek na sklepowych półkach.

Midge okazała się jednak nie być moją ostatnią lalką. Będąc już kawałek po dwudziestce zachłysnęłam się zachwytem nad niebieską Barbie Fairytopia w Tesco, na co mój mąż tylko się uśmiechnął, ściągnął lalkę z półki i włożył do wózka z zakupami. Siedziała sobie jakieś 6 czy 7 lat sama na półce, za towarzyszy mając jedynie książki i bibelociki. Od pewnego czasu ma już gromadkę przyjaciółek 🙂

Poniższe zdjęcia lalek pochodzą z internetu:

Advertisements

10 thoughts on “Trochę lalkowej historii

  1. Bardzo podoba mi się Twój wpis. Wzbudza melancholię, pozwala przypomnieć sobie własne szczenięce lata, ludzi i lalki którzy byli kiedyś całym światem. W dodatku przypomniałaś mi o laleczce, którą dawno temu zapomniałam, a chciałabym jeszcze kiedyś ją zobaczyć. Chodzi o Lizę. Miała ją moja przyjaciółka z dzieciństwa. Bardzo jej tej lali zazdrościłam, choć nie była żadną pięknością. Dziś nie pamiętam już jak wyglądała. Lata zrobiły swoje. Może zobaczę ją u Ciebie na blogu? Byłoby świetnie 🙂

    • Zobaczyć będzie ciężko, ponieważ nie mam, a w każdym razie nie przypominam sobie, żadnych zdjęć z moimi lalkami Za kilka dni jadę do mamy, może coś się znajdzie.
      Twarz Lizy przypominała nieco Fleur, jak na mój gust. Moja miała włosy w kolorze średniego blondu, ale pamiętam też Lizy z całkiem białymi. Niestety nogi lalki popękały szybko wzdłuż spojeń, mimo że nie byłam szczególnie niszczycielskim dzieckiem.
      Dzięki za odwiedziny!

  2. Zgadzam się ze Zgredem – Twoja historia pięknie opisuje lalki Twojego dzieciństwa :-). Szkoda tylko, że nie masz ich zdjęć. A czy czasem Twoja była Fleur nie nazywała się Bermuda? Tu daję Ci link do strony, gdzie jest ten model, ale musisz zjechać troszkę niżej:
    http://fleurdolls.com/dolls1.html

    Pozdrawiam 😉

  3. 🙂 historie lalkowych zbieraczy bardzo często mają ten sam element 🙂 czasy PRL, Pewexu, marzeń – często nieosiągalnych…wzruszyłam się, bo chyba jesteśmy w tym samym wieku – Fleur Bermudę dostałam na Dzień Dziecka w zerówce, tyle że moja była brunetką. Dianę w 3. albo 4. klasie na Gwiazdkę. Nie wiedziałam, że była w 3 wersjach. Moja była blondynką z burzą loków i różową suknią. Szpile mam do dziś, tylko tyle mi zostało po złodzieju. Jakoś net ubogi jest w zdjęcia tych lalek – wiesz może kto je produkował? Tyle się naszukałam i nic 😦 A Pamelki też miałam…ale zostały mi po nich buciki i ubranko….dalej wierzę, że kiedyś odkupię moje skradzione panny 🙂

    • Ja również przegrzebałam internet, nawet na eBayu szukałam i nic, na kilku blogach i na dollsforum tylko znalazłam jakieś wzmianki, że ktoś ma, bo znalazł w lumpeksie albo na starociach.

  4. Hm, mimo, że jestem od Was wszystkich o wiele młodsza (mam dopiero 19 lat) wszystko co jest tutaj opisane jest mi bardzo znajome. W moim kraju ( mieszkam na Litwie i jestem miejscową polką) z lalkami było trudno, bo kosztowały naprawdę sporo. Swoje firmowe lalki barbie do mnie zaczęły przybywać dopiero, gdy miałam 12-14 lat. Później, jak nieco podrosłam babcia oddała je komuś, czego teraz bardzo żałuję. Wtedy myślałam, że niby po co one mi są potrzebne skoro nie jest mi ciekawie już się nimi bawić. Jak się myliłam. Są potrzebne, ponieważ pobudzają sentyment do okresu, gdy byłam małą dziewczynką. Szczerze, bardzo tęsknię za rokiem 98-99. Mimo, że miałam tylko 5 lat. Teraz kupuję lalki w lumpeksach, robię dla nich rerooty i w taki sposób chcę wykupić wszystkie swoje lalkowe grzechy,które trafiły na śmietnik bądź w bezlitosne dziecięce rączka. Na ten blog trafiłam poszukując informacji o swojej fleurce, którą znazłam w second handzie. Jest mi bardzo ciekawie z jakiej serii pochodzi…Nie wiem po co to piszę tak naprawdę, poniosły mnie jakieś lalkowe emocje 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s